Patrzysz na wiadomości znalezione dla zapytania: Wypadek koło Płońska

Uważajcie na Pułkowej - wlot do miasta od strony Gdańska


(...)
ja nie mam tego problemu :-) dodaję sobie do ogrraniczenia 10kmph i
zapominam o patrolach ;-)


Słuchaj... Jak nie używasz tego silnika, to możemy się zamienić :)

ograniczenie przekraczam tylko w dwóch miejscach -
za Łomiankami poszerzają przełączkę i jest tam 70... 50... i na ślimaku pod
trasą na Gdańsk tuż przed Płońskiem zjazd na Bydgoszcz (tr nr 10) też jest
50... w obu miejscach jadę ok 110... .


A, tutaj się zgodzę...
I zaraz potem dziiiwny wjazd do Płońska (tj. ten koło BP).

Najgorsi sa ścigacze na odcinku DC - Czosnów.. jak tylko zobaczy taki radar
to zaraz heble i jedzie 60-80,


Nie wiem czemu, ale zwłaszcza na tym odcinku wielu takich widuję... I akurat
tam nie szaleję - znajomy miał wypadek swoim Escortem (cabrio ;) ) na tym
odcinku - sprawca zbiegł :(
Ja też się kiedyś prawie nadziałem na maluszka jadącego z Dziekanowa...
Także tam już jestem przeczulony.

a tam od samej tablicy DC po początek
expresówki w Czosnowie można jechać 100 (nie licząc tej przebudowy)...
a dzisiaj w Łomiankach to mnie zabił gość w starym passacie kombi - jechał
75 lewym pasem i ani nie zjeżdżał na lewy anie nie dawał się wyprzedzić z
lewej... On Pan i Władca!


No popatrz... we wtorek jechałem z Łomianek i... też się pchałem za starym
passatem kombi :)
Brązowym.
A ten mógł myśleć, że ograniczenie do 70-ciu też go dotyczy...

 » 

Info od JMK z trasy nr 7




[cut]

Plonsk - Ciechanow:
Po zjezdzie z trasy nr 7 na Ciechanow dramat, b. slisko, breja + lod.
Tak jest przez jakies 3km. Im blizej Ciechanowa tym lepiej, miejscami
czarna jezdnia. Nie pada, temperatura -4 stopnie. W polowie drogi jeden
niegrozny wypadek, ktos zaliczyl 2 pobocza i zaparkowal w rowie, na
szczescie nic sie nie stalo. Nie ma zatoru. Uwaga tam tambylcow - w 90%
na letnich oponach.
Za Ciechanowem - trasa na Przasnysz. Jazda po ubitym sniegu,
poprzecieranym miejscami przez kola samochodow. Jakies ~8km za
Ciechanowem nie ma juz sniegu, zastapil go lod.
Nastepny meldunek na obwodzie drogowym Szczytno.

Pozdrawiam

czynniki wypadkogenne

Kilka razy już się zastanawiałem nad przyczynami wypadków jako


[ciach]

dodaj jeszcze jedno:

pkt. kolejny
- jeszcze zdążę - i 'gaz do dechy'

W śradę koło Płońska (Dalanówek-skręca się z 7 za stacją
PETROCHEMII -jeszcze taki napis- drogą koło GRILLa).
Jest tam żwirownia. Kierowca załadowany, droga wzdłuż szyn i skręt na
przejazd.
kierowca przyspieszył by wyprzedzić wlokący się pociąg i przed nim
przejechać.
Przeżył, ale być może kaleka do końca życia (aktualnie ma bezwład w nogach).

Przewartościowanie własnych umiejętności w ocenie sytuacji w jakim się
znajduje kierowca w danym momencie jest dla mnie główną przyczyną
bardzo groźnych wypadków.

Sam przechodziłem tydziem temu badania na kierowcę ciężarówki
i według mnie jest za mało testów na logikę i jasność umysłu.

A że skromny jestem, to dodam, że zdałem z 97,45% skutecznością.

No bo jak zdałem z takim wynikiem, to jestem prawie kierowca doskonały.
Na szczęście szybko włożyłem tą myśl między bajki.
Taki wynik zobowiązuje mnie do większej samokontroli za kółkiem,
bo najgorsze to wpaść w rutynę i uśpić tym swoją czujność.

Pozdrawiam,

Otylia - czyli co się dzieje na naszych drogach

Mistrzyni olimpijska w pływaniu Otylia Jędrzejczak została ciężko ranna w wypadku samochodowym w miejscowości Miączyn koło Zakroczymia (gmina Płońsk). Na miejscu zginął 19-letni brat Otylii Jędrzejczak - Szymon - potwierdziły źródła policyjne.
Otylia jest w szoku, mocno poobijana. Cały czas mówi, że już nigdy nie wsiądzie do samochodu. Możliwe, że zostanie przewieziona z Płocka do Warszawy. Oti była bardzo przywiązana do brata - powiedział trener polskiej pływaczki.

Żal mi Otylii ale mimo wszystko powinna ponieść konsekwencje swej brawury.
wszystko to w połączeniu z ostatnimi wypadkami daje ponury obraz.
wygląda na to że jakieś fatum nad nami wisi. ale z drugiej strony czy my mamy odpowiednio wyszkolonych kierowców, czy kary nie są zbyt słabe, czy.......

 » 

Wyścig jak wyścig

Sąd Rejonowy w Płońsku uznał Otylię Jędrzejczak za winną nieumyślnego spowodowania wypadku, w którym zginął jej brat. Pływaczka została skazana na 9 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie.

Dodatkowo sąd nałożył na Otylię Jędrzejczak zakaz prowadzenia pojazdów na okres jednego roku.

Wyrok ogłoszono pod nieobecność pływaczki, która od kilkunastu dni przygotowuje się do mistrzostw świata w Australii. W sądzie byli natomiast rodzice Otylii, którzy w procesie występowali jako poszkodowani.

Do wypadku doszło 1. października 2005 roku na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock. 22-letnia mistrzyni olimpijska prowadziła samochód, który w miejscowości Miączyn koło Zakroczymia wypadł z szosy podczas manewru wyprzedzania i rozbił się o drzewo. W wypadku zginął Szymon Jędrzejczak, 19-letni brat pływaczki. Otylia Jędrzejczak została ciężko ranna, miała uraz kręgosłupa oraz obrażenia twarzy.

Informacja zaczerpnięta ze strony WP

Otylia skazana?

Prokuratura Rejonowa w Płońsku (Mazowieckie) postawiła mistrzyni olimpijskiej w pływaniu Otylii Jędrzejczak zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego, w którym poniósł śmierć jej brat, Szymon.

Jak poinformował w czwartek szef płońskiej prokuratury Stanisław Sawicki, Otylia Jędrzejczak została przesłuchana w charakterze podejrzanej.

Do wypadku doszło 1 października tego roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock. Podczas manewru wyprzedzania kilku pojazdów Otylia Jędrzejczak, prowadząca chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo, jej samochód przewrócił się na dach. Na miejscu zginął 19- letni brat Otylii.



zrodlo: interia.pl

Nie no ta wiadomosc mnie troche zszkowala.
Moze Otylia zostanie jeszcze skazana.
Smutek jednym slowem mowiac.

Wypadek Otylii Jędrzejczak

Postawiono zarzut O. Jędrzejczak

Prokuratura postawiła Otylii Jędrzejczak zarzut nieumyślnego spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

Mistrzyni olimpijska w pływaniu Otylia Jędrzejczak uległa wypadkowi samochodowemu w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock. Na miejscu zginął jej 19-letni brat, Szymon.

Do wypadku doszło podczas manewru wyprzedzania przez pływaczkę kilku pojazdów. Gdy z naprzeciwka nadjechał fiat uno, Otylia zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią prawą częścią samochodu i dachowała. Według mazowieckiej policji, kierująca chryslerem 300 C pływaczka wyprzedzała przynajmniej dwa samochody - osobowy i ciężarówkę.

W związku z tym zdarzeniem, śledztwo prowadziła płońska prokuratura.

W tragicznym w skutkach wypadku Otylia Jędrzejczak doznała licznych potłuczeń, urazu stawu barkowego, który nałożył się na wcześniejszą kontuzję oraz urazu oka. Lekarze stwierdzili także u niej niewielkie urazy kręgosłupa.

Otylia Jędrzejczak urodziła się 13 grudnia 1983 roku w Rudzie Śląskiej. Największe sukcesy świętowała podczas igrzysk olimpijskich w Atenach, gdzie trzykrotnie stanęła na podium. Na swym koronnym dystansie 200 m stylem motylkowym wywalczyła złoty medal, a na 100 m stylem motylkowym i 400 m stylem dowolnym była druga. W jej dorobku jest także m.in. pięć medali MŚ na basenie 50- metrowym, w tym dwa złote na 200 m stylem motylkowym z Fukuoki (2003) i Montrealu (2005). Zdobywając ten ostatni w lipcu tego roku poprawiła własny rekord świata.

Wypadek Otylii Jędrzejczak

Otylia Jędrzejczak skazana na 9 miesięcy ograniczenia wolności

Sąd Rejonowy w Płońsku uznał Otylię Jędrzejczak za winną nieumyślnego spowodowania wypadku, w którym zginął jej brat. Pływaczka została skazana na 9 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie.

Dodatkowo sąd nałożył na Otylię Jędrzejczak zakaz prowadzenia pojazdów na okres jednego roku.

Wyrok ogłoszono pod nieobecność pływaczki, która od kilkunastu dni przygotowuje się do mistrzostw świata w Australii. W sądzie byli natomiast rodzice Otylii, którzy w procesie występowali jako poszkodowani.

Prokurator wnosił o karę 1 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata i zakazu kierowania pojazdami przez 2 lata; obrona chciała uniewinnienia.

Do wypadku doszło 1. października 2005 roku na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock. 22-letnia mistrzyni olimpijska prowadziła samochód, który w miejscowości Miączyn koło Zakroczymia wypadł z szosy podczas manewru wyprzedzania i rozbił się o drzewo. W wypadku zginął Szymon Jędrzejczak, 19-letni brat pływaczki. Otylia Jędrzejczak została ciężko ranna, miała uraz kręgosłupa oraz obrażenia twarzy.

http://sport.wp.pl/wiadom...92&ticaid=136eb

Pirat drogowy zabił się o TIR-a

28-letni mieszkaniec województwa kujawsko - pomorskiego zginął w wypadku drogowym, uciekając mercedesem przed policją.

Patrol chciał go zatrzymać, bo jechał zbyt szybko, niebezpiecznie wyprzedzał i spychał z drogi innych kierowców - poinformowała PAP Mazowiecka Komenda Wojewódzka Policji z siedzibą w Radomiu.

Z informacją o piracie drogowym w okolicach Drobina w powiecie płockim na trasie nr 60 Płock - Ciechanów zadzwoniła na policję kobieta, która podróżowała tą drogą. Próbowali go zatrzymać funkcjonariusze z Drobina, ale kierowca mercedesa nie zatrzymał się na ich znaki i pojechał w kierunku Płońska. Policjanci powiadomili swoich kolegów z Raciąża w powiecie płońskim, że za chwilę na ich terenie pojawi się pirat drogowy.

"Patrol nie zdążył nawet zadziałać, bo na ich oczach kierowca mercedesa wykonał nagły manewr skrętu na przeciwny pas ruchu i wjechał wprost pod koła tira. Zginął na miejscu" - powiedziała Magdalena Zalewska z zespołu prasowego mazowieckiej policji.

Jak wyglada trasa?

Użytkownik "Qter" <bkuter@spamu.niet.wp.pl> napisał w wiadomości
news:e9nj4k$kh2$1@atlantis.news.tpi.pl...
[quote]dzis znajomy jedzie do 3City - okolo 17 moge ci dac znaj jak wyglada
sytuacja - mial wyjechac kolo 10...

Moim zdaniem najlepiej przez Elblag, Malbork, Tczew...

Jadac przez WWA-Plonsk-Grudziadz-Tczew itd straczisz duzo czasu (waska
droga) i troche dalej - zobacz na www.map24.pl
[/quote]
Droga jest waska ale za to pusta w prownaniu do siodemki w godzinach
wieczornych i porannych. Siodemka jest zatkana i na dodatek jest pelno
ciezarowek i piratow wyprzedzajacych na trzeciego. Stoi sie na remontach a
zwlaszcza jak jest wypadek o co na tej trasie nietrudno.
Srednia predkosc przejazdu Plonsk - Sieprc- Grudzidz-Tczew jest wyzsza niz
trasy Plonsk-Mlawa-Elblag-Tczew. To ostatnia jechalem raz i nie wybieram sie
po raz kolejny bo jest za duzo nadkladania drogi od Elblaga. A do tego nie
wiem jak teraz ale jeszcze nie dawno na odcinku Plonsk-Nowy Dwor bylo 6
remontow. Na trasie Plonsk-Grudziadz remont mijalem jedac ostatni raz w
czerwcu.

Otylia Jędrzejczak miała poważny wypadek samochodowy !!

Prokuratura postawiła Otylii Jędrzejczak zarzut nieumyślnego spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
Mistrzyni olimpijska w pływaniu Otylia Jędrzejczak uległa wypadkowi samochodowemu w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock. Na miejscu zginął jej 19-letni brat, Szymon.

Do wypadku doszło podczas manewru wyprzedzania przez pływaczkę kilku pojazdów. Gdy z naprzeciwka nadjechał fiat uno, Otylia zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią prawą częścią samochodu i dachowała. Według mazowieckiej policji, kierująca chryslerem 300 C pływaczka wyprzedzała przynajmniej dwa samochody - osobowy i ciężarówkę.

W związku z tym zdarzeniem, śledztwo prowadziła płońska prokuratura.

Jednego kozaka mniej na drogach

Pirat drogowy zginął uciekając przed policją
28-letni mieszkaniec województwa kujawsko - pomorskiego zginął w wypadku drogowym, uciekając mercedesem przed policją.
Patrol chciał go zatrzymać, bo jechał zbyt szybko, niebezpiecznie wyprzedzał i spychał z drogi innych kierowców - poinformowała PAP Mazowiecka Komenda Wojewódzka Policji z siedzibą w Radomiu.

Z informacją o piracie drogowym w okolicach Drobina w powiecie płockim na trasie nr 60 Płock - Ciechanów zadzwoniła na policję kobieta, która podróżowała tą drogą.

Próbowali go zatrzymać funkcjonariusze z Drobina, ale kierowca mercedesa nie zatrzymał się na ich znaki i pojechał w kierunku Płońska. Policjanci powiadomili swoich kolegów z Raciąża w powiecie płońskim, że za chwilę na ich terenie pojawi się pirat drogowy.

"Patrol nie zdążył nawet zadziałać, bo na ich oczach kierowca mercedesa wykonał nagły manewr skrętu na przeciwny pas ruchu i wjechał wprost pod koła tira. Zginął na miejscu" - powiedziała Magdalena Zalewska z zespołu prasowego mazowieckiej policji.



Z onet.pl

Prawde mowiac ciesze sie, ze zginal. Dobrze, ze nikogo ze soba nie zabral.

Prokurator zajął się Otylią

Prokuratura Rejonowa w Płońsku postawiła mistrzyni olimpijskiej i rekordzistce świata w pływaniu Otylii Jędrzejczak zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego, w którym poniósł śmierć jej brat, Szymon. Jak poinformował w czwartek szef płońskiej prokuratury Stanisław Sawicki, Otylia Jędrzejczak została przesłuchana w charakterze podejrzanej.

Do wypadku doszło 1 października tego roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock. Podczas manewru wyprzedzania kilku pojazdów Otylia Jędrzejczak, prowadząca chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo, jej samochód przewrócił się na dach. Na miejscu zginął 19- letni brat Otylii.

źródło: sports.pl

[1.12.2005] Jędrzejczak podejrzana<-rozpoczeto postepowan

Jędrzejczak podejrzana!

Prokuratura Rejonowa w Płońsku postawiła mistrzyni olimpijskiej i rekordzistce świata w pływaniu Otylii Jędrzejczak zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego, w którym poniósł śmierć jej brat, Szymon.

Jak poinformował w czwartek PAP szef płońskiej prokuratury Stanisław Sawicki, Otylia Jędrzejczak została przesłuchana w charakterze podejrzanej.

Do wypadku doszło 1 października tego roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock. Podczas manewru wyprzedzania kilku pojazdów Otylia Jędrzejczak, prowadząca chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo, jej samochód przewrócił się na dach. Na miejscu zginął 19- letni brat Otylii. (wp.pl)

Jestem za tym żeby poniosła odpowiedzialność karna. Jeśli doszlo by do wypadku z winy ktoregos z noermalnych nieznanych obywateli odrazu postawiono by nam zarzuty i wiezienie bankowe. A tu pewnie zakonczy sie na tym ze została przesłuchana

Sportowiec Roku 2006

Otylia Jedrzejczak zdobyła laur najlepszego sportowca rok temu i już wówczas argumentem było "podniesienie się po tragedii i powrót do pływania"



Mylisz się. Cytuję za Wikipedią -

"1 października 2005 doznała obrażeń w wypadku samochodowym w Miączynie koło Płońska. W samochodzie, którym kierowała, poniósł śmierć jej 19-letni brat, Szymon. W grudniu 2005 prokuratura w Płońsku postawiła jej zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

25 marca 2006, w Ostrowcu Świętokrzyskim, Jędrzejczak powróciła do sportu po długiej przerwie, wygrywając na 200 m stylem motylkowym w trójmeczu Polska-Czechy-Ukraina z czasem 2:15,73 min, czyli o 10 sekund gorszym od swojego własnego rekordu świata."



Wróciła do sportu w marcu, a nie w roku 2005!!!

[ Dodano: Wto 19 Gru, 06 19:12 ]

Wpadł pod pociąg... i żyje!

Super Express

http://tiny.pl/m2zh

Wpadł pod pociąg... i żyje!

W sztok pijany Jan H. (47 l.) wpadł w Warszawie pod pociąg i... nic mu się
nie stało! Żadnego śladu po wypadku. Ani ran na ciele, ani zadrapania. Nie
stłukła się nawet flaszka denaturatu, którym 47-latek się zaprawił!

Dramat wydarzył się na warszawskim Dworcu Zachodnim. - Dostaliśmy zgłoszenie
od kierownika pociągu podmiejskiego relacji Siedlce - Warszawa Zachodnia, że
na torach leży mężczyzna - opowiada kom. Waldemar Płoński, komendant
komisariatu kolejowego. Policjanci natychmiast pojechali na miejsce. Wysłano
też karetkę pogotowia i straż pożarną. Okazało się, że kilkanaście minut po
północy Jan H. zatoczył się na peronie dworca i spadł na tory prosto pod
jadący pociąg! Maszynista robił wszystko, by nie potrącić mężczyzny. Po
chwili przeraźliwy zgrzyt hamulców postawił wszystkich na równe nogi! Pociąg
nie dał rady jednak do końca wyhamować. Pijaczyna został potrącony. Jak się
jednak okazało, mężczyzna wyszedł cały i zdrowy! Jedynie zaklinował się i
nie było jak go wyciągnąć spod pociągu. - Najpierw próbowali wydostać go
strażacy, gdy to nic nie dało, na miejsce wezwaliśmy ciężki sprzęt - pociąg
z dźwigiem - opowiada dalej Waldemar Płoński.

Zanim jednak nadjechał, strażacy wyciągnęli mężczyznę. Ten był kompletnie
zamroczony alkoholem, nie wiedział, co się dzieję, nie odzywał się. Jana H.
natychmiast zabrano do szpitala przy ul. Barskiej. Tam lekarz zbadał go i...
wysłał do izby wytrzeźwień przy ul. Kolskiej. 47-latkowi dosłownie nic się
nie stało! Dopiero w szpitalu mężczyzna wydusił z siebie pierwsze słowa -
przedstawił się jak się nazywa.

Ile miał dokładnie promili tego nie wiadomo. Nie był bowiem w stanie
dmuchnąć w alkomat. Wiadomo tylko tyle, że raczył się dość mocnym trunkiem -
pił denaturat. Zresztą obok mężczyzny leżała nietknięta butelka z tym
napojem. - Pracuję już naprawdę wiele lat na tym komisariacie, a nadal nie
mogę wyjść z podziwu, że temu mężczyźnie nic się nie stało - kwituje jeden z
policjantów.
nad pijakiem opatrznoŚĆ czuwa

W 2005 roku koło Rawicza pociąg potrącił pijanego 35-latka, który szedł po
torach. Mężczyzna z lekkimi obrażeniami trafił do szpitala. Miał ponad 2,5
promila alkoholu.

W 2003 r. pewien pijaniutki 73-letni Japończyk zasnął na torach. Przejechał
po nim pociąg pospieszny, a ten nawet tego nie zauważył. Miał jedynie
pokaleczone łydki i ręce.

autor: Piotr Borowiec

Po długim weekendzie na skuterze

W miniony długi weekend wybrałem się na mojej Vespie 125 z Warszawy do
Helu. W "tamtą" stronę jechałem trasą numer 7. Zajęło mi to 9 godzin z
przerwą ok. 1 godziny na przeczekanie deszczu. Mój skuter rozpędza się
do ok. 95 km/godz. ale na trasie starałem się nie zarzynać silnika i
utrzymywałem obroty na ok. 5,5 tys. czyli ok. 80 km/h, więc prawie
wszystkie samochody mnie wyprzedzały. Trzeba przyznać, że znakomita
większość katamaraniarzy zachowywała się fair i przy wyprzedzaniu nie
przejeżdżali zbyt blisko. Za to w drodze powrotnej trzy razy kierowcy
samochodów zachowali się jakby chcieli mnie zabić. Najpierw pod
Gdańskiem w padającym deszczu i przy koleinach pełnych wody jakiś idiota
w srebrnym Polo kombi wyprzedził mnie w odległości 10 cm i od razu
zjechał przede mnie, tak że fontanna spod jego kół poleciała na mnie.
Gdybym się wywrócił, nawet by się nie zatrzymał. Dopadłem go na
najbliższej stacji benzynowej. Chociaż byłem zdenerwowany kulturalnie
zwróciłem mu uwagę, że nie zachował należytej odległości przy
wyprzedzaniu, szczególnie w panujących warunkach drogowych. Facet
patrzył się na mnie jakby nie rozumiał o co chodzi. Potem w okolicach
Płońska jadący samochodem dostawczym podjechał do mnie z tyłu/obok,
zrównał się ze mną w odległości na wyciągnięcie ręki i włączył klakson
melodyjkę bardzo głośny. Aż podskoczyłem na siodełku. Potem dał gazu i
wyprzedził. Nie mogę go nazwać inaczej jak debilem. Trzeci był kierowca
mecedesa beczki zielone kombi. Też mnie wyprzedzał ocierając się
klamkami. Kiedy włączyłem klakson, jego panna, która siedziała na
siedzeniu pasażera odwróciła się i spojrzała zdziwiona.
Wydaje mi się, że do takich facetów niewiele dociera. Rozwiązanie
przyszło mi do głowy dopiero później. Na przyszłość w takich wypadkach
będę dzwonić na Policję i podawać numery samochodu, że jedzie pijany.

[30.01]Pod koniec lutego ruszy proces Otylii J.

Pod koniec lutego przed Sądem Rejonowym w Płońsku ruszy proces mistrzyni olimpijskiej w pływaniu Otylii J., oskarżonej o nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

Jak poinformował we wtorek PAP przewodniczący wydziału karnego płońskiego sądu Radosław Jarosiński, wyznaczono dwa terminy rozpraw - 21 i 22 lutego.

Do wypadku doszło 1 października 2005 roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock (Mazowieckie). Na miejscu zginął 19-letni brat pływaczki, Szymon J.

Podczas wyprzedzania kilku pojazdów Otylia J. prowadząca chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią prawą częścią samochodu, który kilkakrotnie dachował.

Pod koniec listopada 2005 roku Prokuratura Rejonowa w Płońsku postawiła Otylii J. zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. W grudniu 2006 roku do sądu trafił akt oskarżenia wobec pływaczki.

Za nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi od pół roku do 8 lat pozbawienia wolności.

W trakcie śledztwa przeprowadzono trzy ekspertyzy, które miały wyjaśnić przyczyny wypadku Otylii J. W ostatniej, rozstrzygającej opinii, biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa uznali, iż przyczyną zdarzenia był nieprawidłowo wykonany manewr wyprzedzania oraz nadmierna prędkość - około 110 do 120 km/h.

Wykonanie trzeciej ekspertyzy okazało się konieczne, gdyż wyniki dwóch wcześniejszych opinii wzajemnie się wykluczyły. W pierwszej biegli Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego z Warszawy orzekli, iż przyczyną wypadku Otylii J. była nadmierna prędkość, z jaką prowadziła ona samochód (130 do 150 km/h) oraz kontynuowanie wyprzedzania za pojazdem ograniczającym widoczność drogi. W drugiej opinii specjaliści z Polskiego Związku Motorowego w Warszawie orzekli, iż prędkość, z jaką jechała pływaczka, była o wiele mniejsza - nawet o około 40 km/h - a ona sama nie ponosi winy za zdarzenie.

Przeprowadzone w trakcie śledztwa oględziny i badania auta Otylii J. wykazały, że przed wypadkiem było ono sprawne technicznie. W sprawie ustalono i przesłuchano pięciu bezpośrednich świadków zdarzenia.

W wypadku Otylia J. doznała licznych potłuczeń, urazu stawu barkowego - który nałożył się na wcześniejszą kontuzję oraz urazu oka, a także niewielkich urazów kręgosłupa. Trafiła najpierw do szpitala w Płocku, a następnie do stołecznego Szpitala Bródnowskiego, który opuściła po dwóch tygodniach. Lekarze opiekujący się po wypadku mistrzynią olimpijską w pływaniu od początku zapewniali, że będzie on mogła powrócić do uprawiania sportu.

wp.pl

Poświęcić wszystko dla tańca

Paweł Płoński miał nieszczęśliwy wypadek, myślę a nawet jestem tego pewna, że nie zaczepił specjalnie plecaka o drzwi pociągu by ruch maszyny wciągnął go pod koła ;/
Mimo to bardzo go szanuję, i gratuluję mu samozaparcia.

co zrobić z tym wtryskiwaczem

Misiek pieczątka ASO w gwarancji zawsze się przyda przy sprzedaży samochodu. Dziś sprzedać praktycznie nic nie można więc moim zdaniem warto dbać również o ten szczegół.
Płońsk to oczywiście także ASO Nissan.
Oryginalne materiały tj. płyn chłodniczy 5 litrów, olej skrzyni biegów 3 litry, filtr oleju, filtr powietrza i uszczelkę pod korek olejowy możesz kupić na forum (wiesz od kogo).
Swiece NGK (ich symbol jest wpisany w instrukcji samochodu) kupisz w Olsztynie w Interparts po 12-13 złotych sztuka, olej Castrol 10W-40 3 litry (po 28 zł za litrowe opakowanie) (potrzeba Ci tylko 2.5 litra, a więc bedziesz miał na wszelki wypadek 0.5 l na dolewkę w przyszłości) i płyn hamulcowy Dot 4 - 0.5 litra (17 złotych) w hurtowni olejowej na Piłsudskiego (koło Urzędu Pracy). Razem wyjdzie cię coś koło 500 złotych.
Jak kupisz zamienniki a nie oryginały to jeszcze z 50 złotych urwiesz. (ja następnym razem kupię zamiennik filtra powietrza JC bo oglądałem taki w Płońsku i wyglądał 100% identycznie jak oryginał a nawet ciut lepiej) tylko sam filtr oleju warto podobno kupić autentyczny Nissana albo Manna.

Reasumując wydasz z dojazdem jakieś 900-950 a nie 1200 (które zapewne okaże się zresztą nie 1200 a 1290 złotymi :lol: ) za full przegląd po 60 tysiącach i na dodatek będziesz miał pewność, że to co kupiłeś zostanie rzeczywiście wlane do Twojego samochodu.

Oczywiście jak masz dobry układ w Olsztynie to może być podobnie, z tym że jak znam życie to nie będziesz miał: czasu,serca, ochoty i śmiałości by stać przy samochodzie non stop w Olsztynie. Pojedziesz do domu czy pracy i umówisz się na odbiór po południu. A w Płońsku to nie ma siły...wokoło same pola...i tak nie ma co robić, więc stać i oglądać będziesz siłą rzeczy :wink:

Otylia skazana?

Przyczyną wypadku mistrzyni olimpijskiej w pływaniu Otylii Jędrzejczak była nadmierna prędkość, z jaką prowadziła ona samochód (130 do 150 km/h) oraz kontynuowanie wyprzedzania za pojazdem ograniczającym widoczność drogi - taką opinię zawiera ekspertyza Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego z Warszawy.

Poinformował o tym w środę Stanisław Sawicki, szef Prokuratury Rejonowej w Płońsku, która prowadzi śledztwo w sprawie wypadku pływaczki.

Do zdarzenia doszło 1 października ub. roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock (Mazowieckie). Podczas manewru wyprzedzania kilku pojazdów Otylia Jędrzejczak, prowadząc chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią prawą częścią samochodu i dachowała. Na miejscu zginął 19-letni brat pływaczki Szymon.

Pod koniec listopada zeszłego roku płońska prokuratura rejonowa postawiła Otylii Jędrzejczak zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to kara od pół roku do 8 lat pozbawienia wolności.

Przeprowadzone w trakcie śledztwa oględziny i badania auta Otylii Jędrzejczak wykazały, że przed zaistnieniem wypadku był on sprawny technicznie. W sprawie ustalono i przesłuchano pięciu bezpośrednich świadków zdarzenia.

W najbliższym czasie z aktami sprawy zapoznają się obrońcy Otylii Jędrzejczak - ona sama nie chciała skorzystać z tego prawa.

W wypadku Otylia Jędrzejczak doznała licznych potłuczeń, urazu stawu barkowego, który nałożył się na wcześniejszą kontuzję oraz urazu oka, a także niewielkie urazy kręgosłupa. Trafiła najpierw do szpitala w Płocku, a następnie do stołecznego Szpitala Bródnowskiego, który opuściła w połowie października ub. roku.

P.S. Sorki, ale teraz naprawdę nie mam czasu na skomentowanie tego newsa

Zakup BMW M3 E46

Witam, chciałbym podzielić się kilkoma impresjami z ostatnich miesięcy w czasie , których próbuje kupić w Polsce M3 E46 z lat 2003-2006. Może podacie jakieś sugestje !?
Otóż zakup "przez internet" okazuje się wybitnie trudną rzeczą. Większość M3 z tych lat to import z USA i są to samochody po istotnych wypadkach, niestety okazuje się to dopiero po oględzinach lub po sprawdzeniu w carfaxie, bo w ogłoszeniach jest zwykle bezwypadkowa igła lub ewentualnie po drobnych "ryśnięciach". Przykładami są dostępne na otomoto od jakiegoś czasu: M3 z Krakowa (czerwone 2006 rok),
czerwone z Rzeszowa ( sprzedający informuje uczciwie że auto było naprawiane ale przysyła sprytne zdjęcie z wyciągniętym już spod podwozia przednim kołem ! przy czym na włąściwym zdjęciu z usa , które zdobyłem koło jest prawie w kabinie pasażera ) i ostatnie z Zielonej Góry - czarne " 100% bezwypadkowe " - właściciel nawet nie chce przysłać VIN, a zdjęcia które wysatwia mogą przedstawiać 18 innych aut . Poza autami zza w wody , niebieskie competition z warszway ( WPU ...), jest najpewnień po ciężkiej kraksie- lakier jak na traktorze, koła nie równe o jakieś 2 palce , podłużnice zasypane piaskiem Inne które stoją miesiącami gdzieś pod Poznaniem , nawet szkoda dzwonić, bo wydaję się że człowiek im zabiera czas.
Piszę bo moja frustracja się nasila, nie można oszukiwać ludzi pisząc "auto bezwypadkowe" i sprzedając wraka (!) lub udając idiotę : w myślach; bezwypadkowe w Polsce.
PS
Jedyne chyba fajne było w Płońsku w kwietniu br ! - żółte z 2003 z D i ktoś go mi podkupił - przy okazji ciekawe jakie jest naprawdę przy okazji pozdrawiam właściciela.
Chyba muszę jechać do Reichu !?
PS 2 może konkurs na najciekawsze ogłoszenie sprzedającego , kandydat : " ...nic tylko wsiąść i jechać , bezproblemowa jazda przez kilka lat " ( auto > 100000 przebiegu )

Wypadek Otylii Jędrzejczak

Jak poinformował w czwartek szef płońskiej prokuratury Stanisław Sawicki, Otylia J. została przesłuchana w charakterze podejrzanej. Grozi jej od pół roku do 8 lat więzienia.

Do wypadku doszło 1 października tego roku w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock (Mazowieckie). Podczas manewru wyprzedzania kilku pojazdów Otylia J., prowadząca chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwnego kierunku fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu.

Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo, a jej samochód przewrócił się na dach. Na miejscu zginął 19-letni brat pływaczki.

Przeprowadzone w trakcie śledztwa oględziny i badania auta Otylia J. wykazały, że przed wypadkiem był on sprawny technicznie. W sprawie ustalono i przesłuchano pięciu bezpośrednich świadków zdarzenia.

W wypadku Otylia J. doznała licznych potłuczeń, urazu stawu barkowego, który nałożył się na wcześniejszą kontuzję oraz urazu oka, a także niewielkich urazów kręgosłupa.

Trafiła najpierw do szpitala w Płocku, a następnie do stołecznego Szpitala Bródnowskiego, który opuściła w połowie października.

Tydzień wcześniej - 7 października - przewieziona karetką uczestniczyła w pogrzebie brata na cmentarzu w Kłóbce koło Włocławka (woj. kujawsko-pomorskie).

Rehabilitacja pływaczki ma potrwać kilka miesięcy. Lekarze opiekujący się po wypadku mistrzynią olimpijską, zapewniali, że będzie on mogła powrócić do uprawiania sportu.

Jak mówił pod koniec listopada trener kadry narodowej Paweł Słomiński, obecnie pływaczka przebywa na wsi ze swoimi rodzicami. "Fizycznie czuje się coraz lepiej. Cały czas odbywa rehabilitację, dwa razy dziennie jest w prywatnej klinice w Warszawie, z którą współpracuje Polski Związek Pływacki. Wydaje mi się, że psychicznie również z każdym dniem jest lepiej" - powiedział Słomiński

zrodło-wp.pl

Barbórka bis 16.12.07r

No wiec tak

Przygody zaczeły sie od samoge początku i ciągneły się prawie do samoge powrotu do domu.
Na stacji benzynowej przed płońskiem zatrzymałem sie zatankować i pan który to robił zapomiał zakręcić korek od wlewu:( na szczeście przed warszawą na małej przerwie na innym cpn zauważyłem owy problem i duało sie kupić uniwersalny korek.
W wawie troszke musieliśmy pobłądzić oczywiście:) zeby trafić na miejsce. Tam sprawy organizacyjne poszło gładko! BK przeprowadzał kolega, który był na radjdzie orlen i poszło błyskawicznie! Potem myslałem że wszytko bedzie ok ale oczywiści tak nie było:]

Na drugiej próbie był "dzwon cienasa" i wszystko sie starsznie opóźniło. Okazało sie również ze nie dziła nam rozrusznik! i przeba było go palić na "pych:)" Zająłem sie przygotowaniem do próby, obeszliśmy próbe i tak dalej. po przejechaniu próby okazało sie ze zapomieliśmy podjechać na pkc:( i prawie nas zdyskwalifikowano!ale udało sie panią od pkc uprosić która z usmiechem poprawiła nam nasz błąd
Dalej wyruszyliśmy zgodnie z książką drogową i... zabłądziliśmy:] okazało sie ze był błąd w książce ale wszycy oprucz nas byli z wawy wiec oni problemu nie mieli:)ale jakoś trafiliśmy i ledwo zdązyliśmy na kolejny pkc! ale sie udało! Niestety niezdążyliśmy dobrze powtórzyć mocno zagmatwanej próby ale padający śnieg nam to ułatwił ponieważ inne załodi wyjeździły trasę i jechałem poprostu po śladach (Pomoc od tych z góry )
Kończąc pierwszą pętle wracaliśmy na start na kolejną próbe. Jadąć 3 pasmową dojazdówką czułem bicie z tylnego lewego koła! myslałem ze to nic grożnego,chcąc zdążyć na pkc jechałem dalej ale cos mnie tkneło i sie zatrzymałem! (ponownie opatrzność była z nami) Po wyjści z auta okazało sie ze kolo trzyma sie na 1 szpilce, 1 gdzieś wypadła a pozostałe 2 wypadły po doknięciu ręką! Przez tą usterkę odkręciłą sie tardza hamulcowa i pobliske elementy! Ale na poboczu udało sie to poskrecać, kolo dokrecone na 3 sróby ale pojechaliśmy dalej!
Druga pętla już bez przygód i duało nam sie ukonczyć!Lecz po grodze czakała na nas jeszcze jedna przygoda...
W mijscowości Góra zdarzył sie okropny wypadek!Astra I dachopwała i była zmasakrowana ale pasażerowie zostali zabrani karetką.
Stojąc w korku Maluszek się zagotował gdyż rozrusznik nie działał i nie chcieliśmy znow go palić na "pych"
Tak zakończyły sie przygody związena z niedzielnym wyjazdem!

Sory ze napisałem takie opowiadanie ale dominik sam chciał

Sory za błędy pozdrawiam:) CYCek

Otylia oskarżona o nieumyślne zabicie brata

Do Sądu Rejonowego w Płońsku trafił akt oskarżenia wobec mistrzyni olimpijskiej w pływaniu Otylii Jędrzejczak, o nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym - poinformowała w środę PAP szefowa Prokuratury Rejonowej w Płońsku Ewa Ambroziak.

W wydziale karnym płońskiego sądu poinformowano PAP, że termin procesu Otylii J. powinien zostać ustalony do końca przyszłego tygodnia.

Do wypadku Otylii J. doszło 1 października 2005 roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock (Mazowieckie). Na miejscu zginął 19-letni brat pływaczki.

Podczas manewru wyprzedzania kilku pojazdów Otylia J., prowadząc chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią prawą częścią samochodu, który kilkakrotnie dachował.

Pod koniec listopada 2005 roku Prokuratura Rejonowa w Płońsku postawiła Otylii J. zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to kara od pół roku do 8 lat pozbawienia wolności.

W trakcie śledztwa przeprowadzono trzy ekspertyzy, które miały wyjaśnić przyczyny wypadku. W ostatniej, rozstrzygającej opinii, biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa uznali, iż przyczyną zdarzenia był nieprawidłowo wykonany manewr wyprzedzania oraz nadmierna prędkość - około 110 do 120 km/h.

Wykonanie trzeciej ekspertyzy okazało się konieczne, gdyż wyniki dwóch wcześniejszych opinii wzajemnie się wykluczyły. W pierwszej biegli Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego z Warszawy orzekli, iż przyczyną wypadku była nadmierna prędkość, z jaką prowadziła ona samochód 130 do 150 km/h oraz kontynuowanie wyprzedzania za pojazdem ograniczającym widoczność drogi. W drugiej opinii, specjaliści z Polskiego Związku Motorowego w Warszawie orzekli, iż prędkość z jaką jechała pływaczka była o wiele mniejsza, nawet o około 40 km/h, a ona sama nie ponosi winy za zdarzenie.

Przeprowadzone w trakcie śledztwa oględziny i badania auta Otylii J. wykazały, że przed zaistnieniem wypadku był on sprawny technicznie. Przesłuchano pięciu bezpośrednich świadków zdarzenia.

W wypadku Otylia J. doznała licznych potłuczeń, urazu stawu barkowego, który nałożył się na wcześniejszą kontuzję, urazu oka, a także niewielkiego urazu kręgosłupa. Trafiła najpierw do szpitala w Płocku, a następnie do stołecznego szpitala Bródnowskiego, który opuściła po dwóch tygodniach.

(PAP)


www.o2.pl

No i tak powinno byc. Za bledy sie placi. Szkoda ze on poniosl wine za jej blad ;/

Mistrzowie żywiołu

Tak sie sklada ze trase E7 kolo Plonska gdzie Otylia miala wypadek znam jak wlasna kieszen, nigdy nie widzialem zeby tam ktos gnal ponizej 120 kmh, chyba ze maluch. Srednia predkosc 120-140 i ta predkossc "napedza" cala ta trase, zagrozenie tak naprawde sprawiaja ci co jada mniej.

Będzie proces Otylii J.

<b>Do Sądu Rejonowego w Płońsku trafił akt oskarżenia wobec mistrzyni olimpijskiej w pływaniu Otylii J., o nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym - poinformowała szefowa Prokuratury Rejonowej w Płońsku Ewa Ambroziak. W wydziale karnym płońskiego sądu poinformowano, że termin procesu Otylii J. powinien zostać ustalony do końca przyszłego tygodnia.</b>

Do wypadku Otylii J. doszło 1 października 2005 roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock (Mazowieckie). Na miejscu zginął 19-letni brat pływaczki.

Podczas manewru wyprzedzania kilku pojazdów Otylia J., prowadząc chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią prawą częścią samochodu, który kilkakrotnie dachował.

Pod koniec listopada 2005 roku Prokuratura Rejonowa w Płońsku postawiła Otylii J. zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to kara od pół roku do 8 lat pozbawienia wolności.

W trakcie śledztwa przeprowadzono trzy ekspertyzy, które miały wyjaśnić przyczyny wypadku. W ostatniej, rozstrzygającej opinii, biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa uznali, iż przyczyną zdarzenia był nieprawidłowo wykonany manewr wyprzedzania oraz nadmierna prędkość - około 110 do 120 km/h.

Wykonanie trzeciej ekspertyzy okazało się konieczne, gdyż wyniki dwóch wcześniejszych opinii wzajemnie się wykluczyły. W pierwszej biegli Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego z Warszawy orzekli, iż przyczyną wypadku była nadmierna prędkość, z jaką prowadziła ona samochód 130 do 150 km/h oraz kontynuowanie wyprzedzania za pojazdem ograniczającym widoczność drogi. W drugiej opinii, specjaliści z PZMot w Warszawie orzekli, iż prędkość z jaką jechała pływaczka była o wiele mniejsza, nawet o około 40 km/h, a ona sama nie ponosi winy za zdarzenie.

Przeprowadzone w trakcie śledztwa oględziny i badania auta Otylii J. wykazały, że przed zaistnieniem wypadku był on sprawny technicznie. Przesłuchano pięciu bezpośrednich świadków zdarzenia.

PAP

Rozpoczął się proces Otylii

Przed Sądem Rejonowym w Płońsku rozpoczął się w środę proces mistrzyni olimpijskiej w pływaniu Otylii Jędrzejczak, oskarżonej o nieumyślne spowodowanie wypadku, w którym zginął jej brat. Pływaczka stawiła się w sądzie z dwoma obrońcami. Obecni są też jej rodzice.

Sąd przychylił się do wniosku obrony o wyłączenie jawności rozprawy na czas składania wyjaśnień przez Otylię Jędrzejczak. Uznał, iż jawne rozpoznanie sprawy w tej części procesu "mogłoby naruszać ważny interes prywatny oskarżonej, w tym prawa do zachowania tajemnicy szczegółów dotyczących jej życia prywatnego". Sąd zezwolił jednocześnie na publikację wizerunku oraz nazwiska pływaczki.

Zeznający w procesie świadek potwierdził ustalenia śledztwa co do okoliczności wypadku, spowodowanego przez pływaczkę. Według prokuratury, podczas wyprzedzania kilku pojazdów Otylia Jędrzejczak, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała prowadzonym przez siebie Chryslerem 300 C na lewą stronę jezdni. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią częścią samochodu, który następnie dachował. W wypadku zginął brat pływaczki.

Zeznający kierowca fiata uno Sławomir G. potwierdził taki przebieg zdarzeń. - Z kilkoma innymi osobami postawiliśmy na kołach wywrócony samochód. O własnych siłach wysiadła z niego kobieta. W aucie pozostał mężczyzna. Wszystko wskazywało na to, że jest z nim niedobrze. Udało się go wydobyć dopiero przy kolejnej próbie. Potem zadzwoniłem na numer alarmowy, wzywając pomoc - zeznał ten świadek.

Obrońcy Otylii Jędrzejczak nie odpowiedzieli na propozycję prokuratury dotyczącą dobrowolnego poddania się karze. - Taka propozycja padła, ale do chwili rozpoczęcia procesu obrona nie ustosunkowała się do niej - powiedziała dziennikarzom prok. Ewa Ambroziak. Nie podała więcej szczegółów. Obrońcy Otylii Jędrzejczak nie chcieli komentować przebiegu procesu, ani możliwego jego rozstrzygnięcia.

Do wypadku doszło 1 października 2005 roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock (Mazowieckie). Na miejscu zginął 19-letni brat pływaczki, Szymon. Ona sama doznała m.in. licznych potłuczeń, urazu stawu barkowego i kręgosłupa.

Za nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi kara od pół roku do 8 lat pozbawienia wolności.

PAP

Trzecia opinia biegłych

Instytutu Ekspertyz Sądowych (IES) z Krakowa ustalił przyczynę ubiegłorocznego wypadku samochodowego mistrzyni olimpijskiej w pływaniu Otylii J.
Według biegłych instytutu przyczyną wypadku był nieprawidłowo wykonany manewr wyprzedzania oraz nadmierna prędkość - poinformowała we wtorek prokurator Ewa Ambroziak z Prokuratury Rejonowej w Płońsku.
To trzecia ekspertyza w sprawie przyczyny wypadku Otylii J. Jej wykonanie okazało się konieczne, gdyż wyniki dwóch wcześniejszych opinii wzajemnie się wykluczyły.


"W ekspertyzie stwierdzono nieprawidłowości w kierowaniu pojazdem przez Otylię J. Chodzi o nieprawidłowy manewr wyprzedzania pojazdów przy prędkości w chwili wypadku ustalonej przez biegłych na 110 do 120 km/h" - powiedziała prokurator Ambroziak.

Zastrzegła, że zakończenie śledztwa w sprawie wypadku Otylii J. zależeć będzie m.in. od stanowiska adwokatów pływaczki, którym przysługuje prawo złożenia własnych wniosków dowodowych.

W pierwszej ekspertyzie biegli Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego z Warszawy orzekli, że przyczyną przypadku Otylii J. była nadmierna prędkość, z jaką prowadziła ona samochód (130 do 150 km/h) oraz kontynuowanie wyprzedzania za pojazdem ograniczającym widoczność drogi. W drugiej opinii specjaliści z Polskiego Związku Motorowego w Warszawie orzekli, że prędkość, z jaką jechała pływaczka, była o wiele mniejsza, nawet o około 40 km/h, a ona sama nie ponosi winy za zdarzenie.

Ze względu na sprzeczne wnioski obu ekspertyz płońska Prokuratura Rejonowa zwróciła się w maju do IES o wykonanie dodatkowych badań - na wyniki czekano 7 miesięcy.

Istniejący od 1929 roku IES jest jedyną tego rodzaju placówką naukowo-badawczą Ministerstwa Sprawiedliwości. Prowadzi badania w zakresie nauk sądowych, a także opracowuje opinie dla sądów i prokuratur w sprawach karnych i cywilnych, w tym m.in. w dziedzinie rekonstrukcji wypadków drogowych.

Do wypadku Otylii J. doszło 1 października 2005 roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock (Mazowieckie). Podczas manewru wyprzedzania kilku pojazdów pływaczka, prowadząc chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią prawą częścią samochodu, który w efekcie kilkakrotnie dachował. Na miejscu zginął 19-letni Szymon J., brat mistrzyni olimpijskiej.

Pod koniec listopada 2005 roku płońska prokuratura rejonowa postawiła Otylii J. zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to kara od pół roku do 8 lat więzienia.

Przeprowadzone w trakcie śledztwa oględziny i badania auta Otylii J. wykazały, że przed wypadkiem było ono sprawne technicznie. W sprawie ustalono i przesłuchano pięciu bezpośrednich świadków zdarzenia.

W wypadku Otylia J. doznała licznych potłuczeń, urazu stawu barkowego, który nałożył się na wcześniejszą kontuzję, oraz urazu oka, a także niewielkie urazy kręgosłupa. Trafiła najpierw do szpitala w Płocku, a następnie do warszawskiego szpitala Bródnowskiego, który opuściła w połowie października. Lekarze opiekujący się po wypadku mistrzynią olimpijską w pływaniu, od początku zapewniali, że będzie on mogła powrócić do uprawiania sportu.

PAP

Wojewoda i S-7

http://miasta.gazeta.pl/w...62,4578051.html

Jak wojewoda kandydat do Senatu gra w trasy
Krzysztof Śmietana
2007-10-14, ostatnia aktualizacja 2007-10-15 10:02

Gdzie się zatrzyma, tam obiecuje, że nowa wylotówka z Warszawy w stronę Gdańska znajdzie się w innym miejscu. W ten sposób wojewoda Jacek Sasin chce dojechać do Senatu jako kandydat PiS

Przed wyborami znowu głośno o planowanej trasie ekspresowej S7. Przetnie w tunelu Bemowo, minie bokiem Chomiczówkę i Wólkę Węglową, a dalej? Przed mistrzostwami Euro 2012 ma powstać przynajmniej na odcinku z Warszawy do Płońska. Wojewoda mazowiecki musi wskazać, którędy wyjedziemy nią ze stolicy. Jacek Sasin, który startuje w wyborach do Senatu z okręgu podwarszawskiego, chętnie wypowiada się na ten temat.

Wybrał się np. na spotkanie z mieszkańcami Dąbrowy Leśnej. To część Łomianek, która sprzeciwia się trasie planowanej tu od wielu lat na skraju Puszczy Kampinoskiej. Wojewoda chwali więc przebieg nad Wisłą kilka kilometrów dalej. - Ten wariant nadwiślański ma pozytywny wymiar, bo umożliwia szybkie przebicie się na drugą stronę Wisły. Wystarczy most przerzucić w tym miejscu i wszyscy, którzy będą chcieli jechać z Warszawy na Mazury, nie będą musieli się przebijać mostem Grota - planował Jacek Sasin.

Tyle że ruchliwą drogę wzdłuż Wisły stanowczo odrzucają przyrodnicy i eksperci. Wylotówka nad rzeką przecinałaby dwa rezerwaty chroniące ptaki. Dolina dzikiej Wisły jest też na liście cennych przyrodniczo obszarów Natura 2000. Nawet dyrekcja Kampinoskiego Parku Narodowego godzi się, by trasa prowadziła skrajem puszczy, bo zniszczenia środowiska nad Wisłą byłyby znacznie większe. Trasę nad rzeką negatywnie oceniła też firma DHV, której zlecono porównanie wszystkich możliwych wersji.

Wojewoda Sasin spotkał się też ze stowarzyszeniem Chomiczówka przeciw Degradacji, które chce odsunięcia trasy S7 od swojego osiedla. Tu Jacek Sasin poparł inny wariant wylotówki zagrażający przyrodzie - obok rezerwatu Łosiowe Błota na granicy Bemowa i Puszczy Kampinoskiej. Pisze o tym na swojej stronie internetowej poseł PiS Paweł Poncyliusz. Według niego Jacek Sasin uznał, że trzeba będzie tylko dokonać pewnych zmian, m.in. odsunąć ekspresówkę od rezerwatu.

Działacze stowarzyszenia SISKOM, które popiera budowę dróg ekspresowych, są zdziwieni, że wojewoda nadal forsuje plany zagrażające przyrodzie. - Ani wariant koło rezerwatu Łosiowe Błota, ani ten nad Wisłą nie są możliwe do zrealizowania ze względów przyrodniczych - uważa Robert Chwiałkowski z SISKOM-u.

Wojewoda Sasin mówi "Gazecie", że żadna wersja drogi S7 nie została jeszcze wybrana. - Ja to wyraźnie mówiłem mieszkańcom Łomianek i Chomiczówki. Chciałem tylko pokazać dobre strony poszczególnych wariantów, ale nie opowiedziałem się za żadnym z nich. Na ostateczną decyzję największy wpływ będzie miało zdanie Ministerstwa Środowiska - dodaje.

Dlaczego jednak na różnych spotkaniach wojewoda pozytywnie wypowiadał się o sprzecznych ze sobą wariantach? - Mieszkańcom Chomiczówki przedstawiłem tylko swoją opinię na wypadek, gdyby nie został wybrany korytarz wzdłuż Wisły - twierdzi wojewoda.

Mieszkańcy Dąbrowy w Łomiankach są jednak przekonani, że trasa znajdzie się nad Wisłą. Oni z kolei powołują się na słowa wojewody, który miał przekonać Zarząd Dróg Miejskich, by przy projektowaniu Trasy Mostu Północnego wyznaczył nad rzeką węzeł z nową drogą ekspresową. - Nic nie wiem o takich ustaleniach. Zresztą między Wisłostradą a Wisłą kolejny węzeł najprawdopodobniej by się nie zmieścił - mówi Andrzej Marecki, naczelnik wydziału mostów ZDM.

Spory o przebieg wylotówki na Gdańsk coraz bardziej opóźniają termin rozpoczęcia jej budowy. Ostatnio trasę przed wyborami przesuwał po mapie Kazimierz Marcinkiewicz, który rok temu starał się o prezydenturę Warszawy. Przyjechał do kościoła na Chomiczówce i obiecał jej mieszkańcom, że droga znajdzie się u sąsiadów. I choć czas płynie, żadna z tych lokalizacji wciąż nie jest pewna.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Wichury w Polsce - ofiary śmiertelne; tysiące domów bez prąd

Wichury w Polsce - ofiary śmiertelne; tysiące domów bez prądu


Kyrill przetoczył się przez całą Europę

Wichura nad Polską spowodowała śmierć co najmniej trzech osób. Kilkanaście osób zostało rannych - poinformowało Krajowe Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności.
Obecnie najsilniejszy wiatr wieje na wybrzeżu, w Kotlinie Jeleniogórskiej i w centrum. W tych rejonach prędkość wiatru dochodzi nawet do 120 kilometrów na godzinę.

Małgorzata Tomczuk w Centralnego Biura Prognoz IMGW powiedziała, że w ciągu dnia porywy powinny być nieco mniejsze. Cały czas na wybrzeżu mogą jednak przekraczać 100 kilometrów na godzinę, a we wschodniej części kraju być zbliżone do tej siły. Od zachodu wiatr powinien trochę osłabnąć. W ciągu najbliższych dni nie powinno dochodzić już do tak porywistego wiatru, jak minionej nocy. Sprawdź prognozę pogody.

W Katowicach zginął operator dźwigu, złamanego przez wiatr. Druga śmiertelna ofiara to mężczyzna z Zaborowa niedaleko Płońska na Mazowszu. 48-latek zginął przygnieciony przez dach, który porwała wichura z jego domu. Ranna została druga osoba, prawdopodobnie żona mężczyzny.

Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło około godz. 3. na drodze krajowej nr 92 w miejscowości Kostrzyn, gdzie kierowca ciężarówki zginął na miejscu po uderzeniu konaru drzewa w kabinę jego samochodu. Drzewo uniosła wichura, najprawdopodobniej z pobliskiego ogrodu. Ruch na trasie nr 92 jest utrudniony - poinformował oficer dyżurny Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu.

W miejscowości Dobrzelów w okolicach Bełchatowa kierowca samochodu osobowego chcąc uciec przed spadającym konarem, uderzył w sąsiednie drzewo. Zginęła 20-letnia pasażerka auta.

Najgorsza sytuacja jest w Rudzie Pabianickiej, powiecie kutnowskim, poddębickim i w Andrespolu, gdzie zostało zerwanych kilkadziesiąt dachów oraz linii energetycznych średniego i niskiego napięcia.

O tej samej godzinie, drzewa obsunęły się na hotel robotniczy w Poznaniu. "Nikomu nic się nie stało, 200 mieszkańców hotelu umieszczono w autobusach" - powiedział oficer dyżurny wielkopolskich strażaków.

W całej Wielkopolsce wieje silny wiatr, osiągający w porywach prędkość do 100 km/h. Na drogi i ulice spadają gałęzie, przewrócone drzewa i reklamy. Straż interweniowała w nocy około 500 razy. Policja apeluje do kierowców o zachowanie szczególnej ostrożności.

Koło Częstochowy jedna osoba została ciężko ranna, gdy pociąg uderzył w drzewo, zwalone na tory. W województwie mazowieckim zostało rannych trzech pasażerów samochodu, w który uderzyła gałąź.

Na Dolnym Śląsku co najmniej dwie osoby zostały ranne. Mężczyzna został uderzony przez złamany konar, a koło Jeleniej Góry został ranny kierowca tira.

Wichura pozrywała linie energetyczne. W wielu miastach nie ma prądu. We Wrocławiu wiatr zerwał część dachu kamienicy. Mieszkańcom nie grozi niebezpieczeństwo. Kilkadziesiąt metrów dalej urwał się balkon, który zniszczył kilka samochodów. Zdaniem mieszkańców, przyczyną tych wypadków był zły stan techniczny kamienic.

W województwie Małopolskim w wyniku silnego wiatru ucierpiało około 250 gospodarstw. Kilkadziesiąt odcinków dróg jest nieprzejezdnych. W kilku miejscach wiatr przewrócił też drzewa na trakcje kolejowe. Ponad 116 tysięcy mieszkańców jest pozbawionych prądu. Najgorsza sytuacja jest w rejonie Limanowej, gdzie bez prądu pozostaje około 60 tysięcy osób.

Na Górnym Śląsku siła wiatru słabnie, ale wichura zerwała wiele linii elektrycznych. Blisko 62 tysiące gospodarstw domowych zostało pozbawionych energii elektrycznej. Na terenie województwa pracuje prawie 200 ekip pogotowia energetycznego, które usuwają awarie.

Sytuacja stabilizuje się również województwie zachodniopomorskim i na Podlasiu, gdzie wichura pozbawiła prądu około 35 tysięcy gospodarstw. Nadal spodziewany jest tam jedna silny wiatr. Siła wiatru rośnie na Pomorzu. Według synoptyków około 8 rano wiatr powinien osłabnąć, jednak przez cały dzień ma wiać z prędkością 80-90 kilometrów na godzinę.

W związku z silnym wiatrem na warszawskim Okęciu nie są odprawiane samoloty LOT-u - poinformował rzecznik Polskich Linii Lotniczych LOT Leszek Chorzewski.

Jak dodał, rejsy samolotów odlatujących z Warszawy są obecnie "poważnie opóźniane". Natomiast lądują samoloty przylatujące na warszawskie lotnisko.

Wichura przeszła przez Polskę powodując ogromne straty

Pod koniec lutego ruszy proces Otylii

<b>Pod koniec lutego przed Sądem Rejonowym w Płońsku ruszy proces mistrzyni olimpijskiej w pływaniu Otylii J., oskarżonej o nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.</b>

Jak poinformował we wtorek przewodniczący wydziału karnego płońskiego sądu Radosław Jarosiński, wyznaczono dwa terminy rozpraw - 21 i 22 lutego.

Do wypadku doszło 1 października 2005 roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock (Mazowieckie). Na miejscu zginął 19-letni brat pływaczki, Szymon J.

Podczas wyprzedzania kilku pojazdów Otylia J. prowadząca chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią prawą częścią samochodu, który kilkakrotnie dachował.

Pod koniec listopada 2005 roku Prokuratura Rejonowa w Płońsku postawiła Otylii J. zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. W grudniu 2006 roku do sądu trafił akt oskarżenia wobec pływaczki.

Za nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi od pół roku do 8 lat pozbawienia wolności.

W trakcie śledztwa przeprowadzono trzy ekspertyzy, które miały wyjaśnić przyczyny wypadku Otylii J. W ostatniej, rozstrzygającej opinii, biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa uznali, iż przyczyną zdarzenia był nieprawidłowo wykonany manewr wyprzedzania oraz nadmierna prędkość - około 110 do 120 km/h.

Wykonanie trzeciej ekspertyzy okazało się konieczne, gdyż wyniki dwóch wcześniejszych opinii wzajemnie się wykluczyły. W pierwszej biegli Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego z Warszawy orzekli, iż przyczyną wypadku Otylii J. była nadmierna prędkość, z jaką prowadziła ona samochód (130 do 150 km/h) oraz kontynuowanie wyprzedzania za pojazdem ograniczającym widoczność drogi. W drugiej opinii specjaliści z Polskiego Związku Motorowego w Warszawie orzekli, iż prędkość, z jaką jechała pływaczka, była o wiele mniejsza - nawet o około 40 km/h - a ona sama nie ponosi winy za zdarzenie.

Przeprowadzone w trakcie śledztwa oględziny i badania auta Otylii J. wykazały, że przed wypadkiem było ono sprawne technicznie. W sprawie ustalono i przesłuchano pięciu bezpośrednich świadków zdarzenia.

W wypadku Otylia J. doznała licznych potłuczeń, urazu stawu barkowego - który nałożył się na wcześniejszą kontuzję oraz urazu oka, a także niewielkich urazów kręgosłupa. Trafiła najpierw do szpitala w Płocku, a następnie do stołecznego Szpitala Bródnowskiego, który opuściła po dwóch tygodniach. Lekarze opiekujący się po wypadku mistrzynią olimpijską w pływaniu od początku zapewniali, że będzie on mogła powrócić do uprawiania sportu.

<i>Sportowe Fakty</i>

Trzecia opinia biegłych

<b>Instytutu Ekspertyz Sądowych (IES) z Krakowa ustalił przyczynę ubiegłorocznego wypadku samochodowego mistrzyni olimpijskiej w pływaniu Otylii J.
Według biegłych instytutu przyczyną wypadku był nieprawidłowo wykonany manewr wyprzedzania oraz nadmierna prędkość - poinformowała we wtorek prokurator Ewa Ambroziak z Prokuratury Rejonowej w Płońsku.
To trzecia ekspertyza w sprawie przyczyny wypadku Otylii J. Jej wykonanie okazało się konieczne, gdyż wyniki dwóch wcześniejszych opinii wzajemnie się wykluczyły.</b>

"W ekspertyzie stwierdzono nieprawidłowości w kierowaniu pojazdem przez Otylię J. Chodzi o nieprawidłowy manewr wyprzedzania pojazdów przy prędkości w chwili wypadku ustalonej przez biegłych na 110 do 120 km/h" - powiedziała prokurator Ambroziak.

Zastrzegła, że zakończenie śledztwa w sprawie wypadku Otylii J. zależeć będzie m.in. od stanowiska adwokatów pływaczki, którym przysługuje prawo złożenia własnych wniosków dowodowych.

W pierwszej ekspertyzie biegli Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego z Warszawy orzekli, że przyczyną przypadku Otylii J. była nadmierna prędkość, z jaką prowadziła ona samochód (130 do 150 km/h) oraz kontynuowanie wyprzedzania za pojazdem ograniczającym widoczność drogi. W drugiej opinii specjaliści z Polskiego Związku Motorowego w Warszawie orzekli, że prędkość, z jaką jechała pływaczka, była o wiele mniejsza, nawet o około 40 km/h, a ona sama nie ponosi winy za zdarzenie.

Ze względu na sprzeczne wnioski obu ekspertyz płońska Prokuratura Rejonowa zwróciła się w maju do IES o wykonanie dodatkowych badań - na wyniki czekano 7 miesięcy.

Istniejący od 1929 roku IES jest jedyną tego rodzaju placówką naukowo-badawczą Ministerstwa Sprawiedliwości. Prowadzi badania w zakresie nauk sądowych, a także opracowuje opinie dla sądów i prokuratur w sprawach karnych i cywilnych, w tym m.in. w dziedzinie rekonstrukcji wypadków drogowych.

Do wypadku Otylii J. doszło 1 października 2005 roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock (Mazowieckie). Podczas manewru wyprzedzania kilku pojazdów pływaczka, prowadząc chryslera 300 C, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała na lewą stronę jezdni i wpadła do rowu. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią prawą częścią samochodu, który w efekcie kilkakrotnie dachował. Na miejscu zginął 19-letni Szymon J., brat mistrzyni olimpijskiej.

Pod koniec listopada 2005 roku płońska prokuratura rejonowa postawiła Otylii J. zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to kara od pół roku do 8 lat więzienia.

Przeprowadzone w trakcie śledztwa oględziny i badania auta Otylii J. wykazały, że przed wypadkiem było ono sprawne technicznie. W sprawie ustalono i przesłuchano pięciu bezpośrednich świadków zdarzenia.

W wypadku Otylia J. doznała licznych potłuczeń, urazu stawu barkowego, który nałożył się na wcześniejszą kontuzję, oraz urazu oka, a także niewielkie urazy kręgosłupa. Trafiła najpierw do szpitala w Płocku, a następnie do warszawskiego szpitala Bródnowskiego, który opuściła w połowie października. Lekarze opiekujący się po wypadku mistrzynią olimpijską w pływaniu, od początku zapewniali, że będzie on mogła powrócić do uprawiania sportu.

PAP

Kara śmierci oraz wymiar sprawiedliwości itp.

A uniewinnienie O.J. Simpsona to zachęta do mordowania, nie?

Nikt nie pisał o zachęcie, tylko o przedstawianiu złudzenia bezkarności.

[ Dodano: 2007-03-22, 18:41 ]
Cytat: Proces Jędrzejczak dobiegł końca - sąd wydał wyrok

Sąd Rejonowy w Płońsku skazał Otylię Jędrzejczak, oskarżoną o nieumyślne spowodowanie wypadku, na 9 miesięcy ograniczenia wolności i prac na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie.
- Sąd Rejonowy w Płońsku, wymierzając Otylii Jędrzejczak m. in. karę ograniczenia wolności i prac społecznych, oparł się głównie na zeznaniach części świadków, które w jego ocenie stanowią pewną logiczną całość - poinformował przewodniczący składu sędziowskiego Andrzej Szymański.

Wyrok jest nieprawomocny. Sąd uznał, iż Otylia Jędrzejczak nie zachowała szczególnej ostrożności, wyprzedzając inne pojazdy z prędkością około 110 km/h. Sąd zgodził się z opinią jednego z biegłych, iż Otylia Jędrzejczak "niewystarczająco dokładnie, wręcz nierozważnie, rozpoczęła manewr wyprzedzania".

- Sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary w szczególnych przypadkach, jeżeli na przykład w zdarzeniu ofiara jest osobą najbliższą sprawcy zdarzenia. I tak jest w tym przypadku - powiedział Szymański.

Sąd skazał Otylię Jędrzejczak, oskarżoną o nieumyślne spowodowanie wypadku, w którym zginął jej brat, na karę 9 miesięcy ograniczenia wolności i prac na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie oraz zakaz prowadzenia pojazdów przez jeden rok.

Za nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi kara od pół roku do 8 lat pozbawienia wolności.

Oskarżenie żądało dla Otylii Jędrzejczak kary jednego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz zakazu prowadzenia pojazdów przez dwa lata. Obrona wnosiła o uniewinnienie. Z wnioskiem o uniewinnienie wystąpił także przedstawiciel stowarzyszenia "Alter ego", zajmującego się obroną interesów ofiar wypadków.

Obrońcy Otylii Jędrzejczak uzależniają złożenie apelacji od wyroku od decyzji swej klientki.

- Złożymy wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku, a decyzję czy będzie składana apelacja podejmie nasza klientka - powiedział Jakub Wende, jeden z adwokatów Jędrzejczak.

Prokurator Ewa Ambroziak uznała wyrok 9 miesięcy ograniczenia wolności i prac publicznych w wymiarze 30 godzin miesięcznie oraz zakaz prowadzenia pojazdu przez jeden rok za satysfakcjonujący.

Jędrzejczak razem z kadrą Polski w pływaniu przebywa w Australii, przygotowując się do rozpoczynających się w niedzielę mistrzostw świata.

Do wypadku doszło 1 października 2005 roku wieczorem w miejscowości Miączyn koło Czerwińska na drodze krajowej nr 62 Warszawa-Płock (Mazowieckie). Otylia Jędrzejczak, wyprzedzając inne samochody, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka fiatem uno, zjechała prowadzonym przez siebie chryslerem 300 C na lewą stronę jezdni, a następnie na pobocze. Po przejechaniu blisko stu metrów uderzyła w drzewo przednią częścią samochodu, który później dachował.

Na miejscu zginął 19-letni brat Otylii Jędrzejczak, Szymon. Ona sama doznała m.in. licznych potłuczeń, urazu stawu barkowego i kręgosłupa. Trafiła do szpitala, który opuściła po dwóch tygodniach. Potem przeszła rehabilitację.

Co i została uznana za winną. A już zacząłem wątpić w polski wymiar sprawiedliwości...Dostała razem 270 godzin prac społecznych. Mało, ale ważne to, że nie została uniewinniona. Wyrok i tak chyba bardziej srogi niż poprzedni, bo wtedy chyba miała wyrok w zawiasach.

[Warszawa] Trasa ekspresowa w Ławicach Kiełpińskich



Jak wojewoda kandydat do Senatu gra w trasy

Krzysztof Śmietana
2007-10-14, ostatnia aktualizacja 2007-10-14 21:36

Gdzie się zatrzyma, tam obiecuje, że nowa wylotówka z Warszawy w stronę Gdańska znajdzie się w innym miejscu. W ten sposób wojewoda Jacek Sasin chce dojechać do Senatu jako kandydat PiS

Przed wyborami znowu głośno o planowanej trasie ekspresowej S7. Przetnie w tunelu Bemowo, minie bokiem Chomiczówkę i Wólkę Węglową, a dalej? Przed mistrzostwami Euro 2012 ma powstać przynajmniej na odcinku z Warszawy do Płońska. Wojewoda mazowiecki musi wskazać, którędy wyjedziemy nią ze stolicy. Jacek Sasin, który startuje w wyborach do Senatu z okręgu podwarszawskiego, chętnie wypowiada się na ten temat.

Wybrał się np. na spotkanie z mieszkańcami Dąbrowy Leśnej. To część Łomianek, która sprzeciwia się trasie planowanej tu od wielu lat na skraju Puszczy Kampinoskiej. Wojewoda chwali więc przebieg nad Wisłą kilka kilometrów dalej. - Ten wariant nadwiślański ma pozytywny wymiar, bo umożliwia szybkie przebicie się na drugą stronę Wisły. Wystarczy most przerzucić w tym miejscu i wszyscy, którzy będą chcieli jechać z Warszawy na Mazury, nie będą musieli się przebijać mostem Grota - planował Jacek Sasin.

Tyle że ruchliwą drogę wzdłuż Wisły stanowczo odrzucają przyrodnicy i eksperci. Wylotówka nad rzeką przecinałaby dwa rezerwaty chroniące ptaki. Dolina dzikiej Wisły jest też na liście cennych przyrodniczo obszarów Natura 2000. Nawet dyrekcja Kampinoskiego Parku Narodowego godzi się, by trasa prowadziła skrajem puszczy, bo zniszczenia środowiska nad Wisłą byłyby znacznie większe. Trasę nad rzeką negatywnie oceniła też firma DHV, której zlecono porównanie wszystkich możliwych wersji.

Wojewoda Sasin spotkał się też ze stowarzyszeniem Chomiczówka przeciw Degradacji, które chce odsunięcia trasy S7 od swojego osiedla. Tu Jacek Sasin poparł inny wariant wylotówki zagrażający przyrodzie - obok rezerwatu Łosiowe Błota na granicy Bemowa i Puszczy Kampinoskiej. Pisze o tym na swojej stronie internetowej poseł PiS Paweł Poncyliusz. Według niego Jacek Sasin uznał, że trzeba będzie tylko dokonać pewnych zmian, m.in. odsunąć ekspresówkę od rezerwatu.

Działacze stowarzyszenia SISKOM, które popiera budowę dróg ekspresowych, są zdziwieni, że wojewoda nadal forsuje plany zagrażające przyrodzie. - Ani wariant koło rezerwatu Łosiowe Błota, ani ten nad Wisłą nie są możliwe do zrealizowania ze względów przyrodniczych - uważa Robert Chwiałkowski z SISKOM-u.

Wojewoda Sasin mówi "Gazecie", że żadna wersja drogi S7 nie została jeszcze wybrana. - Ja to wyraźnie mówiłem mieszkańcom Łomianek i Chomiczówki. Chciałem tylko pokazać dobre strony poszczególnych wariantów, ale nie opowiedziałem się za żadnym z nich. Na ostateczną decyzję największy wpływ będzie miało zdanie Ministerstwa Środowiska - dodaje.

Dlaczego jednak na różnych spotkaniach wojewoda pozytywnie wypowiadał się o sprzecznych ze sobą wariantach? - Mieszkańcom Chomiczówki przedstawiłem tylko swoją opinię na wypadek, gdyby nie został wybrany korytarz wzdłuż Wisły - twierdzi wojewoda.

Mieszkańcy Dąbrowy w Łomiankach są jednak przekonani, że trasa znajdzie się nad Wisłą. Oni z kolei powołują się na słowa wojewody, który miał przekonać Zarząd Dróg Miejskich, by przy projektowaniu Trasy Mostu Północnego wyznaczył nad rzeką węzeł z nową drogą ekspresową. - Nic nie wiem o takich ustaleniach. Zresztą między Wisłostradą a Wisłą kolejny węzeł najprawdopodobniej by się nie zmieścił - mówi Andrzej Marecki, naczelnik wydziału mostów ZDM.

Spory o przebieg wylotówki na Gdańsk coraz bardziej opóźniają termin rozpoczęcia jej budowy. Ostatnio trasę przed wyborami przesuwał po mapie Kazimierz Marcinkiewicz, który rok temu starał się o prezydenturę Warszawy. Przyjechał do kościoła na Chomiczówce i obiecał jej mieszkańcom, że droga znajdzie się u sąsiadów. I choć czas płynie, żadna z tych lokalizacji wciąż nie jest pewna.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
http://miasta.gazeta.pl/w...62,4578051.html

---------
Moje.
Wojewoda namawiał jeszcze do lobbyingu u Szyszki za trasą nad Wisłą.
cytuję dokłądnie, bo z nagrania (a co?) wykonanego przez przedstawicieli Stowarzyszenia Obrońców Doliny Wisły z Kiełpina:
„Przed chwilą tu profesor Szyszko pojawił się na zdjęciu …Ja bym proponowałbym go tutaj też...Jeśli Pan profesor dwa lata temu był tutaj z Państwem i powiedział, że zrobi wszystko żeby droga nadwiślańska powstała to proponowałbym zaprosić pana profesora Szyszkę teraz i powiedzieć, że właśnie ma taką szansę. Teraz zrobić wszystko, bo w jego rękach leży w tej chwili decyzja o tym jak ta opinia środowiskowa, która jest podstawą decyzji uwarunkowania środowiskowego…”.

Wypadek Otylii

"Stan zdrowia Otyli Jędrzejczak jest zadowalający, stabilny, jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo" - powiedział dziennikarzom ordynator oddziału chirurgii Szpitala Wojewódzkiego w Płocku Włodzimierz Nowatorski.

"Otylia jest przytomna i rozmawia. Przeprowadzono konsultację neurochirurgiczną i ortopedyczną. Sportsmenka poddawana będzie kolejnym szczegółowym badaniom" - dodał Nowatorski.

Zdaniem lekarzy, Jędrzejczak pozostanie w szpitalu kilka dni. Nie określili jak długo potrwać może jej rehabilitacja, ale w opinii dr Nowatorskiego pływaczka będzie mogła powrócić do uprawiana sportu. Lekarze z Płocka nie wykluczyli możliwości przetransportowania rannej jeszcze w sobotę do szpitala w Warszawie, gdyby Jędrzejczak wyraziła taką wolę.

Do tragicznego w skutkach wypadku doszło o godz. 17.30, w miejscowości Mączyn (gm. Czerwińsk powiat Płońsk), na drodze krajowej nr 62. Rzecznik mazowieckiej policji nadkomisarz Tadeusz Kaczmarek powiedział PAP, że według świadków zdarzenia, pływaczka, kierująca samochodem marki chrysler, wyprzedzając sznur samochodów - zjechała na lewą stronę jezdni, potem - na pobocze, aż samochód wpadł do rowu i zatrzymał się na drzewie.

Na miejscu wypadku zginął 19-letni brat pływaczki, Szymon, także pływak, student pierwszego roku stołecznej AWF.

"To cud, że Otylia przeżyła ten wypadek" - powiedział minister sportu Jerzy Ciszewski, który na wieść o wypadku mistrzyni olimpijskiej udał się do Płocka i widział po drodze miejsce tragedii. "Samochód dosłownie owinął się na drzewie, tak, że trudno było nawet rozpoznać jego markę" - dodał.

W sobotę wieczorem w płockim szpitalu byli rodzice Otylii i Szymona oraz trener i opiekun zawodniczki Paweł Słomiński, psycholog sportowy, lekarz Polskiego Związku Pływackiego. Jedną z pierwszych osób, z którymi rozmawiała w szpitalu Otylia był trener- koordynator Polskiego Związku Pływackiego, Jan Wiederek.

Otylia wraz z bratem, który rozpoczął w czwartek studia na Akademii Wychowania Fizycznego, jechała z Warszawy w kierunku Włocławka. O okolicach tego miasta mieszkają od niedawna ich rodzice, którzy przenieśli się w te okolice, aby być bliżej studiujących i mieszkających w stolicy dzieci.

Otylia Jędrzejczak urodziła się 13 grudnia 1983 roku w Rudzie ÂŚląskiej. Przygodę z pływaniem rozpoczęła w wieku sześciu lat w Pałacu Katowice. Obecnie reprezentuje barwy AZS AWF Warszawa, a jej trenerem jest Paweł Słomiński.

Największe sukcesy świętowała podczas igrzysk olimpijskich w Atenach, gdzie trzykrotnie stanęła na podium. Na swoim koronnym dystansie 200 m stylem motylkowym wywalczyła złoty medal, a dwukrotnie krótszym dystansie i na 400 m st. dowolnym była druga.

W jej dorobku jest także pięć medali MÂŚ na basenie 50-metrowym, w tym dwa złote na 200 m stylem motylkowym z Fukuoki (2003) i Montrealu (2005). Zdobywając ten ostatni w lipcu tego roku poprawiła własny rekord świata.

Jędrzejczak to siedmiokrotna medalistka mistrzostw Europy. Na 200 m st. motylkowym jest niepokonana od 2000 roku.

Zdobywała także medale mistrzostw świata i Europy na krótkim basenie oraz mistrzostw Europy juniorów. Na tegorocznej Uniwersjadzie w Izmirze wywalczyła trzy złote medale. Należy do niej 11 rekordów Polski.

Złoty medal olimpijski z Aten wystawiła na licytację, a uzyskane fundusze - 257 550 złotych - przekazała na pomoc dzieciom chorym na białaczkę. Magazyn "Time" umieścił polską pływaczkę na liście Bohaterów Europy, ÂŚrodkowego Wschodu i Afryki 2004 roku. Triumfatorka w 70. edycji plebiscytu "Przeglądu Sportowego", Tempa" i Programu 1 Telewizji Polskiej na najlepszych sportowców Polski w 2004 roku.


Wszystko przez nadmierną prędkość. Wczoraj widziałem w TV jak pokazywali jej rozbite auto... jeśli można nazwać to autem, bo nie mogłem rozpoznac co to za auto było, ale wiadomo, że jakieś dobre, bo fajne koła z alufelgami miała....

Szkoda [*] jej brata, tak młody był właściwie...

Szczepić czy nie szczepić?


Mod Info:
[
Zamieszczam to w tym dziale bo uznalem ze bedzie tu pasowac. Ale jezeli ktorys z modow uwaza inaczej to przeniescie gdzie uwazacie za sluszne ]

Z Agnieszką spotykam się pewnego październikowego wieczora w jej domu w Warszawie. Kiedy siedzimy przy okrągłym stole w salonie, do matki podchodzi 10-letnia dziewczynka. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegam w niej niczego niezwykłego, może oprócz wyjątkowej otwartości: na powitanie nadstawia policzek do pocałunku. – To jest to chore dziecko – mówi Agnieszka. Jej córka Kasia jest dzieckiem autystycznym.

Roczny Antek szaleje wśród wysokich traw na jednej z podwarszawskich wsi. Jest energicznym, ciekawym świata chłopcem, właściwie zupełnie zdrowym. Może oprócz tego, że ma alergię pokarmową: – Mimo że był karmiony cycem, a ja byłam na lekkostrawnej diecie – zaznacza jego matka Małgosia.

Zarówno Agnieszka, jak i Małgosia są przekonane, że powodem przypadłości ich dzieci były szczepionki.

Gwóźdź, który zabrał nam dziecko

Agnieszka, na co dzień tłumaczka, przyznaje, że jej młodsza córka urodziła się nieco za późno i prawdopodobnie miała problemy niedotlenienne, zaznaczając jednocześnie, że dostała po urodzeniu maksymalną notę 10 punktów w skali Apgar. – Była wrażliwa na otoczenie i może spokojniejsza od starszej córki, lecz jej rozwój absolutnie nie odbiegał od normy – twierdzi Agnieszka.

Pierwszej szczepionce Di-Per-Te [przeciwko błonicy, krztuścowi i tężcowi – przyp. MW] towarzyszył potworny wrzask dziecka. – To był rozdzierający pisk, który jak później wyczytałam w publikacjach medycznych, nazywa się krzykiem neurologicznym – mówi Agnieszka. Dziecko samoczynnie wygięło się do tyłu, a wieczorem podczas kąpieli całe zsiniało, choć w domu było ciepło. – Później pojawiły się problemy motoryczne. – relacjonuje Agnieszka. – Była opóźniona w raczkowaniu, a potem urwało jej się guganie. Przestała wodzić za mną wzrokiem. Natychmiast zauważyłam, że coś jest nie tak.

Agnieszka skonsultowała się ze specjalistami, którzy nie stwierdzili u jej córeczki żadnych problemów. – Uważali mnie za neurotyczną matkę. Było wiele komentarzy na temat: co powinnam zrobić, żeby się wyluzować, albo co mój mąż powinien zrobić, żebym przestała się przejmować – mówi z ironią Agnieszka, dodając, że i tak została potraktowana delikatnie w porównaniu z innymi przypadkami rodziców autystycznych dzieci. Bywało, że lekarze podejrzewali ich o wykorzystywanie seksualne dziecka, ponieważ „nie chciało dać się dotknąć”.

Po drugiej szczepionce Di-Per-Te dziewczynka zaczęła unikać dźwięków i ekstremalnie reagować na wszelkie bodźce sensoryczne. – Lubiła nakładać sobie na głowę wiaderko lub siedzieć w pudełku – mówi Agnieszka. – Nie odczuwała także zimna. Kilka razy wyszła niepostrzeżenie z domu w samej piżamie na śnieg, przeszła na koniec podwórka i dopiero wtedy zaczęła krzyczeć, że jest jej zimno. Chodziła na paluszkach, nie trzymała dłoni w pozycji zwisu, lecz zawsze przykurczone. Nie chciała niczego dotykać swoimi dłońmi. Wszystko ją bolało przy dotyku. Lubiła tylko twarde zimne przedmioty, jak nóż czy widelec. Nie lubiła niczego gładkiego, miękkiego, ciepłego. Wręcz schładzała sobie ręce pod kranem. Potrafiła przysunąć stołek do kranu i godzinami chłodzić ręce pod strumieniem wody.

Ale nawet wtedy lekarze nie dostrzegli problemu. – Zaczęli przebąkiwać, że trzeba jej sprawdzić uszy, bo może nie słyszy – mówi.

Latem 1999 roku 12-miesięczna Kasia otrzymała trzecią szczepionkę. – To był gwóźdź do trumny, który zabrał nam dziecko – opowiada dziś o tym Agnieszka. Słyszała już wtedy o związkach szczepionek z autyzmem, więc z ostrożności nie kupiła potrójnej szczepionki, ale pojedynczą, przeciwko odrze. Po szczepieniu dziecko dostało bardzo wysokiej gorączki, choć lekarka nie stwierdziła u niej żadnych objawów choroby. – Od dnia, kiedy ta szczepionka została wstrzyknięta w organizm mojego dziecka było tak, jakby codziennie ktoś kradł kolejno umiejętności, które ona wcześniej zdobyła – mówi Agnieszka, która w tamtym czasie wyjechała z mężem na tygodniowy urlop, zostawiając dziecko ze swoją matką. – Po naszym powrocie dziecko przestało nas poznawać. I to był w zasadzie koniec.

Agnieszka od 9 lat nie szczepi swojego dziecka.

Pneumokoki, śmierć, natychmiast, zaraz...

Małgosia, pracowniczka wysokiego szczebla w warszawskiej firmie telekomunikacyjnej, zaczęła czytać o problemie szczepień na wiele lat przed urodzeniem swojego dziecka. – Zainteresowałam się tym, kiedy po szczepionce u mojego psa przeciwko wściekliźnie zaczęły występować problemy zdrowotne – mówi, wymieniając wśród dolegliwości nieżyt jelit i liczne alergie.

Synka Małgosi zaszczepiono od razu po porodzie w szpitalu, na gruźlicę, bez jej wiedzy. – Potem jakoś intuicyjnie chciałam, aby kolejne szczepienie odbyło się jak najpóźniej – wspomina. – I znowu u pediatry zostałam storpedowana ulotkami: pneumokoki, śmierć, natychmiast, zaraz... – mówi. Małgosia zaszczepiła dziecko koło 10. tygodnia życia „standardowymi szczepieniami obowiązkowymi, oczywiście tymi z najwyższej półki, bo znowu reklama, mniej płaczu itd. Na następne szczepienie w 3. miesiącu znowu poszliśmy z opóźnieniem. Po tym drugim szczepieniu mały dostał alergii”, choć Małgosia zaznacza, że nie zmieniła swojej diety, a dziecko wciąż było karmione piersią.

Małgosia od 10 miesięcy nie szczepi swojego dziecka.

Nie szczepiłam nawet w szpitalu...

Ania jest gospodynią domową z Krakowa. Jej pierwsza córka została zaszczepiona już po urodzeniu w szpitalu, a po kilku miesiącach otrzymała pierwszą dawkę Di-Per-Te. Mniej więcej w tym okresie Ania, „po konsultacji z kilkoma lekarzami” postanowiła zrezygnować z dalszych szczepień, które jej zdaniem „mogą prowadzić do powikłań i osłabić system immunologiczny dziecka”.

Druga córka nie była już szczepiona nawet w szpitalu. – Jest zdrowym, świetnie rozwijającym się dzieckiem – mówi Ania. – Jestem bardzo zadowolona z rytmu, który prowadzę.

Ania nie szczepi swojej starszej córki od 5 lat, a młodszej o początku jej życia, czyli od 3 lat.

Myślisz, że te pięć tysięcy mnie przestraszy?

Pierwszego w historii szczepienia przeciwko ospie dokonał angielski lekarz Edward Jenner w 1796 roku. Jego odkrycie otworzyło drogę do szczepień ochronnych na wielką skalę, które stopniowo eliminowały zabójcze dla człowieka choroby. W Polsce pierwsze obowiązkowe szczepienia wykonuje się w ciągu 24 godzin po urodzeniu dziecka. W ciagu kolejnych lat Polacy szczepią się obowiązkowo na tak groźne choroby jak gruźlica, błonica, tężec, krztusiec, odra, świnka, różyczka czy zapalenie wątroby typu B.

Takich rodziców, jak Agnieszka, Małgosia i Ania jest znacznie więcej. Nikt nie zna ich dokładnej liczby, bo ci, którzy nieszczepiący dzieci rodzice nie mówią o tym w obawie przed odpowiedzialnością karną. Wystarczy jednak odwiedzić fora internetowe poświęcone dzieciom, aby zobaczyć, że jest to wielka rzesza ludzi. Na stronie www.dzieci.org.pl o szczepieniach dyskutuje się w dziale tematycznym „Autyzm”. W pierwszym z zamieszczonych postów zosia_ pisze, że dostała wezwanie na szczepienie wraz z adnotacją: „Winni niestawienia się pociągnięci zostaną do odpowiedzialności karno-administracyjnej na podst art.26 ustawy z dn. 13,11,1963r. o zwalczaniu chorób zakaźnych (Dz.U. nr. 50, poz 279)”. Sanepid może nałożyć na unikającą szczepienia osobę karę w wysokości kilku tysięcy złotych. Zosia_ boi się zaszczepić dziecko i pyta na forum, jak można tego uniknąć.

Do tej pory otrzymała 1364 odpowiedzi z praktycznymi radami, jak wywinąć się od przykrego obowiązku – od przyznania się do innej religii po zwolnienie od neurologa. Nie brak tu także opisów przykrych doświadczeń ze szczepionkami, nierzadko drastycznych. W ostatnim z zamieszczonych postów internautka o nicku dawidek wkleja link do artykułu: „szczepionki produkowane w oparciu o komponenty pochodzące z ciał dzieci zabitych przed narodzeniem”.

Dwie z moich rozmówczyń wolą nie mówić, jak unikają szczepionek. – Wydarzyła się nietypowa sytuacja, która pozwoliła mi to obejść. Ja nie mam z nimi problemu, a oni ze mną – odpowiada lakonicznie Ania. Agnieszka odsyła mnie po informacje na fora internetowe. Natomiast Małgosia nie zamierza bawić się w uniki: – Myślisz, że te pięć tysięcy mnie przestraszy? – pyta.

– Nakładanie kar to nie jest najlepszy pomysł, żeby te osoby przekonać do szczepień – mówi tymczasem kierowniczka zwalczania chorób zakaźnych w warszawskim Sanepidzie dr Elżbieta Płońska. – Raczej staramy się tłumaczyć zasadność szczepień.

Deficyt informacji

Wśród zarzutów wobec szczepionek niczym bumerangi powracają te same argumenty. Koronnym jest identyfikacja szczepionki jako przyczyny autyzmu. – Związek szczepionek z autyzmem został wykluczony – informuje dr Płońska, zaznaczając, że „badania na bardzo dużych populacjach prowadzono w wielu krajach i nie były one sponsorowane przez firmy farmaceutyczne”.

Skąd zatem tak częste skojarzenia pomiędzy stosowaniem szczepionek a autyzmem? – Pierwszą szczepionkę w życiu dziecka przeciwko odrze, śwince i różyczce, którą zwykle kojarzy się z autyzmem, dziecko dostaje w 13-15 miesiącu życia – mówi dr Płońska. – A to jest właśnie ten okres, kiedy w badaniu psychologicznym można dostrzec pierwsze elementy autyzmu. Stąd te skojarzenia.

Niechętni szczepionkom rodzice zauważają także, że w szczepionkach zawarte są metale ciężkie, jak na przykład rtęć. – To prawda – potwierdza dr Płońska. – Choć w coraz mniejszej liczbie szczepionek stosuje się thiomersal [związek rtęci stosowany jako substancja konserwująca – przyp. MW] to nawet w dawnych czasach ilość substancji zawartych we wszystkich przyjmowanych przez człowieka szczepionkach nie dawała sumarycznie takiej ilości rtęci, która mogłaby zabić.

Kolejny argument przeciwników: niemowlęta przyjmują identyczne dawki szczepionki jak dorośli, mimo znacznie mniejszej masy ciała. – Tych szczepionek nie przelicza się na kilogram żywej masy ciała, tylko na układ immunologiczny, który nie ma żadnej masy – odpowiada dr Płońska. – Układy immunologiczne różnią się między sobą nie masą, a stopniem odporności na choroby.

A co z faktem, że w Polsce szczepi się dzieci już pierwszego dnia życia, podczas gdy w innych krajach w znacznie późniejszym okresie? – Pierwszego dnia życia dzieci przyjmują szczepionkę przeciwko gruźlicy oraz żółtaczce wszczepiennej typu B – potwierdza dr Płońska. – W naszym regionie geograficznym tych zachorowań wciąż jest dużo, dlatego Polska nie wycofała się ze szczepień noworodkowych. W wielu krajach, które uporały się z gruźlicą, jak na przykład w USA, od dawna nie stosuje się tej szczepionki. Ale nawet Stany Zjednoczone bronią się przed tą chorobą, robiąc na dzień dobry próbę tuberkulinową osobom, które chcą mieszkać na terenie tego kraju.

Przeciwnicy szczepionek twierdzą również, że istnieją osoby, które jednoznacznie źle reagują na szczepionki. – Faktycznie, niektórzy ludzie ciężej znoszą szczepienia – mówi dr Płońska. – Wynika to z „pewnego rodzaju wad” ich układu odpornościowego. Problem jest skomplikowany: może się zdarzyć, że zaszczepimy osobę z ukrytym defektem tego układu i w takim wypadku możemy "wywołać” u niej jakąś chorobę układu immunologicznego. Więc na przykład wcześniej ujawni się białaczka. Tyle, że ta osoba z wadą układu odpornościowego i tak by na nią zachorowała, jeśli nie po szczepieniu, to po jakiejś banalnej infekcji.

Doktor Elżbieta Płońska była jedną z kilku popierających stosowanie szczepionek lekarek i lekarzy, którzy byli gotowi udzielić mi wypowiedzi do tego artykułu. Skontaktowałem się także z lekarzami, którzy są przeciwnikami szczepionek. Jednak żaden z nich nie zgodził się porozmawiać ze mną przy włączonym dyktafonie. Jeden z nich powiedział, że boi się „odwetu ze strony środowiska”. Szkoda, bo tak moi rozmówcy jak i bywalcy forów internetowych narzekają na brak solidnej informacji dotyczącej zalet i wad szczepionek. – Jedyną informacją, jaka jest dostępna w powszechnym obiegu to: zaszczep, bo inaczej dziecko zachoruje – mówi z wściekłością Małgosia. – Niestety, ja wciąż nie wiem, jakie zagrożenia powodują szczepionki. Kiedy się dowiem, będę mogła świadomie podjąć decyzję. Póki co nie wiem, więc takiej decyzji podjąć nie mogę.

Marcin Wyrwał

http://dziecko.onet.pl/16...,4,artykul.html


Pierwszy raz spotykam sie z taka informacja, ze to moze byc szkodliwe. W sumie to niewykluczone zeby bylo szkodliwe. Tylko dlaczego panstwo pod grozba kary zmusza rodzicow do szczepien dzieci. Przeciez to sa podobno dzieci tych rodzicow, a nie panstwowe. Naturalnie szczepienia zostaly wprowadzone "dla dobra". Tak tlumaczy sie wszystko co zmniejsza wolnosc. Ciekawe czy ci ktorzy to wprowadzili i popieraja przymus tego poczowaja sie do winy za zniszczenie zdrowia wielu dzieci?