Patrzysz na wiadomości znalezione dla zapytania: wypadek koleiowy pod olsztynem

Jak w Rumunii czy innej Azji



do

| Klimat kolejowy z linii (a wlasciwie jej kawalka) Mikolajki - Orzysz
| da sie
| porownac tylko z dalekim wschodem. Na ten jeden jedyny pociag wylaza
| nie
| wiem skad chmary turystow i tubylcow. Nie wiem, dlaczego linie
| majaca rok
| temu polaczenia z Berlinem i Warszawa ktos chcial na sile udupic

A jest tam taka diabelna frekwencja ?????
No jak zostal jeden pociag to sie nie ma co dziwic, ze ludzie sie pchaja
do
niego oknami i drzwiami...


Właśnie niedawno byłem w informacji PKS na Zachodnim w Warszawie, gdzie
spisywałem sobie pewne dane z rozkładu PKS. Spędziłem tam kilka minut i tak
się dziwnie złożyło, że przez ten czas co najmniej kilka osób pytało się o
połączenia do Mikołajek. Niektórzy nawet kleli na PKP, że teraz wogóle nie
można tam dojechać. Były osoby, które chciały jechać autobusem z Olsztyna do
Mikołajek, ale po usłyszeniu, że połączenia są tam bardzo słabe decydowały
się na odbycie całej podróży z Warszawy do Mikołajek autobusem. I tak to
debilny rozkład PKP i celowe rwanie połączeń wpływa na frekfencję nie tylko
na liniach lokalnych, ale także na głównych w tym wypadku z Warszawy do
Olsztyna. Jestem ciekawy, czy ktoś w PKP zdaje sobie z tego sprawę?

Pozdrawiam.
Piotrek.

 » 

Pociąg zmiażdżył ciężarówkę

<http://www.tvn24.pl/-1,1582693,0,1,pociag-zmiazdzyl-ciezarowke,wiadom...

Do tragicznego w skutkach zderzenia ciężarówki i pociągu pospiesznego
doszło w Cieszynie Łobeskim (woj. zachodniopomorskie) - informuje
internauta na platformę Kontakt TVN24. - Samochód jest kompletnie
zmasakrowany - mówi portalowi łobeska policja. Dwie osoby nie żyją.

Do wypadku doszło po godzinie 13.00 na niestrzeżonym przejeździe
kolejowym w Cieszynie Łobeskim. - Pod nadjeżdżający pociąg relacji
Szczecin-Olsztyn wjechał samochód ciężarowy - relacjonuje Robert
Kazienko z łobeskiej policji. Na miejscu zginęły dwie osoby -
pasażerowie ciężarówki.

Wstrzymany ruch kolejowy

- Samochód jest kompletnie zmasakrowany - mówi policjant, który
relacjonuje, że na skutek wypadku kabina pasażerska została odrzucona na
kilkanaście metrów.

Torowisko jest w tej chwili zablokowane, wstrzymany został ruch
kolejowy. - Część samochodu znajduje się na torowisku, teraz służby
przystąpią do jego usuwania - tłumaczy policja.

Pasażerom pociągu nic się nie stało. Uszkodzona została lokomotywa.
Pasażerowie pociągu czekają na nowy skład, który ma zabrać ich w dalszą
podroż.

tka//kwj

(pr) Wypadek na przejeździe kolejowym

GW
19.12.Olsztyn (PAP) - Jedna osoba została w czwartek ranna w wyniku wypadku na
niestrzeżonym przejeździe kolejowym w pobliżu Łańska k/Olsztyna
Według rzecznika olsztyńskiej policji, Andrzeja Bohdanowicza, do wypadku doszło
po godz. 14., gdy bus jadący do Łańska wjechał na przejazd kolejowy wprost pod
nadjeżdżający pociąg relacji Olsztyn- Warszawa
W wypadku ranny został kierowca busa, którego ze złamanym barkiem przewieziono
do Szpitala Wojewódzkiego w Olsztynie. W wyniku zderzenia przednia oś lokomotywy
wypadła z torów
Do czasu usunięcia skutków wypadku ruch na tej trasie został wstrzymany. PKP
uruchomiły komunikację zastępczą.

(pr) Wypadek na przejeździe kolejowym

GW
19.12.Olsztyn (PAP) - Jedna osoba została w czwartek ranna w wyniku wypadku na
niestrzeżonym przejeździe kolejowym w pobliżu Łańska k/Olsztyna
Według rzecznika olsztyńskiej policji, Andrzeja Bohdanowicza, do wypadku
doszło
po godz. 14., gdy bus jadący do Łańska wjechał na przejazd kolejowy wprost pod
nadjeżdżający pociąg relacji Olsztyn- Warszawa
W wypadku ranny został kierowca busa, którego ze złamanym barkiem przewieziono
do Szpitala Wojewódzkiego w Olsztynie. W wyniku zderzenia przednia oś
lokomotywy
wypadła z torów
Do czasu usunięcia skutków wypadku ruch na tej trasie został wstrzymany. PKP
uruchomiły komunikację zastępczą.


Duże brawa dla kierowcy!!!

2 x Rp1
Rafał Ravajas Borowski

 » 

(pr) Wypadek na przejeździe kolejowym

| GW
| 19.12.Olsztyn (PAP) - Jedna osoba została w czwartek ranna w wyniku
wypadku na
| niestrzeżonym przejeździe kolejowym w pobliżu Łańska k/Olsztyna
| Według rzecznika olsztyńskiej policji, Andrzeja Bohdanowicza, do wypadku
doszło
| po godz. 14., gdy bus jadący do Łańska wjechał na przejazd kolejowy
wprost pod
| nadjeżdżający pociąg relacji Olsztyn- Warszawa
| W wypadku ranny został kierowca busa, którego ze złamanym barkiem
przewieziono
| do Szpitala Wojewódzkiego w Olsztynie. W wyniku zderzenia przednia oś
lokomotywy
| wypadła z torów
| Do czasu usunięcia skutków wypadku ruch na tej trasie został wstrzymany.
PKP
| uruchomiły komunikację zastępczą.

Duże brawa dla kierowcy!!!


Tak! Bo to trzeba patrzeć na boki, a nie tylko na ssp, które często wymięka,
akurat w tamtym okresie na tamtym przejeździe (byłem świadkiem dyktowania
mechanikowi rozkazu "o" na ten temat ... jakiś jeszcze czas później). Ale
kto jeździ do Łańska? Politycy, dorobkiewicze, dresy, słowem - margines
społeczny.

(pr) Wypadek na przejeździe kolejowym


| Według rzecznika olsztyńskiej policji, Andrzeja Bohdanowicza, do
| wypadku doszło po godz. 14., gdy bus jadący do Łańska wjechał na
| przejazd kolejowy wprost pod nadjeżdżający pociąg relacji Olsztyn-
| Warszawa /.../
| W wyniku zderzenia przednia oś lokomotywy wypadła z torów.
| Do czasu usunięcia skutków wypadku ruch na tej trasie został wstrzymany.
| Duże brawa dla kierowcy!!!
Ale kto jeździ do Łańska? Politycy, dorobkiewicze, dresy, słowem -
margines społeczny.


A może miała być to nowatorska wśród busiarzy metoda zwalczania kolejowej
konkurencji? :-
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski

A ja byłem w Olsztynie...

| Co ciekawe w Olsztynie istnieje 30 linii autobusowych co przy
rozmiarach
| tego miasta jest ilością zawrotną. Konkurencją do MPK jest firma OK
| która ma bilety w tej samej cenie co MPK ale jedni drugich nie
honorują.
| Firma OK korzysta z mikrobusów Mercedes oraz Fiat.

No i taki mikrobusik niedawno (jakis miesiac temu) mial okropnie
wygladajacy wypadek. Mianowicie wbil sie calym przodem pod tyl
ciezarowki. Z przodu nic nie zostalo. Chyba nikt nie zginal, az
dziwne. W radiu nadali, ze w Olsztynie byl wypadek autobusu, wiec
wlaczylem tv i sie zdziwilem, kiedy nie pokazali zadnego autobusu ;-)
Przypomnial mi sie takze tragiczny wypadek z poczatku lat '80 (chyba),
kiedy to autobus linii 7 (lub 13) wpadl pod pociag na przejezdzie na
drodze do os. Dajtki. Po tym wydarzeniu przebudowano przejazd i teraz
jest tam wiadukt kolejowy.

Katowice-Kluczbork-Poznań, pociągi lokalne i dalekobieżne

taka sama sytuacja był a kiedyś we Wrześni jak swego czasu był wypadek kolejowy w Pobiedziskach, wszystkie składy z Gdyni i Olsztyna na poznań i Wrocław jechały wtedy tamtędy.Piękny widok, choć pewno nie dla pasażerów,ale mimo objazdu spóźnienia wyniosły po 25-28 min.co do Linii Ostrów Wlkp- Kluczbork- Katowice i Ostrów - Wrocław warto by było w nie trochę zainwestować .

Tu stacja Olsztyn!!!

Rozbita lokomotywa, leżąca od dziesięciu dni przy torach w Stawigudzie, doczekała się swojego końca. W sobotę podniósł ją gigantyczny dźwig. Dalej pocięta na kawałki pojechała na kolejowy złom w Olsztynie.Osiemdziesięciotonowy elektrowóz leżał przy nasypie kolejowym w podolsztyńskiej Stawigudzie od wypadku 16 maja. Wtedy wykoleił się razem z dwoma wagonami po zderzeniu z ciężarówką na przejeździe.Wagony usunięto, ale lokomotywa musiała poczekać na specjalny dźwig. Do tego czasu pracownicy PKP w dzień i w nocy pilnowali jej przed złomiarzami.

- Gdyby nie to, w ciągu kilkunastu godzin zniknęłyby najcenniejsze elementy lokomotywy - mówi Franciszek Pietrzak, naczelnik działu Technicznego Zakładu Taboru PKP w Olsztynie. - Same części z miedzi warte są kilkanaście tysięcy złotych.

Po sześciu godzinach pracy w upalnym słońcu a lawetę zapakowano wreszcie ostatnią część lokomotywy, czyli wielkie 17 metrowej długości i ważące ponad 30 ton nadwozie.

Chwilę później prowadzony przez pilota konwój z prędkością 50 kilometrów na godzinę ruszył do Olsztyna. Sam przejazd ulicami Olsztyna trwał ponad godzinę. Lokomotywa spoczęła na placu Zakładu Taboru PKP przy ulicy Marii Zientary-Malewskiej. Tam zostanie pocięta na złom, a jego części posłużą do napraw innych lokomotyw.

Źródło:Gazeta Olsztyńska

Przydrożni mordercy - DRZEWA !!!

Brawura i alkohol
Podczas weekendu w wypadkach drogowych zginęły dwie osoby, a pięć kolejnych trafiło do szpitali. Pod Szczytnem kierowca Skody próbował ominąć przejazd kolejowy. Samochód wypadł z drogi i przewrócił się w rowie na dach.
Jeden z pasażerów zginął na miejscu, ponieważ - jak mówią policjanci - nie miał zapiętych pasów bezpieczeństwa. Druga osoba zginęła pod Ostródą. Młody kierowca Forda stracił panowanie nad autem i uderzył w drzewo. Zginęła 15-letnia pasażerka, dwie osoby zostały ranne. Kierowcy pobrano krew do badań na zawartość alkoholu. Nie ma natomiast wątpliwości, że pijany był kierowca terenowego Land Rovera. Wczoraj w nocy pod Dźwierzutami 58-letni mężczyzna nie zmieścił się w zakręcie i staranował ogrodzenie posesji przy drodze. Rozpędzone auto przejechało jeszcze kilka metrów i z impetem uderzył w ścianę garażu. Mur runął i uszkodził stojący w garaży samochód. - Kierowca miał półtora promila alkoholu w wydychanym powietrzu - informuje Anna Siwek, rzeczniczka KWP w Olsztynie. Grożą mu 2 lata więzienia i utrata prawa jazdy na 10 lat.


http://www.wm.pl/index.php?ct=home&id=770503

Wątek o wypadkach kolejowych - najnowsze zdarzenia

Ciężarówka zderzyła się z pociągiem

W piątek rano (28.03.2008 - dop. grzesiek) na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Jonkowie koło Olsztyna ciężarówka zderzyła się z pociągiem osobowym.
Kierowca wywrotki wjechał na niestrzeżony przejazd kolejowy i zderzył się z pociągiem pospiesznym relacji Gdynia–Białystok.
- Dwie osoby zostały lekko ranne: maszynista i kierowca mercedesa. Zostali przewiezieni do szpitala. Pociąg nie został dopuszczony do dalszej jazdy - informują policjanci z KWP w Olsztynie.

Źródło: http://gazetaolsztynska.wm.pl/Ciezarowk ... id=24&pg=1

Pod tym linkiem znajduje się także obszerna fotorelacja z miejsca wypadku. Ucierpiała EP07-339 prowadząca tego dnia pospieszny P 51114 "Biebrza"

[Radio] Katastrofa kolejowa koło Świecia - 15.11

To już drugi tak tragiczny wypadek kolejowy spowodowany przez nieostrożnych kierowców tirów.


Trzeci - w podobnych okolicznościach życie stracił maszynista EU07-496 z MD Olsztyn, który wjechał na tira na jednym z przejazdów na linii nr 9 w okolicach Działdowa. Tam na przejeździe niestrzeżonym zgasł silnik ciężarówki wypełnionej piaskiem - kierowca zamiast pobiec do odległej o kilkaset metrów budki dróżnika kolejnego przejazdu poszedł szukać pomocy we wsi... Lokomotywa oczywiście też uległa kasacji...

Po pijanemu, traktorem, wprost pod pociąg

Osiem lat więzienia grozi 62-latkowi, który jadąc po pijanemu ciągnikiem wjechał na niestrzeżony przejazd kolejowy, wprost pod nadjeżdżający pociąg - informuje Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie.

Do wypadku doszło w miejscowości Wilamowo (woj. warmińsko-mazurskie). Maszynista nie miał szans wyhamowania przed wjeżdżającym na przejazd kolejowy traktorem. Pociąg uderzył w ciągnik. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Przybyła na miejsce policja zbadała stan trzeźwości kierujących pojazdami. Okazało się, że 62-letni traktorzysta miał ponad jeden promil alkoholu w organizmie.

Wiesław K. odpowie za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości, oraz za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Grozi za to do ośmiu lat więzienia.

Źródło: Wirtualna Polska

Wypadek w Aniołowie k. Pasłęka

Witam!

Wczoraj wydarzył się wypadek kolejowy k. Aniołowa k. Pasłęka (obecny powiat elbląski), niestety zginął kierowca gimbusa.

http://www.wm.pl/Index.ph...lblag&id=824235

Ok. 10 rano wyjechał z Olsztyna, zestaw aby podnieść wykolejony pociąg EN-57 522. Pojechał„specjalistyczny sprzęt” niebieski dźwig kolejowy (stojący na co dzień koło wieży ciśnień PTMKŻ KMK Olsztyn) plus wagon otwarty na kruszywo (nie mam pojęcia jak się powinno go nazwać, na Forum nauczyłem się rozpoznawać tylko ryflaki... ). Całość ciągnięta była przez jedną z olsztyńskich SM-42, pomalowaną błyszczącą farbą. Niestety nie ma mam zdjęcia.

Pozdrawiam

PS kolejność była chyba taka: SM42+wagon+dźwig

[Okolice Kętrzyna] Pociąg uderzył w autobus PKS

Tu napisali wiecej

interia.pl

Młoda kobieta zginęła na miejscu w wyniku zderzenia autobusu z pociągiem relacji Ełk- Wrocław, do którego doszło w poniedziałek ok. południa w miejscowości Biedaszki Duże (Warmińsko-Mazurskie). Przez 3,5 godziny ruch pociągów na odcinku Ełk-Olsztyn był wstrzymany.

Kierowca autobusu powiedział policjantom, że widział zbliżający się pociąg, próbował hamować, lecz na śliskiej nawierzchni pojazd nie mógł się zatrzymać. Z tego powodu podjął próbę przejechania przez przejazd przed pociągiem.

- Pociąg uderzył w tył autobusu opuszczającego przejazd. Kierowca był trzeźwy. Autobus należał do prywatnego przewoźnika i jechał z Olsztyna do Kętrzyna. Podróżowało nim osiem osób - poinformowała rzeczniczka warmińsko-mazurskiej policji, Anna Siwek.

W pierwszych doniesieniach na temat wypadku policja informowała o czterech rannych osobach. Jak się jednak okazało, wszystkim z nich udzielono pomocy na miejscu i - według policji - "nie było potrzeby przewożenia ich na dalsze leczenie".

Zespół prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie poinformował również, że wypadek wydarzył się na niestrzeżonym przejeździe (nie na strzeżonym, jak wstępnie informowano - red.), wyposażonym w ostrzegawczą sygnalizację świetlną.

Po zbadaniu miejsca wypadku przez policję i prokuratora, na odcinku między Ełkiem i Olsztynem przywrócono już ruch kolejowy.

Kolejna ofiera ...przepisów i zakazów...

GO -> GM
cytuje :
Morąg: 79-letnia kobieta zginęła pod kołami pociągu

79-letnia kobieta mimo opuszczonych rogatek weszła z psem na przejazd kolejowy. Została potrącona przez pociąg osobowy relacji Elbląg - Olsztyn. Zginęła na miejscu.

Wypadek zdarzył się w niedzielę rano. 79-letnia kobieta, która była z psem na spacerze przechodziła przez przejazd kolejowy. W związku z remontem ulicy Przemysłowej, w tym miejscu na stałe opuszczone były rogatki i nie było
możliwości, aby tamtędy przejechać, czy przejść. Być może kobieta nie usłyszała nadjeżdżającego składu osobowego relacji Elbląg - Olsztyn. 79-latka zginęła na miejscu. Maszynista składu był trzeźwy.

czemu zawsze ludzie ignorują zakazy czy znaki ? a później dzieje się tragedia...

jedni sobie przejdą przez przejazd... inni będą pili za kółkiem... inni pojadą 200km/h bo 80 za mało

poco komu przepisy i zakazy ?

Więcej szczęścia niż rozumu - wypadek kolejowy

w niedzielę wracałem z podyplomówki, wyjechałem z dworca głównego w Olsztynie, po pewnym czasie w okolicach wiaduktu na Łynie, tuż przed dworcem zachodnim pociąg zaczął ostro hamować. Okazało się, że pod pociągiem jest człowiek.Ku zdziwieniu wszystkich nic mu się nie stałao. Był zupełnie pjany, obok niego na wiadukcie leżała pusta butelka po wódce i butelka od biedronkowej wody mineralnej z czerwonym płynem w środku, a jemu oprócz mocnego upicia nic nie bylo. Wezwano oczywiście karetkę i policję wskutek czego pociąg miał 17 min opóźnienia, a na dworcu w Toruniu robiły się z tego powodu inne opóźnienia itd.

Mam oczywiście zdjęcia z akcji :D



















Trzeba przyznać, że służby miały trudny dostęp do miejsca, gdzie kolo zrobił sobie piknik. A najbiedniejsi w tym wszystkim byli maszynista i kierownik pociągu, byli tak zestresowani, aż ich trzęsło.

P.S. Uważaj na torach...

SP47


Co sie stalo z tymi maszynami, czemu na stanie PKP pojawily sie tylko 2
szt, ten dizelek mial chyba Vmax 140km, wiec zapowiadalo sie niezle...


Niestety, na PKP tak to czasami bywalo (i nadal bywa), ze co dobre
(przydatne i sprawdzone), to deficytowe. W polowie lat 70-ych konstrukcja
SP47 lokowala ta maszyne w czolowce europejskiej i wskazywala na to, ze
polski przemysl maszynowy odrobil straty i zaleglosci, przynajmniej w
dziedzinie budowy spalinowych lokomotyw liniowych. Niestety - big brother
chcial miec zbyt na swoja "nader nowoczesna" lokomotywe M62, poza tym
pewna role odegraly tutaj zapewne wgledy strategiczne - unifikacja pewnej
czesci taboru w obrebie bloku sprawila, ze w razie konfliktu daloby sie
przerzucic czesc maszyn z zaplecza w glebi ZSRR czy nawet zalog lokomotyw,
bo w koncu po wymianie wozkow to wsio ryba - ST44 czy M62. Oczywiscie
przydatnosc kolei w wypadku realnego konfliktu bylaby czysto teoretyczna -
przy celnosci bombardowan czy samokierowanych pociskow dalekiego zasiegu
(chyba juz byly wtedy) ofiara padlyby natychmiast wszelkie duze mosty,
wazne wezly, etc... co skutecznie sparalizowaloby ruch kolejowy w calym
kraju.
Ale wracajac do SP47. Jak slyszalem, najpowazniejszym felerem, ktory
objawil sie po jakims czasie eksploatacji, byl silnik - 16-cylindrowy
diesel, pochodzacy z tej samej serii, co zastosowane w SP45 i SU46
dwunastocylindrowce (chyba w zasadzie to samo co w SU46 + 4 garnki).
Konkretnie chyba zle zaprojektowany wal korbowy. Z powodu jego usterki
wlasnie w maju(?) 1997 roku zostala odstawiona jeszcze jezdzaca SP47-001 i
juz jej nie naprawiono - koszt naprawy oscylowal podobno w kwocie, za
ktora zwykle naprawia sie dwie sztuki SU46. W zeszlym roku pocieto w
Olsztynie 002, a jej odcieta czolownica widziana byla jeszcze jakis czas
pozniej na zlomie w Sokolowie Podlaskim (firma zlomujaca byla wlasnie z
tego miasta). 001 zewnetrznie odremontowano i obecnie znajduje sie w
skansenie w Koscierzynie. Podobno do pelni szczescia brakuje tylko
sprawnego silnika.
A jak maszynisci, niegdys na SP47 jezdzacy, wspominaja ta lokomotywe? Ja
mialem stycznosc tylko z jednym, cytuje: "TO BYLA MASZYNA!"

Pazdrawiam Swiatecznie

Maciej

Tu stacja Olsztyn!!!

Sebastian jaki związek z wątkiem "TU STACJA OLSZTYN" ma wypadek kolejowy w Marcinkowie ???

Kierowco, upewnij się! O przejazdach kolejowych.

Co zrobić, żeby kierowcy bardziej uważali przejeżdżająć przez tory? Czy niestrzeżone przejazdy powinny zostać zlikwidowane?



Nie powinny! W ogóle nie rozumiem sformułowania "zlikwidowane". Chyba chodzi raczej o "zabezpieczone".

Podstawowym czynnikiem decydującym o zakwalifikowaniu przejazdu kolejowego do danej kategorii (a co za tym idzie, o zastosowaniu odpowiednich urządzeń ostrzegawczych) jest natężenie ruchu drogowego i kolejowego w danym miejscu. Bierze się pod uwagę także lokalne uwarunkowania, takie jak na przykład ograniczona widoczność.

Jeżeli ruch drogowy i kolejowy jest, powiedzmy, przeciętny (a tak jest w przypadku Aniołowa, mówimy bowiem o jednotorowej zelektryfikowanej linii Olsztyn Główny - Bogaczewo), to konieczność stosowania urządzeń zabezpieczających jest wątpliwa. Kierowca ma się po prostu rozejrzeć, a jeżeli widoczność utrudniona jest ze względów atmosferycznych, stosuje się dodatkowo nasłuch. Pociąg to nie rower - słychać go z daleka, zwłaszcza, gdy panuje duża wilgoć (np. podczas zamglenia).

Oczywiście, jestem za tym, aby zabezpieczać jak najwięcej przejazdów, ale pamiętajmy, że swoje robi ekonomia.

Życie ludzkie jest najcenniejesze, ale w przypadku omawianego tematu zależy ono przede wszystkim od kierowcy. Wszelkiego typu zabezpieczenia to tylko pomoc.

Pozdrawiam!

PS:

Jak zminimalizować ryzyko wypadków na przejazdach? Proste!

1. Zatrzymać się przed KAŻDYM przejazdem kolejowym na KAŻDEJ linii kolejowej.
2. W przypadku złych warunków atmosferycznych stosować nasłuch.
3. Stosować zasadę ograniczonego zaufania w stosunku do człowieka i urządzeń.
4. Nie jeździć na pamięć.
5. Uczyć powyższych zasad innych kierowców.

Kolejny wypadek na przejeździe...


Wypadek byl w samych Kielcach. Niestrzezony przejazd pomiedzy
stacjami Kielce a Kielce Bialogon, 150 metrow od dawnej nastawni
Bialogonu. Ruch kolejowy byl wstrzymany. O wstrzymaniu ruchu samochodowego
ciezko mowic, bo jego natezenie na tej bocznej drodze jest znikome.
Przyczyne ciezko ocenic, ale raczej nie byla to kwestia warunkow ani
pogodowych ani geometrii przejazdu.


To teraz wszystko jasne - tam jest droga pomiędzy ul. Krakowska a ul.
Biesak - kilka samochodów na godzinę - a widoczność pociągów zwłaszcza od
strony Kielc jest doskonała.

http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070127/POWIAT0104...

Śmierć na przejeździe
77-letni kierowca volkswagena golfa zmarł w chwilę po tragicznym zderzeniu
samochodu z pociągiem.
Do wypadku doszło na niestrzeżonym przejeździe kolejowym na kieleckim
Biesagu.

Usłyszałem potworny huk - opowiadał wstrząśnięty mieszkaniec dzielnicy
Biesag, Ryszard Fiuk. - Wybiegłem z domu i zobaczyłem zmiażdżony samochód
koło przejazdu. W aucie siedział człowiek. Jeszcze oddychał i poruszał
ustami. Natychmiast zawróciłem i pobiegłem do brata, żeby zadzwonił z
komórki na pogotowie. Jak przyjechała karetka, kierowca już nie żył.

Do tragedii doszło wczoraj około godziny 14. Volkswagen golf wjechał na
niestrzeżony przejazd kolejowy od strony ulicy Biesag, prawdopodobnie
chciał dotrzeć do ulicy Krakowskiej. Dlaczego się nie zatrzymał, gdy
nadjeżdżał pociąg?

To będzie ustalać policja. Skład relacji Olsztyn - Kraków jadący od strony
kieleckiego dworca zatrzymał się kilkaset metrów dalej od miejsca zderzenia
z autem. Pociąg najechał na tył samochodu. Do połowy zgnieciony golf spadł
z nasypu przy przejeździe.

Siła zderzenia była tak duża, że z auta wypadł zbiornik z gazem, który
zaczął się ulatniać. - Nie możemy zabrać butli, ponieważ jej zawory są
uszkodzone - mówił Michał Seweryn z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 3. -
Musimy ją zabezpieczać do momentu, aż gaz się powoli nie ulotni. W
przeciwnym razie mogłoby dojść do wybuchu.

Z wstępnych relacji maszynisty pociągu wynika, że samochód powoli wtoczył
się na przejazd, a kierowca nie reagował na sygnały dźwiękowe - powiedział
Tomasz Kaczmarczyk z biura prasowego kieleckiej policji. - W momencie
zauważenia samochodu maszynista zaczął hamować, ale przy tej masie maszyny
droga hamowania jest bardzo długa. Pociąg uderzył w tył samochodu, gdy ten
opuszczał przejazd.

Policja i specjalna komisja kolejowa będą ustalać, z jaką prędkością jechał
skład. Kolejarze stwierdzili, że na tym odcinku pociągi osiągają szybkość
do 80-100 kilometrów na godzinę. - To nie pierwszy wypadek na tym
przejeździe - mówili mieszkańcy Biesagu, którzy zebrali się na miejscu
tragedii. - Przed laty zginęła tu moja 2,5-letnia siostra - dodał Ryszard
Fiuk.

[pr] Podlasie staje się powoli Turkmenistanem

Do Warszawy raczej busem

www.gazeta.pl/bialystok

Prywatni przewoźnicy odbijają kolei pasażerów, głównie tych, którzy często
jeżdżą do Warszawy. Firmy oferują tańsze bilety, większy komfort jazdy i
dostosowują się do potrzeb podróżnych, np. zawożą ich bezpośrednio na
lotnisko Okęcie
"Zapomnij o tłocznych pociągach i szarych przedziałach" - tak swoje usługi
reklamuje na stronie internetowej Podlasie Express. Firma działa na
białostockim rynku od dwóch lat.

Jak powiedział nam Bogdan Ostrowski, szef Podlasia Express, co roku do

klientów nie narzeka, gdyż dla coraz większej liczby białostoczan Warszawa
jest miastem, gdzie: pracują, studiują i regularnie robią zakupy.

- Jest ogromne zapotrzebowanie na takie usługi, wszystko wskazuje na to, że
takie firmy jak my będą zabierać PKP kolejnych klientów. Już teraz mamy
stałych pasażerów wśród lekarzy, studentów i wykładowców - mówi Ostrowski. -
Zresztą w Lublinie [mieście o porównywalnej wielkości - red.] działa
kilkunastu prywatnych przewoźników oferujących kursy do stolicy. Niemal co
pół godziny odjeżdża stamtąd jakiś bus do Warszawy.

Komfort i niższe ceny

Zdaniem Ostrowskiego prywatni przewoźnicy są mocną konkurencją dla kolei z
trzech powodów. Oferują wyższy komfort jazdy (w busie mieści się kilkanaście
osób, jest klimatyzacja, DVD), dostosowują się do ich potrzeb (bus
zatrzymuje się w centrum Warszawy lub na lotnisku Okęcie).

I przede wszystkim mają tańsze niż kolej bilety. W Podlasie Express kurs do
Warszawy kosztuje 26 zł (bilet ulgowy dla młodzieży szkolnej i studentów- 20
zł) zaś normalny bilet kolejowy - 34 zł (bilet ulgowy - 22 zł). Pierwsza
klasa - ponad 50 zł (normalny).

dojazdu jest taki sam jak pociągu, czyli 2,5 godz. - mówi Agnieszka
Szymańska, która w Warszawie kończy kurs grafiki komputerowej. - Poza tym w
busie, jeżeli jadę rano lub wieczorem, mogę spokojnie zasnąć - wiem, że nikt
mnie nie okradnie.

Strach przed konkurencja jest

Robert Nowakowski, dyrektor podlaskiego PKP, nie ukrywa, że czuje oddech
prywatnych przewoźników na plecach. Ale nawet nie stara się obiecać niższych
cen biletów. - Prywatne firmy mają zdecydowanie niższe koszty transportu. My
musimy sporo zapłacić za korzystanie z torów, co odczuwają pasażerowie w
cenie biletów - mówi Nowakowski. - Ludzie przesiadają się do busów, dlatego
strach przed konkurencją jest. Ale znaczącego spadku liczby podróżnych
jeżdżących z nami do Warszawy nie zauważyliśmy.

Zdaniem Nowakowskiego ludzie ciągle wybierają kolej, gdyż ten środek
lokomocji - jeżeli weźmie się pod uwagę ilość wypadków - jest wciąż
najbezpieczniejszy. Poza tym z roku na rok poprawia się wygląd przedziałów,
wagony są sukcesywnie remontowane.

Nie wierzy również w czarny scenariusz, że za parę lat na trasach do
Warszawy, Olsztyna czy Lublina kursować będą tylko prywatni przewoźnicy. A
pociągi będą kursowały jedynie do Szczecina lub Zakopanego.

- Nie jesteśmy taką metropolią, żeby z tych kursów wszystkie prywatne firmy
mogły się utrzymać. Przepustowość dróg w naszym kraju też jest ograniczona -
mówi Nowakowski. - Osobiście życzyłbym sobie, żeby nastąpiła jakaś
współpraca między przewoźnikami i nami.

od Arona - nie uważacie że to jest skandal, że Nowakowski chce współpracy
między busiarzami a PKP? Jak PKP może się zniżać do współpracy z
TUrkmenistanem?

pozdrawiam aron

Pisz nie jeździ


Za rok polecą Mikołajki i będziemy mieć jedną wielką dziurę na Mazurach.


Na jakich Mazurach??? Ta dziura obejmuje już Zalew Zegrzyński! Gdyby nie
podsył szynobusu na linię sierpecką przez Radzymin + sezonowy "Zegrzyk",
dziura sięgnęłaby samej Warszawy, ronda "Żaba" chociażby! Gdyby choć linię
Ostrołęka - Szczytno reaktywować, w miejsce jednej wielkiej dziury zrobiłyby
się dwie mniejsze, choć nadal ogromne. Ale niedasie :-( A jeśli istotnie
polecą Mikołajki, a Kible Mazowieckie odpuszczą sobie zabawę w reaktywację
linii Legionowo - Tłuszcz, to płynąc jachtem z Warszawy na Mazury, pomiędzy
Żeraniem a Giżyckiem nie napotkam żadnej linii z czynnym ruchem pasażerskim.

z terenu nienajgorzej obdarowanego liniami kolejowymi w przeciągu 60 lat
robi się pustynie jedynie z magistralnymi i 2-ma lokalnymi.


Wcale nie tak nienajgorzej. Od czasu gdy swołocz sobacza wywiozła na wschód
szyny "w celu posrebrzenia" m. in z linii Giżycko - Orzysz - Pisz oraz
Ruciane - Mrągowo - Reszel, na obszerze Mazur sawał się odczuć brak linii w
kierunku południkowym. To dlatego nie funkcjonował tam praktycznie lokalny
ruch kolejowy (bo kto chciałby jechać z Piszu do Giżycka przez Ełk lub
Szczytno?, a komunikacja z centrum kraju odbywała się naokoło: przez Olsztyn
lub Białystok. Do tego już dziś na magistralnej linii Białystok - Ełk nie ma
ruchu lokalnego.

Ale ta choroba postępuje - najpierw pokryła okolice Lublina


Prawdę mówiąc tam niewiele co mogło polecieć: tylko Lublin - Łuków
plus "końcówki" jak Włodawa i Hrubieszów. Oraz oczywiście ruch lokalny na
Rejowiec - Zamość i Munina - Zamość.

- później zaatakowała kwadrat ostrołęcki i już niewiele brakuje, żeby  
poległ do końca,


Warszawka czyli beton z Grójeckiej :-((( - niegdyś CDOKP, potem MZPR. To
chyba zrozumiałe że musieli dać przykład reszcie kraju. Zresztą nawet i w
świetlanych latach PKP największa w kraju dziura była właśnie pod Ostrołęką:
obejmowała stacje węzłowe: Ostrołęka - Wielbark - Szczytno - Ełk - Białystok -
 Łapy. Ślepą końcówkę Śniadowo - Łomża pomijam.

a ostatnio zaraził się Sierpc i okolice


Tam też wielka dziura się kroi: Warszawa - Kutno - Toruń - Iława - Działdowo -
 Warszawa. Od Warszawy po Toruń, od Kutna po Iławę. Wewnątrz niej ślepe
ogryzki Kutno - Płock, Nasielsk - Sierpc, Jabłonowo Pom. - Brodnica.

jak KM ustąpią to już niewiele zostanie.


Raczej jak mazowiecki samorząd przestanie pompować niebotyczną kasę w coś co
kiedyś stanowiło cedeokapowski beton :-(
Teraz warto zwrócić uwagę na wschód: tylko patrzeć jak przy współudziale
betonu białostockiego padnie Siedlce - Czeremcha - Białystok, i w takim
wypadku wprost z rembertowskich lasów dojdziemy do łukaszenkolandowego raju,
nie potykając się po drodze o szyny po których jeżdżą pociągi pasażerskie.

Zakładając ciągnący się scenariusz wzrostu kosztów kolejowego transportu
pasażerskiego jest jeszcze trochę linii, które nie przeżyją PKP..


Obawiam się że PKP przeżyje wszystkie linie, może poza E20 i E30 które jako
linie znaczenia międzynarodowego zostaną oddane w pacht europrzewoźnikom.
Będziemy mieli takie niedostępne w komunikacji krajowej "Wltawy" relacji
Kunowice - Terespol oraz Zgorzelec - Medyka. A pekapa pozostanie, w
roli "wykształciuchów" tłumaczących społeczeństwu, dlaczego Polski nie stać
na kolej, a jedynie na busy :-(

Pozdrawiam
Tomek Janiszewski

PKP kusi pasażerów tańszymi biletami

Kolejarze ruszają do walki o klientów. I obniżają ceny za przejazdy na trasach, gdzie teraz najczęściej pasażerów wożą prywatne autobusy.

Dotychczas PKP konkurencji drogowych przewoźników jedynie się przyglądała. A kolejni pasażerowie zamiast jechać pociągiem, przesiadali się do małych autobusów. Dla podróżnych decydująca była cena biletu, w busach nawet o kilka złotych niższa niż w PKP. I tak w wielu miastach prywatne linie całkowicie zdominowały podmiejskie przewozy. Z Olsztyna codziennie tylko do Olsztynka jest ponad 20 kursów. Podobnie setki osób do pracy i szkół w Olsztynie dojeżdża autobusami z Dobrego Miasta, Lidzbarka Warmińskiego czy Ostródy.

Ulga wabikiem na pasażera

To duży rynek, o który państwowa kolej postanowiła powalczyć i odzyskać pasażerów. Dlatego w całym kraju kolejarze zlecili badania sondażowe, które miały pokazać, jakie trasy są najpopularniejsze i ile ludzie są w stanie zapłacić za bilet. W efekcie wybrano 50 odcinków, które obejmie oferta "Połączenie w dobrej cenie". I tak od 16 listopada mieszkańcy Lubelszczyzny, Podkarpacia, Górnego Śląska, Warmii i Mazur będą jeździli taniej.

Promocja dostosowuje ceny za przejazd do możliwości finansowych mieszkańców tych rejonów. - Popyt na usługi na tych odcinkach jest duży, a my obniżając ceny chcemy oczywiście przekonać ludzi, aby ponownie podróżowali pociągiem - mówi Paweł Ney, rzecznik prasowy PKP Przewozy Regionalne.

I podaje argumenty, które mają świadczyć o przewadze kolei. - Porównując, ile ludzi zginęło w ostatni weekend na drogach, kolej jest najbezpieczniejszym środkiem transportu, a na dodatek bardziej ekologicznym - dodaje rzecznik.

Z nowej taryfy w naszym regionie ucieszą się na razie mieszkańcy Olsztynka i Dobrego Miasta. Dotychczas za bilet kolejowy do tych miast trzeba było zapłacić 7,50 zł. Teraz cena ma być obniżona do 5 zł za kurs do Olsztynka i 4 zł do Dobrego Miasta. W pierwszym wypadku to tyle samo, a w drugim o 50 gr drożej niż kosztuje przejazd busem. Bilet promocyjny będzie ważny przez cały dzień, niezależnie od godziny wyjazdu w wagonach 2. klasy pociągów osobowych. Będzie można go kupić zarówno w kasie, jak i u konduktora. Ale największym wabikiem mogą okazać się ulgi, których nie ma przy jednorazowych biletach na busy. - Ulgowy będzie mnie kosztował raptem 2 zł i bez wahania przesiądę się do pociągu - mówi Krzysiek, który z Dobrego Miasta dojeżdża do szkoły w Olsztynie.

- Chcemy odebrać busom cześć pasażerów - przyznaje Antoni Orłowski, zastępca dyrektora PKP PR w Olsztynie. - Zamiast tłoczenia się jak śledzie w beczce, mogą podróżować bardziej komfortowo pociągiem.

Do Ostródy też może być taniej

Wczoraj, kiedy dzwoniłem do Inter-Trans Kobus, firmy, która obsługuje kilka podmiejskich linii, pracownicy o obniżce w PKP jeszcze nie wiedzieli. - Ale nie obawiamy się konkurencji. Busy jeżdżą średnio co 30 minut, a pociągów jest tylko kilka w ciągu dnia - usłyszałem od pracownicy.

Mała liczba połączeń kolejowych wciąż daje przewagę małym autobusom. - Na razie tylko na tyle połączeń nas stać. Ale będziemy sprawdzać, jakie zyski osiągniemy z tej promocji, i niewykluczone, że będzie dzięki temu więcej pieniędzy na inne trasy - opowiada Orłowski. - Myślimy też o rozszerzeniu oferty i uruchomieniu taniego połączenia do Ostródy.

Dołączenie tego miasta do oferty mogłoby już poważnie zagrozić busom. Do Ostródy codziennie jeździ kilkanaście pociągów.

Także PPKS Olsztyn nie chce pozostać w tyle w walce o pasażerów. O ile dłuższy czas dojazdu, ze względu na zatrzymywanie się często na przystankach, wciąż nie zachęca do jazdy pekaesem, to o wybranych godzinach można pojechać w cenach o około 50 gr taniej niż u konkurencji.

Źródło: Gazeta Wyborcza Olsztyn

"Najpiękniejszy pociąg na świecie"

Czego misski nie zobaczyły

Stanisław Bareja, autor najlepszych polskich komedii, byłby pod wrażeniem tego, co działo się na katowickim dworcu kolejowym przed przyjazdem finalistek konkursu Miss World 2006.

Pracownicy PKP stawali na głowie, by obskurny gmach nie przyprawił podróżujących pociągiem piękności o mdłości. Brudny i śmierdzący dworzec kolejowy jest jednym z najbardziej wstydliwych punktów na mapie Katowic. Kto może, omija to miejsce z daleka. Misski nie miały takiej możliwości, bo pociąg przywiózł je w sam środek koszmaru. Pracownicy PKP zadbali jednak, żeby piękności nie musiały oglądać tego, co zwykli podróżni.
Na wszystko jest sposób

Niezorientowanym, gdzie wysiądą finalistki konkursu, mógł służyć za przewodnika rozchodzący się w powietrzu zapach lizolu. Żeby nie było za dobrze, wymyto tylko tę część dworca, przez którą miały przejść dziewczyny. Reszta śmierdziała jak zwykle.

Wypucowane schody na peron na wszelki wypadek zablokowano rozciągniętą w poprzek taśmą. Sokiści pilnowali, by nikt ich nie zadeptał.

Odrapane ławki na peronie przykryto... niebieskim suknem. Znalazł się też sposób na nieczynne od lat ruchome schody, powybijane szyby i napisy na ścianach. Zasłoniły je plansze reklamujące koleje regionalne.
Resztę zasłonili pociągiem

Skrajny peron wybrano specjalnie. Jest jedynym, na którym obleśny asfalt zastąpiła nowa kostka brukowa. Poza tym można z niego wyjść z dworca najkrótszą drogą, omijając najbrzydsze zakątki.

Po drugiej stronie peronu kolejarze podstawili błyszczący nowoczesny i... pusty pociąg, który można oglądać w... kolorowych folderach. Zasłonił on pozostałe perony i zdewastowaną część dworca.

-ĘPatrz pan, nawet do koszy na śmieci powkładali nowe niebieskie worki -Ęnie mogli się nadziwić ci, co przyszli podziwiać najpiękniejsze kobiety świata.

Gdy misski odjechały w dalszą drogę autobusami, wszystko zaczęło wracać do śmierdzącej i brudnej normy. Zniknęły sukna i zasłaniające brud reklamy. A katowiczanie tylko wzdychali: przez chwilę było tu tak pięknie...
Tu też jest brzydko!

W Olsztynie, wypieszczonym na zewnątrz (lśniące elewacje, kostka brukowa, kwietniki) najciemniej pod latarnią, czyli przy ratuszu. 100-150 metrów od niego, przy ulicy Curie-Skłodowskiej czy Wyzwolenia, koszmarne widoki, smród, brud i ubóstwo.

Podobnie w Warszawie. Chyba najgorzej jest w stołecznym Chinatown, czyli w okolicach Stadionu Dziesięciolecia, gdzie handlują Wietnamczycy. Wczesnym popołudniem wszędzie walają się brudne kartony.

We Wrocławiu są miejsca pasujące klimatem do katowickiego dworca. Wystarczy opuścić rynek i przejść się ulicami pobliskiego Śródmieścia. Dziury po pociskach w odpadającym tynku, na ulicach psie kupy, którymi usiane są chodniki.



http://www.superexpress.pl/se/index.jsp?place=mainLead&news_cat_id=40&news_id=120321&scroll_article_id=120321&layout=1&page=text&list_position=1

Bomby mkną też po szynach

[Nowości] http://www.nowosci.com.pl

    Bomby mkną też po szynach

    Podobnie jak na głównych drogach, być może również na kolejowych torach
powinny pojawić się "czarne punkty". W naszym województwie taką rolę pełni
magistrala Śląsk - Porty, a szczególnie stacja Twarda Góra.
    Niedziela, 14 listopada, godz. 11. Niewielka lokalna stacja kolejowa o
nazwie Twarda Góra w połowie trasy Bydgoszcz - Gdańsk. Skład towarowy jadący
z kierunku Gdańska w stronę Bydgoszczy mija właśnie przejazd kolejowy, kiedy
nagle z szyn wyskakują cztery wagony, w tym dwie cysterny i z hukiem
przewracają się na bok, na sąsiedni tor. W jednej z nich jest kwas siarkowy.
Na szczęście metal wytrzymał, nic z cysterny nie wyciekło. Trasa została
jednak zablokowana na wiele godzin. Przybyło kilkanaście jednostek straży
pożarnej, w tym specjalistyczna jednostka ratownictwa chemicznego z
Bydgoszczy, a z Tczewa wysłany został specjalny pociąg ratowniczy.
Tym razem do najgorszego nie doszło. Jednak mieszkańcy Twardej Góry
spokojnego dnia ani nocy znów nie mieli. Większość z nich pamięta popołudnie
sprzed prawie dokładnie sześciu lat...
    Szczęściem był żwir
    2 listopada 1998 r. Tuż przed siedemnastą przez Twardą Górę przejeżdża
pociąg towarowy do Gdyni. Liczy sobie czterdzieści wagonów: 25 wypełnionych
węglarek ze Śląska oraz 15 cystern zawierających łącznie 750 ton
epichlorohydryny, służącej do wyrobu m.in. żywic epoksydowych, pianki
poliuretanowej, farb i lakierów. To związek bardzo niebezpieczny, silnie
toksyczny, wybuchowy. Płonie nadzwyczaj łatwo, bo już w temperaturze 28
stopni C, a wydzielają się wówczas silnie trujące chlor, chlorowodór i
fosgen.
Na stacji w Twardej Górze pociąg z cysternami, miast jechać prosto, nagle
skręcił na znajdującą się najbliżej budynku dworca i pobliskich domów,
bocznicę. Stały na niej wagony z kruszywem i dźwig. Katastrofa była w tym
momencie nieunikniona. Maszynista rozpoczął gwałtowne hamowanie. Uderzenie w
stojące wagony przez to było niewielkie, nastąpiło jednak spiętrzenie trzech
cystern z przodu składu, które wypadły z szyn. Jedna z "beczek" pękła.
Epichlorohydryna zaczęła wyciekać. Podczas zderzenia się metalowych mas
zaiskrzyło. Substancja gwałtownie zapaliła się. Jęzory ognia biły w usypaną
między bocznicą a pobliskim domem ponad trzymetrową hałdę żwiru,
wystrzeliwały w górę. Mieszkańcy przydworcowego budynku swoje życie
zawdzięczają właśnie tej hałdzie, usypanej miesiąc wcześniej. W planach był
bowiem remont torowiska na stacji, a piach i żwir miały posłużyć za nową
nawierzchnię pod torami.
Gaszenie 50 ton epichlorohydryny trwało do godzin nocnych, podobnie jak
ewakuacja mieszkańców wsi. Początkowo obawiano się, że skażenie może objąć
nawet znaczny obszar. W pesymistycznych prognozach wymieniano nie tylko
pobliskie Nowe, ale też Świecie, Bydgoszcz, Toruń, Grudziądz i Trójmiasto.
Wiatr jednak sprzyjał. "Chmurę" trujących substancji, powstałych w wyniku
spalania epichlorohydryny, skierował na niezamieszkałe pola, rozciągające
się w stronę Wisły.
    Wagony oparte o dach

    Do katastrofy pociągu wiozącego epichlorohydrynę doszło wówczas w naszym
kraju po raz pierwszy. Inne chemiczne "bomby" na torach w
Kujawsko-Pomorskiem wybuchały jednak i wcześniej. W czerwcu 1975 r. w
Trzcińcu na trasie Bydgoszcz - Inowrocław wykoleiła się cysterna z chlorem.
W maju 1978 r. w okolicach Drzycimia (szlak Grudziądz - Laskowice) podczas
przejazdu pod niskim wiaduktem zerwane zostały zawory na cysternach z
ciekłym amoniakiem. Była to jedna z najbardziej wyczerpujących akcji
ratowniczych w regionie. Na szczęście w obu przypadkach ofiar w ludziach nie
było, jak również nie doszło ani do wybuchu, ani zapłonu.
Pierwszeństwo w zdarzeniach na torach przypadało jednak zawsze szlakowi
Śląsk - Porty. Nie dlatego, by był szczególnie niebezpieczny, czy kolej źle
o niego dbała. Wynikało to z prostej przyczyny: "obłożenia" ruchem tej
linii. Już w 1903 r., świeżo po otwarciu linii, doszło tu do głośnego
wypadku. Na skutek wykolejenia się pociągu na sąsiadującej z... Twardą Górą
stacji Smętowo zginęły 3 osoby a 40 zostało rannych.
W 1987 roku miała miejsce katastrofa na tej linii pod Terespolem Pomorskim.
29 września o 10.14 stojący na tej stacji na bocznym torze pociąg towarowy
miał ruszyć w dalszą drogę po przepuszczeniu ekspresu. Na semaforze było
czerwone światło. W tym czasie zbliżał się do stacji niezatrzymujący się w
Terespolu "Bałtyk" relacji Poznań - Gdynia. Dla niego właśnie na głównym
torze zaświeciło się wolne światło przejazdu. Maszynista towarowego spojrzał
nie na ten semafor co trzeba, uznał omyłkowo, że to on ma wolną drogę i
ruszył. W ten sposób doszło do zderzenia na rozjeździe. Najbardziej
ucierpieli pasażerowie drugiego i trzeciego wagonu ekspresu, bowiem
wyniesione w górę oparły się aż o dach stojącego przy torach budynku. Na
szczęście obydwa pociągi jechały w tę samą stronę, towarowy wolno, bo
dopiero ruszał, więc skutki nie były aż tak groźne, jak można by się
spodziewać. Na miejscu zginęło 5 osób, szósta ofiara zmarła w szpitalu,
gdzie odwieziono też 34 rannych.
    Ledwie trzy lata później znów w Smętowie towarowy wjechał w bok
osobowego "elektryka" ruszającego właśnie do Gdańska. Mimo niewielkiej
prędkości wykoleiła się cała osobówka, lokomotywa i sześć wagonów
towarowych. Rannych zostało 6 osób. Teraz przyszła kolej na cysterny w
Twardej Górze...
    Głośne wypadki kolejowe w Kujawsko-Pomorskiem:
    - Toruń Główny; styczeń 1874 - pośpieszny do Berlina najechał na tył
osobowego do Inowrocławia (bez ofiar)
    - Nakło n. Notecią; styczeń 1932 - osobowy z Gniezna do Nakła najechał
na stojący towarowy (11 rannych)
    - Trzciniec na trasie Inowrocław - Bydgoszcz; listopad 1974 - zderzenie
pociągu osobowego z przetaczanym na boczny tor towarowym (18 rannych)
    - Janikowo; maj 1983 - pociąg pospieszny z Wrocławia do Gdyni najechał
na "zgubione" przez pociąg towarowy wagony; lokomotywa spadła z nasypu do
jeziora
    - Toruń Wschodni; lipiec 1987 - pociąg pośpieszny z Poznania do Olsztyna
najechał na towarowy (8 rannych)
Krzysztof Błażejewski
http://www.nowosci.com.pl/gfx/zd/041118_12.jpg

----------------------------------------------------------

    Otłoczyńskie memento
    Do katastrof kolejowych dochodzi rzadko. To - w porównaniu z komunikacją
drogową - dość bezpieczny środek transportu. Za to z reguły, kiedy już się
zdarzą, odbijają się głośnym echem, bo ich skutki dotyczą wielu osób.
Maszyny i urządzenia, choć tak lubimy zwalać na nich winę, niezmiernie
rzadko zawodzą z przyczyn, których nie da się ustalić albo wcześniej
przewidzieć czy też wykryć i w porę usunąć. Dużo częściej odpowiedzialny
jest człowiek.
Największa katastrofa kolejowa w Polsce i jednocześnie w naszym regionie
miała miejsce w pamiętnym strajkowym sierpniu 1980 r. Wówczas to pod
Otłoczynem na trasie Toruń - Aleksandrów Kujawski stojący na bocznym torze
pociąg towarowy ruszył z nieustalonych przyczyn, przejechał sygnał czerwony
i kiedy znalazł się na zajętym torze, doszło do czołowego zderzenia z
pociągiem pasażerskim. Zginęło ponad 70 osób. Dlaczego maszynista ruszył -
nie udało się ustalić, bowiem i on zginął.
    Wcześniej, bo 3 czerwca 1972 roku na trasie Nakło - Bydgoszcz pomiędzy
stacjami Ślesin i Zielonczyn wykoleił się ostatni wygon przyspieszonego
pociągu relacji Kołobrzeg - Warszawa. Zginęło wówczas 12 osób, a 26 zostało
poważnie rannych. Nie byłoby tylu ofiar, gdyby nie fatalny zbieg
okoliczności: wagon wpadł wprost na przygotowane do wymiany betonowe
podkłady spoczywające obok torów. Powbijały się one przez szyby do wnętrza
wagonu i urządziły masakrę.

Zulawy i Warmia - nowe linie "szybnobusow"

WItam,

Na "Heweliusza" zdecydowalem sie, by wykorzystac moj zakupiony niegdys w
Rumunii bilet do Gdyni, nie Warszawy. Liczylem - naiwny - na intercitowy
luksus, jakiego czesto nie zaznaje. Dostalem rzeznie w wydaniu dziennym.
Kasjerka nie chciala sprzedac miejscowki stojacej, stawierdzajac, ze jeszcze sa
w kl. 1 dla palacych, wiec zeby wsiadac i jesli bedzie miejsce, kupic w
pociagu - a konduktor w pociagu chcial  za stanie na korytarzu 15,80.
Zapytalem, czy poswiadczy na tej miejscowce brak miejsca, zebym mogl dostac

Malborka, naiwnie liczac, ze jakos sie wieczorem dostane do Nowego Dworu
Gdanskiego, gdzie mialem zamowiony nocleg. Znow sie przeliczylem. Nie da sie
tam dostac, a przynajmniej nie udalo mi sie. Po wielu probach, ktore
zaprowadzily mnie nawet do zwiedzania miejsc, w ktorych wrony oraz podmiejskie
autobusy MZK Malbork zawracaja, wrocilem na dworzec. Coz, nie pozostalo nic,
jak wykorzystac bilet do konca i udac sie do Gdyni. Zawsze lubilem jezdzic do
Gdyni - mozna tam obejrzec prognoze pogody (ostrzezenie przed sztormem i
przelotne opady, a nie jak zapowiadali w telewizorni "goracy, bezchmurny
weekend") i "Dar Pomorza" o wschodzie slonca. Zakupilem bilet powrotny do
Warszawy przez Frombork i Ornete (Kornete? Lornete? - Nie mam takiej stacji!) i
pociagiem o 6-tej rano pognalem do Lisewa - zaraz za slynnym tczewskim mostem.
Most rzeczywiscie wyglada ciekawie - jakby po kazdym kolejnym kataklizmie,
ktory go spotykal, dostawiano kawalek z innego mostu. Drogowy jest nawet gorszy
niz kolejowy.
W Lisewie jest tez dawna stacja waskotorowki - tory jeszcze sa, ale poza tym to
stuprocentowa dewastacja.
Nastepnym pociagiem przerzucilem sie do Malborka - Kaldowa, skad stopem do
Nowego Dworu. Spodziewalem sie, ze jest to odrobine bardziej okazale miasto.
Doszedlem na stacje i czekam, czekam, wlocze sie i czekam - az wreszcie, po 10-
tej i po 2 godzinach mojego czekania pojawili sie ludzie od waskotorowki.
Niestety, nikt kogo bym znal. Przyjeli taktyke walki ze wszystkim, co zielone,
wiec do wycinania bogu ducha winnych krzakow bez specjalnego entuzjazmu sie
nieco przylozylem. Ogolnie - nie mialem poczucia, bym robil tam to, co
chcialem, wiec po 13-tej postanowilem jechac dalej. Co tez uczynilem - stopem
do Elblaga.

Tu rozpoczyna sie watek pekapowskich pseudo-autobusow szynowych w mojej
opowiesci. Otoz do Braniewa przez Tolkmicko jedzie jedna bonanza zaprzezona w
SU42-509. Dzieki temu manewrowi zapelnienie osiaga 100 procent: Elblag: 50,
Elb. Zdroj: +25, Tolkmicko +7/-25, Frombork +/-20. Ogolnie - pociag pelny przez
cala droge, najslabsza wymiana pasazerska na przystankach zaraz za Elblagiem.
Jazdy opisywac nie trzeba - po prostu "Koleja Zalewowa" pojechac trzeba, i
jesli ktos chce innym wytlumaczyc swoja pasje, to niech zabierze tych innych na
wycieczke tamtedy. Nawet zbyt razacych ograniczen nie ma - czyzby cos
popoprawiali?

W Braniewie: do Olsztyna SM42 i 3 wagony przedzialowe 2 kl. W nich: 13
pasazerow. Stoi sklad pieknych wagonow pospiecha do Gdyni. Ja pognalem w strone
mostu, zrobic fotki odjezdzajacemu pociagowi do Elblaga, a potem na wjazd
pociagu z Elblaga. Tu: niespodzianka. SU42-513 i ... oczywiscie, jedna bonanza,
pelna ludzi (pasazerowie stojacy). Juz po chwili wracalem tym pociagiem do
Elblaga. A jedzie sie wysmienicie - predkosc jest na calej trasie imponujaca. Z
Braniewa odjezdza 16 osob, w Bemowiznie +2/-5, dalej zaczynaja sie jednak
ciekawe rzeczy. Szeroki tor (jak najbardziej jezdzony) towarzyszy nam stale.
Pierwszy rejon przeladunkowy (Pierzchaly) jest przed st. Chrusciel. W
Pierzchalach dziala rejon, natomiast nieczynna i nieuzywana jest towarzyszaca
mu normalnotorowa stacja towarowa. Chrusciel (+2/-4): tu stacja dziala, z
obsadznymi nastawniami, ksztaltowka, dwoma (!) peronami na torze normalnym. Za
Chruscielem spory kawal tor normalny idzie w towarzystwie dwoch szerokich:
jednego na rejon przeladunkowy Wielkie Wierzno, a drugiego szlakowego.
Pierwszy "szeroki" wjazd na rejon jest blisko, drugi - kawalek dalej. Szlakowy
wglada na jezdzony, ale to chyba drezyna rozbiorkowa...bo kawalek dalej na
odcinku ok. 100 m tor szeroki jest swiezo rozebrany. Dalej jednak pojawia sie
znow - czasami strasznie zarosniety. Dawna stacja Kurowo Braniewskie (+4/-6).
Dalej - czynne (ksztaltowka) Mlynary (+3/0) z eleganckim peronem na odcietym,
szerokim torze. Dalej Slobity - imponujaca stacja, podobnie jak niedaleka ruina
palacu, do ktorej musze sie kiedys wybrac. Bardzo ladny, duzy dworzec i
opuszczone, lecz jeszcze nie zdewastowane nastawnie (ciekawa architektura)
przypominaja o minionej swietnosci. Peron jest olbrzymi, szerszy niz w
Warszawie. Przy drugim nie ma torow. Wsiada 8, wysiada jedna.
Stegny tez maja bardzo ladny budyneczek i sa w ogole klimatycznym miejscem.
Wjazd do st. Bogaczewo jest miejscem, gdzie definitywnie zegnam szeroki tor.
Przed stacja jest jeszcze dla niego semafor i zaraz przed wjazdem jest jeden
rozjazd, dalej jednak tor jest zdjety, a w jego miejscu (miedzy podkladami)
wstawiono slup trakcyjny. Dalej w slad toru szerokiego wchodza tory stacyjne,
normalnotorowe. Wyglada wiec na to, ze zdemontowano szerokie podczas
elektryfikacji. Ciekaw jestem tylko, po co one byly, lub czemu zostaly az do
Bogaczewa.

Dzis, w niedziele, poranny pociag do Braniewa przekroczyl 100 procent
zapelnienia. Ludzie ostro komentowali ten "jeden wagon", najczesciej w duchu
upadku kolei.

W Braniewie rano brakuje krawedzi peronowych. Sa trzy (na torze normalnym). Na
pierwszy peron wjezdza imponujacy pociag z Elblaga, tor drugi czeka na przyjazd
pospiecha z Gdyni, a na torze trzecim stoja razem pociagi do Olsztyna i do
Krolewca. Nie ma wiec tego "peronu kwarantanny" dla odprawy z Rosji. Moze, gdy
przyjezdza...

Sklad do Olsztyna, ktorym pojade, to SM42-1095, 2 bonanzy i jedna przedzialowa
2-kl. Pospiecha przyprowadza SU45-191. Ona tez przestawia sie do dwoch bonanz,
czyli pociagu do Krolewca (bilet: 21,40 zl). Na grupie towarowej widac
szykujacy sie do jazdy na rejony sklad z polskim, szerokotorowym gagarem. Mam
cicha nadzieje, ze przejedzie zanim odjade, ale niestety.

Z Braniewa wyrusza w strone Olsztyna 50 pasazerow. Po drodze wieksza wymiana
tylko w miastach (Pieniezno +/- 30, Orneta +/- 15, Dobre Miasto +10/-5). Linia
jest sliczna i jedzie sie znacznie szybciej, niz sie spodziewalem. Przed wsia
Cerkiwenik maszyna sie nam jednak popsula. Pociag jechal rozpedem a mechanik
biegal po galeryjce i klal (chyba) nad silnikiem. Na szczescie stonka dala sie
zapalic w Cerkiweniku (rozpedem dojechalismy do przystanku). W ta wlasnie
okolica jest bardzo ladna do zdjec - polecam wiadukt zaraz na polnoc od
Cerkiwenika.

Dalej do Olsztyna juz bez takich przygod. Tam - panika. Nie wiem jak to sie
stalo, bo zazwyczaj nie gubie rzeczy, ale w pociagu zostawilem aparat

odnalazlem nieodstawiony jeszcze sklad (ale juz przy innym peronie) - ale w
przedziale nie bylo. Stwierdzilem, ze pewnie mi ktos buchnal z plecaka w
kolejce do sklepiku, ale na wszelki wypadek zapytalem, kto zbiera "rzeczy
znalezione". Okazalo sie, ze peronowy dyzurny. Nawet do niego od razu nie
poszedlem, bo na tyle nie wierzylem w szanse. Ale sie jednak zglosilem i aparat
byl! Alleluja!

Wyjechalem z Olsztyna osobowym do Warszawy. Bardzo przyzwoity produkt PKP.
Lepszy standard niz EN57, dosyc akceptowalny czas przejazdu i cena nie
odstreczajaca (PKS Warszawa - Olsztyn: 20 zl, szeroka gama znizek handlowych).
Stad tez w pociagu pelno ludzi.
Po drodze w Ilowie minal nas towar z ET22-251 (zielone czolo), na ktorego koncu
jechaly dwa wagony z wakotorowymi platformami i "letniakiem". Czyli Nasielsk do
Nowego Dworu, a ja w druga strone.

Wysiadlem z pociagu w Ciechanowie. Nie dlatego, by cos tam bylo kolejowego, co
raczej dlatego, ze nigdy nie bylem. Autobus linii okolnej "0" zabral mnie wokol

Dzialdowa. Niestety - oczywiscie - EN57. Jade wiec do Nasielska, zobaczyc,
czego z waskotorowki jeszcze nie wywiezli do NDG. Zostala jedna lokomotywa,
jeden wagon osobowy (rumunski), kilka brankardow, plug, kilka platform -
wszystko maja zabrac w srode, jak mi powiedziano. Nasielska kolejka w zeslym
roku (do listopada, do wrzesnia zawierane umowy) przewiozla 12 tys. ton wegla.  
Teraz pojedzie ciezarowkami...Ponoc interesowal sie wojt Winnicy, ale nic z
tego, Tabor wywoza i juz nie bedzie technicznych mozliwosci.

Kolejnym EN57 wracam z Nasielska do Warszawy. Pociag odjezdza z Nasielska na 10
minut przed przyjazdem osobowki z Dzialdowa. Tak sie powtarza cele popoludnie.

I tym pustym i nieluksusowym (twarde lawki) srodkiem transportu docieram do
Warszawy Gdanskiej. Wycieczka bardzo udana: okolice Wszystkie linie do Braniewa
polecam kazdemu!

Pozdrawiam,

Marcin

Zmowa PKP - busiarze. Nowe dowody.


| Nie bede sie na ten temat rozpisywal tutaj, szczegolowo to zjawisko
opisalem
| w Rynku Kolejowym 6/2003, str.52
|
| Niestety nie czytalem :-(

Szkoda, polecam.
Odpowiedzialem Ci juz raz na ten post juz wczoraj, ale nie ze swojego
komputera i wszystko szlag trafil  i nie poszlo, ale sprobuje raz jeszcze.

| Jedyna analogie z segmentu uslug innych niz kolejowe jesli chodzi o
proces
| swiadomego wygaszania popytu na dany typ uslug, to moge tylko przytoczyc
| proces likwidacji kin.
[...]
| A konkretne przyklady??? Bo jesli chodzi o male miasta, to nie chce mi sie
| wierzyc, zeby na ich miejsce powstawaly apartamentowce. Jesli chodzi o
duze,
| to w ostatnich latach ilosc _miejsc_ w kinach wzrosla i to znacznie.

Ilosc miejsc - owszem. Ale zl;ikwidowane zostaly male kina osiedlowe. A
zreszta moze niezbyt fortunnie dobralem ten przyklad.

|
| Wygaszanie popytu na kolej w Polsce jest prowadzone na bardzo szeroka
skale
| co najmniej od polowy lat 70tych.
| Nalezy sie zastanowic nad geneza tych dzialan, podjetych juz wtedy.
| Mielismy gleboki socjalizm i nie podejrzewam, zeby te dzialania byly
| sterowane przez zachodnie lobby samochodowe i naftowe, chociaz moge sie
| mylic. W latach 70tych rosl popyt na uslugi transportu pasazerow -
|
| A konkretne przyklady??? Nie mylisz glupoty urzednikow z teoriami
spiskowymi?

Wydaje mi sie, ze bezmiar glupoty nie moze wytlumaczyc pewnych rozkladowych
"kruczkow", jak na przyklad kiedy jedyne dwie pary pociagow jeden byl o 3 w
nocy a drugi o 11 w dzien.

Widze, ze jestes zagorzalym przeciwnikiem teorii spiskowej, Ja nie jestem w
zadnym wypadku jej zagorzalym fanem, lecz jednak jestem swiadomy faktu, ze w
wielu wypadkach niestety ma miejsce zaplanowane dzialanie okreslonej grupy
nacisku w celu zapewnienia sobie powodzenia.
I w wielu wypadkach takie dzialanie zostalo ujawnione i udowodnione, jak
naprzyklad w USA proces likwidacji sieci tramwajowych.

| I kto tworzy te lobby samochodowe??? Ci co zbudowali u nas przez
kilkanascie
| lat 200 km autostrad?

Wiesz ile kasy poszlo na Agencje Budowy Autostrad. Duzo. Jak jakas gazeta
tego nie rozpracuje to nigdy sie nie dowiemy ile konketnie.

| Ci co utrzymuja prawie monopol Orlenu tym samym
| utrzymujac wysokie ceny?

Owszem. Monopol =kasa. Dzieki temu jak masz samochod, to musisz kupowac
paliwo, a denaturatu do baku nie nalejesz. i leci kasa, kasa i kasa. Dobry
przyklad.

| A moze ci, co nakladaja coraz to nowe podatki i
| oplaty na samochody czy kierowcyow?

Kolejny trafiony przyklad. Owszem. W ich interesie jest, aby jak najwieksza
ilosc obywateli posiadala samochody a w zwiazku z tym ponosila te oplaty.
Pasazerow kolei nie da sie opodatkowac tak jak posiadaczy samochodow, choc
kto wie, moze i na taki pomysl wpadnie nasz rzad, zeby zwiekszyc podatek vat
do 22% za uslugi komunikacyjne...

|A moze wreszcie ci, co doprowadzili do
| dzisiejszego stanu polskie drogi???

To jest wynikiem braku polityki transportowej panstwa.
Drogi wymagaja naprawy. Naprawa kosztuje. Ktos te naprawy robi i na nich
zarabia. Wiec w jego interesie jest, zeby napraw bylo jak najwiecej. To
proste.

| Ale pomimo tego, analizujac owczesne rozklady jazdy, oraz rozklady z lat
| 80tych mozna dojsc do wniosku, ze wygaszanie popytu na przewozy osob
koleja
| bylo procesem zaplanowanym i prowadzonym bardzo starannie.
|
| I juz w latach siedemdziesiatych i osiemdziesiatych szefowie PKP wiedzieli
o
| upadku PRL????

Wydaje mi sie ze to jest po prostu nadinterpretacja mojej wypowiedzi.
Decyzje o likwidacji linii kolejowych w latach gospodarki socjalistycznej
pochodzily z gory i nieznanym mi jest powod, dla ktorego byly podejmowane,
przeciez wtedy nie istnial prawdziwy rachunek ekonomiczny, a pomimo tego w
latach 60 i 70 zlikwidowano najwiecej sieci tramwajowych i linii kolejowych.
Nikt teraz nie dojdzie, co przyswiecalo owczesnym ministrom transportu
podpisujacym decyzje o likwidacji z dnia na dzien tramwajow w Bielsku Bialej
czy Olsztynie? Moda?

| Z zalem i smutkiem musze przyznac, ze tego typu argumentacja moze znalezc
| jedynie poklask u autorow w rodzaju niejakiego Pajaka czy Krajskiego -
| zapewne chetnie umieszcza w swoich ksiazkach rozdzial o sterowanym przez
| zydow i masonow upadku polskich kolei. A i naklad pewnie wiekszy niz Rynek
| Kolejowy... :-((((((

Nie rozumiem jednak, dlaczego porownujesz mnie z tak "poczytnymi" autorami,
boje sie, ze poprzez swoja gleboka niechec do "spiskowej teorii dziejow",
ktora jestem w stanie zrozumiec, nie zrozumiales mojej wypowiedzi tak, jak

| A oprocz tego jeszcze jedno: jak to jest, ze zwolennicy teorii spiskowych
| potrafia przypisac tak wysoka sprawnosc swoim przeciwnikom? W tym
przypadku
| producentom samochodow, paliw itd.? Czyzby mieli oni jakas magiczna moc,
| ktorej nie posiadaja np. zwiazani z PKP poslowie?

Jest na tym swiecie jedna magiczna moc, ktora pozwala unikac
odpowiedzialnosci karnej, wygrywac mecze i przeglosowywac ustawy. To sa
pieniadze, odpowiednia ich ilosc moze zdzialac wiele. Ktos kiedys
powiedzial, ze kazdy ma swoja cene i kazdy za odpowiednai ilosc pieniedzy
jest w stanie zrezygnowac z uczciwosci. na szczescie wyjatki sie zdarzaja.

| Ciekawe czy owe 'grupy kapitalowe' stoja tez za niegrzecznymi kasjerkami,
| przekupnymi konduktorami czy sokistami, ktorzy nie potrafia zapewnic
| bezpieczenstwa na dworcach?

To jest zupelnie inna kwestia - brak szkolenia i brak zorientowania na
klienta. No i poczucie bezkarnosci i wyzszosci.
Srobuj opierdolic kasjerke w supermarkecie, w 99 przypadkach bedzie Ci
przytakiwac. Bo wie ze klient ma zawsze racje, a jak mu sprobuje udowodnic,
ze nie ma racji, to sie pozegna z praca. Sprobuj zrobic to samo z
praconikiem PKP. On nie zna nawet znaczenia pojecia "klient"....

| Nie mozna wykluczyc sytuacji, ze pracownicy PKP ktorzy sa odpowiedzialni
za
| konstruowanie oferty przeowzowej, sa na garnuszku lobby samochodowego.
|
| A jakies przyklady?

Comes ktory swego czasu prowadzil kolejowa komunikacje zastepcza. Jego
udzialowcem byl ktos z rodziny osoby wysoko postawionej w pomorskie DOKP,
pozatym taka sama sytuacja miala miejsce na linii Legionowo-Zegrze.
Rozbiorka kolei waskotorowych w Poznansiej DOPK zajmowal sie ziec naczelnika
Zajaca....

| Dopoki wreszcie ktos nie zrozumie, ze rozklad jazdy pociagow powinien
| tworzyc dzial marketingu, dopoty sytuacje, jakie opisujesz, sie beda
| powtarzaly, az do fizycznej smierci pociagow w tym dziwnym kraju.
|
| Otoz to!
| Ale dla mnie nieumiejetnosc skonstruowania dobrego rozkladu jazdy nie jest
| jeszcze dowodem na korupcje. Raczej wskazuje na lenistwo, glupote czy brak
| kompetencji, ewentualnie dostosowanie rozkladu do wlasnych potrzeb itp.

Tak. Ale jest to ewidentne dzilanie na szkode firmy.

| Tego juz zupelnie nie rozumiem. Tzn. ze pracujesz na PKP i konstruujesz
| rozklady jazdy? Bo jesli tak, to wszystkie Twoje zarzut sie obracaja
| przeciwko Tobie.

Chwala Bogu nie pracuje w PKP. Nie tylko w PKP sie uklada rozklady jazdy
;-)))

| Na zakonczenie: z pewnoscia masz racje, ze rozklady jazdy sa jednym z
| podstawowych czynnikow wplywajacych na sukces przewozow kolejowych. Z
| pewnoscia nie masz racji dopatrujac sie upadku PKP w spisku jakis blizej
| nieokreslonych 'grup kapitalowych.'

Dziekuje za tak rzeczowy, choc czasem niepozbawiony emocji glos.
Powtorze jeszcze raz - nie jestem zwolennikiem spiskoerj teorii dziejow,
wiem jednak, ze w naszym kraju ta teoria zbyt czesto znajduje zastosowanie w
praktyce.

| Na pewno polityka panstwa polskiego jest w duzej mierze efektem gry
roznych
| interesow, jednak to jest gra, w ktorej uczestnicza rozni aktorzy o
| _przeciwstawnych_ interesach (zreszta latwo sprawdzic ilu obecnych i
bylych
| poslow wywodzi sie z PKP). Z tego wzgledu grzeszy naiwnoscia pisanie o
upadku
| kolei jako efekcie polityki 'lobby samochodowego' bez uwzgledniania
interesow
| kolejnych wladz PKP, kolejowych zwiazkow zawodowych czy szarych
pracownikow
| niezainteresowanych troska o potrzeby klienta.

Wezmy chociaz przyklad Janika, ktory okradl wlasna firme. Takich spraw,
nieujawnionych jest na pewno duzo wiecej, konczac na konduktorze, ktory nie
wypisuje biletu i na sokistach, ktorzy okradaja wagony towarowe.

| Warto tez porownac kolej z innymi galeziami gospodarki. Tam gdzie szybko
| zlikwidowano monopole (np. w handlu czy bankowosci),

Co do bankowosci to nie do konca - teraz musisz doplacac do tego, ze
zechciales zaniesc swoje pieniadze do banku a kredyty jak byly oprocentowane
powyzej 20% tak nada sa...
No i znajdz mi bank nieinternetowy, w ktorym nie placisz "abonamentu" za
prowadzeenie konta, a zwlaszcza konta powiazanego z prowadzeniem
dzialalnosci gospodarczej...

|tam oferta dla klienta
| bardzo sie poprawila. Tam gdzie trwaja panstwowe molochy (PKP, PGNiG,
| kopalnie itp.) wszyscy musimy doplacac, a pozytkow z ich funkcjonowania
coraz
| mniej.

Najlepszym przykladem szkodliwosci monopolu jest Tepsa.

Pozdraiwam serdecznie
Piottr

Ranking dworców PKP

Ranking dworców
Ranking dworców polskich. Smród Główny, brud Centralny

Białystok i Lublin mają najlepsze dworce kolejowe w kraju. Najgorsze: Gorzów, Katowice i Warszawa. Według reporterów "Gazety", którzy spędzili na dworcach kilka tygodni, właśnie na Śląsku i w stolicy jest największy brud.

Zatrzymaliśmy się na 23 dworcach największych miast, ocenialiśmy je w dziesięciu kategoriach (szczegóły rankingu na serwisach lokalnych, zobacz niżej). Wypadły fatalnie. W wielu miastach świata są ich dumą, a w Polsce to przestrzeń wstydu: zdegradowanej architektury, brudu, zagrożenia i organizacyjnego chaosu.

Najlepiej radzą sobie te mniejsze - Białystok, Lublin i Częstochowa - gdzie ruch niewielki, więc pasażer nie śmieci, nie czeka na przesiadkę i rzadko kupuje bilet. Większa liczba podróżnych jest już dla kolei wyzwaniem ponad siły. Na dużych dworcach trudno coś odnaleźć wśród setek szyldów, kas mało, a jedno przetarcie podłogi na dobę sprawia, że brud przez lata odkłada się warstwami.

W Krakowie w informacji nie zawsze na trafimy na kogoś, kto włada angielskim. W Szczecinie podróżni próżno szukają w holu wskazówek, jak dojść na perony. W Łodzi Fabrycznej kasjerki zajmują się drobną paserką.

Największy postęp odkryliśmy tam, gdzie przez lata baliśmy się zaglądać - w dworcowych toaletach. Często okazywały się prawdziwymi oazami czystości. W Białymstoku w WC są nawet kwiaty.

Jak wypada dworzec w Twoim mieście? - na stronach lokalnych:

Katowice - zburzyć dworzec czy odnowić?
Warszawa - po prostu Dworzec Centralny
Rzeszów - dworcowa beznadzieja ze szczyptą poezji
Płock - wstydzą się za dworzec
Olsztyn - najbrzydszy dworzec w Polsce
Białystok - nie ma piękniejszego dworca w Polsce
Szczecin - najobleśniejszy tunel
Gorzów - wstydliwa wizytówka
Zielona Góra - nie ma się z czego cieszyć
Poznań - dworzec niewart poznania
Toruń - jak w prosektorium
Łódź - czyli Bonanza
Radom - nie jest źle
Kielce - smutno i szaro
Bydgoszcz - na stacji śmierdzi
Kraków - niech się dworzec zapadnie pod ziemię
Częstochowa - tak niewiele a wystarcza na podium
Opole - w ścisłej czołówce
Wrocław - wrzód na ciele miasta
Lublin - nasz piękny dworzec

Dziennikarze "Gazety Wyborczej" stworzyli ranking polskich dworców kolejowych. Najlepiej wypadł w nim dworzec w Białymstoku, najgorzej - Warszawa Wschodnia.

Najlepsze dworce mają ok. 70 pkt, co i tak daje w skali szkolnej słabą czwórkę. Zwycięzcy nie powinni się więc zbytnio podniecać. Powody do zadowolenia wprawdzie są, ale wiele trzeba jeszcze poprawić (najrówniejszy wydaje nam się Lublin).

Wynik poniżej 60 pkt oznacza, że dworcowi dużo brakuje do doskonałości - ma na ogół swe lepsze (na tle kraju strony) ale i gorsze

Wynik poniżej 50 pkt traktujmy jako alarmujący: Nie jest to dworzec wygodny, w którym pasażerowie dobrze się czują

Ocena jest w pewnej mierze (mimo zastosowania kryteriów, o czym poniżej) subiektywna: stanowi wypadkową odczuć i potrzeb dwóch różnych charakterologicznie reporterów: jedno z nas ma naturę ustatkowanego pasażera, ceniącego wygodę i spokój. Drugie jest raczej typem młodzieżowego podróżnika. Sądzimy, że kompilacja ocen takich dwóch osób pozwoliła na właściwe sklasyfikowanie dworców.

Co ocenialiśmy?

WC

Przede wszystkim czystość. Ale ważna jest też estetyka pomieszczenia, ponieważ pasażer ocenia klasę ubikacji nie tylko węchem ale i wzrokiem. Więcej punktów otrzymały więc toalety wyremontowane. Jeśli na dworcu jest kilka toalet (pomijaliśmy jednak tzw. restauracyjne) - to oceniliśmy najgorszą.

KASY

Nie jest ważna ich liczba bezwzględna, ale liczba w stosunku do potrzeb. Wyznacznikiem tego są kolejki lub ich brak.

Z założenia obcinaliśmy przynajmniej punkt, jeśli kasy podzielone są na dwóch właścicieli: PKP IC i PKP PR. Pasażera nie interesuje bowiem, kto prowadzi kasę - a niech to robi Królewna Śnieżka - lecz JAKIE bilety w danym okienku możemy kupić. Niestety, typowy jest widok, gdy do PKP PR jest długa kolejka a obok do PKP IC prawie nikt nie stoi (lub na odwrót), choć i jedne i drugie sprzedają bilety na wszystko. Bo ludzie sugerują się logo kasy. Czasem, mimo logo, jest oznaczenie, co tak naprawdę sprzedaje kasa - wtedy liczba odjętych punktów jest mniejsza.Biura Obsługi Klienta (jeśli takowe są) nie punktują - bo obserwacja zachowań podróżnych pokazała, iż to oferta dla wtajemniczonych.

INFORMACJA

Wyświetlacze - czy są, czy są sprawne i obsługiwane z głową (tu często jej brakuje, zwłaszcza pozycja "Przez" traktowana jest po macoszemu i wyświetla się często mało znana stacja a pomijane duże miasto). Megafony - czy słyszalne. Okienko informacji - czy są kolejki. Informacja wizualna - strzałki i drogowskazy. W tym wypadku ważna jest ich jednolitość ale też to, czy są łatwo wyławialne przez wzrok, czy też giną w morzu komercyjnych szyldów i szyldzików

POCZEKALNIA

Jeśli w poczekalni jest smród i nie da się wysiedzieć - to punktów jest za nią jest tyle, co za brak poczekalni w ogóle. Czyli zero. Za poczekalnię uznawaliśmy też siedzonka w holach kasowych. Oczywiście ważna jest też ich liczba w stosunku do ruchu. Natomiast ławki na peronach - jako narażone na warunki atmosferyczne - wchodzą w skład kryterium ''perony i dojścia''. W tej kategorii umieściliśmy równie z przechowalnie bagażu uznając, że jeden pasażer czeka, a drugi zostawia bagaż i idzie na miasto.

USŁUGI DWORCOWE

Czyli wszystko, co pomoże zabić czas oczekiwania na pociąg, bądź pozwoli w ostatniej chwili zaopatrzyć się na podróż. Czyli gastronomia (ważna jej różnorodność), sklepy, kafejki internetowe, hot-spoty, usługi różnorakie typu fryzjer, księgarnie - także sklepy.

PERONY, DOJŚCIA

Perony - wysokie, czy niskie, czy zadaszone i czy wiata jest na całej długości. Stan nawierzchni, ławki. Także wygoda dojścia do peronów z budynku dworca: odległość, lepszy tunel niż kładka, bo mniej schodów. Stan techniczny i estetyczny przejść podziemnych: rozbite gabloty czy pokruszone kafle obniżały oceny.

CZYSTOŚĆ

Nie ważne jak często sprzątają, lecz czy sobie radzą. Bardzo ważne były też doznania węchowe

BEZPIECZEŃSTWO

A raczej poczucie bezpieczeństwa. jeśli pętają się bezdomni, żebracy, naciągacze i menele - ocena niższa. Jeśli w dodatku policja czy SOK na to nie reaguje - jeszcze niższa ocena. Ale też ważna jest skuteczność tych działań. Na poprawę poczucia bezpieczeństwa wpływ ma również przechadzanie się patroli po budynku dworca, peronów. Plusem jest komisariat kolejowy - bo w razie kradzieży jest gdzie na miejscu zwrócić się o pomoc.

POWIĄZANIE Z MIASTEM

Czy jest bezpłatny podjazd pod sam budynek, by wysadzić pasażera z bagażem, czy parking ma wystarczającą liczbą miejsc. Przychylniej patrzyliśmy na miasta, które obok parkingu płatnego mają możliwość zaparkowania gdzieś dalej bezpłatnie. Z drugiej strony parking bezpłatny przed dworcem - ale brak na nim permanentnie miejsca - nie jest istotnym plusem dworca.

Komunikacja publiczna - czy przystanki są zlokalizowane pod samym dworcem, czy też trzeba do nich dochodzić przez serie przejść podziemnych, kładek i skrzyżowań. Czy jest informacja czym i gdzie dojechać. Oraz czy są plany miasta, oraz jakieś drogowskazy.

Informacja turystyczna.

Bardzo ważne: plac dworcowy - jak urządzony. Czy ładny - bo to nasz pierwszy kontakt z miastem.

ESTETYKA, ARCHITEKTURA

Tu gra rolę i architektura ale też utrzymanie budynku we właściwym stanie, panowanie nad reklamami, szyldami, wyglądem budek gastronomicznych i handlowych. Handel łóżkowy. Tu także funkcjonalność wnętrza (na tym przejechał się Gdańsk).

źródło: Gazeta Wyborcza

---

Warszawa. Polska Kaszana Państwowa

Witajcie w bebechach miasta, kolejowej kiszce stolcowej. Panuje tu wieczna biegunka pasażerów i kloszardów. Stąd specyficzny zapach. Wiadomo - człowiek nie róża, a Dworzec Centralny to nie "Tajemniczy ogród".

Firma, która obsługuje kiszkę stolcową z czterema peronami, nazywa się PKP. Skrót można rozwinąć jako Polska Kaszana Państwowa. To taki kabaretowy żarcik uliczny. Niedaleko na murze jakiś desperat napisał kiedyś bowiem: "Kaszana for ever". To powinno być motto PKP: "Kaszana na zawsze", już na wieczność, na wszystkie polskie pokolenia aż po wielki comeback mesjasza (lub przynajmniej inwestora z wielkimi pieniędzmi). Dopiero wtedy - po piekle - nastąpi raj.

Na razie jest ciemna kiszka wypełniona czymś czarnym i krwią. Brudem, plwocinami, złodziejami, młodocianymi prostytutkami, dilerami. Pasażerowie też próbują się przepchnąć. Tłum ich. W garniturach z laptopami też. To Polska i jej stolica - Warszawa. A w menu klops. Groch z kapustą. Zapiekanki i bigos na wynos. Do tego nielegalne piwko, a najlepiej coś mocniejszego. Potem bieg w plątaninie przejść podziemnych, po schodach nieruchomych, hali z odorem, rozpaczliwe szukanie WC, w którym czujna jak komandos GROM-u babcia klozetowa i fotokomórka rejestrują wejście każdego klienta zmęczonego podróżą i dworcem.

Stop. Płać frycowe za mocne wrażenia. Fotokomórka cię zarejestrowała. Jak nowocześnie. Welcome to Centralny. Welcome to Warsaw, Poland. "Zakochaj się w Warszawie", to taki slogan promujący stolicę, który wyprze w końcu "Kaszanę for ever". Wielki świat i metropolia, a w jej pępku nasz wstyd - Centralny.

Wielki ranking dworców

Stołeczny dworzec jest jednym z najgorszych w Polsce. Zajmuje czwarte miejsce od końca. Słabiej wypadają tylko Katowice, Gorzów Wielkopolski i również warszawski Dworzec Wschodni (ten jest na samym dnie). Bardziej mrożących krew w żyłach między Odrą a Bugiem już nie ma. Dwoje dziennikarzy "Gazety" podróżowało po całym kraju, spędzając wiele godzin w poczekalniach, przy kasach, na peronach. Zastosowali stałe kryteria oceny, "mędrca szkiełko i oko". Na gorąco robili zapiski, chłodne i bez emocji. Ileż tam obserwacji!

Czy to np. nie dziwne i ciekawe, że PKP puszcza pisk drapieżników z głośników, by odstraszyć gołębie, które bombardują nieczystościami pasażerów i bezdomnych zalegających w centralnej strefie InterCity? A poza tym tasiemcowe kolejki do kas. Niemiła obsługa. Zła informacja. Powalający smród. Przejścia podziemne fatalnie oznakowane. Pasażerowie miotają się bezsilnie. W absolutnej desperacji są turyści zagraniczni, którzy nie mogą niczego się dowiedzieć ani niczego załatwić w języku angielskim. Wpadają w czarną dziurę.

Sprzątanie za 100 mln

Z notatek naszych reporterów:

* Hol główny. "Ktoś koło południa wylał słodką colę. Zdarza się. Plama natychmiast zaschła, strużka ciągnęła się od siedzonek do wyjścia i tak było do godz. 2 w nocy! 12 godzin! Ilu podróżnych przeszło przez ten czas przez to miejsce?".
* "Dojście do toalet jest źle oznakowane. Wieczorem co jakiś czas ktoś wdrapuje się na antresolę do zamkniętego WC. - Nie da się tej wiochy, k..., lubić - klnie dziewczyna, która z walizkami wspięła się na górę i odeszła spod zamkniętych drzwi z kwitkiem. Gdzie szukać innej toalety, nie wie. Kto by przypuszczał, że do WC trzeba wyjść z budynku, jak na małych stacyjkach z czasów carsko-pruskich".
* "Godz. 23.10. Na peron pierwszy wjeżdża ekspres Berlin - Warszawa. Na peronie, przy schodach ruchomych leży bezdomny. Jedna noga bez buta, widać, jak stopę toczy gangrena. Druga też zaatakowana. Spodnie rozcięte. Spod człowieka na posadzkę leje się mocz. Leży już tak od godziny. Po peronach krążą sokiści i nic. Pasażerowie obcokrajowcy wysypują się z pociągu. Potykają się o człowieka, omijają (tam jest wąsko). Ktoś robi zdjęcie".

O naszych dworcowych nieszczęściach będziemy pisać w "Gazecie" przez kolejne dni. Bo już wiemy, że przez cztery najbliższe lata (przed Euro 2012) kolej nie zamierza wiele zrobić. Trochę pozamiata, co się da połata, co nieco wymieni w myśl zasady "damy kit i będzie git". A ma być aż 100 mln zł unijnej pomocy tylko na rewitalizację Dworca Centralnego. Dlatego na alarm trzeba bić już dziś.

źródło: Gazeta Wyborcza

Uwaga - przejazd kolejowy

Uwaga, jedzie pociąg

Każdego roku ginie na polskich przejazdach kolejowych kilkudziesięciu kierowców. Największe poruszenie wywołała śmierć trzykrotnego rajdowego mistrza Polski Janusza Kuliga.
Znakomity rajdowiec, w piątek, 13 lutego br. wjechał na tory niedaleko Bochni w momencie, gdy do przejazdu zbliżał się pociąg pośpieszny. Widok zasłaniały domy i budka dróżnika. Niestety, szlaban nie został opuszczony. Większość tragicznych wypadków zdarza się jednak na niestrzeżonych przejazdach.

Mniej zapór
? Likwidacja wielu połączeń i związany z tym mniejszy ruch pociągów spowodowały tendencję do obniżania kategorii przejazdów ? twierdzi podinspektor Adam Kołodziejski, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Olsztynie. ? Oznacza to, iż jest coraz mniej dyżurujących dróżników oraz urządzeń bezpieczeństwa w postaci zapór i półzapór. Często jedynym zabezpieczeniem są znaki drogowe.
Ponieważ kierowcy rzadko widują przejeżdżające pociągi, coraz częściej dochodzi do lekceważenia zasad związanych z przekraczaniem szlaków kolejowych. Nie jest rzadki widok pojazdów, które bez zatrzymania się przejeżdżają przez tory. Gdyby nie obawa uszkodzenia zawieszenia lub kół, kierowcy zapewne nie zmniejszyliby prędkości.

Cztery kategorie
? A ? przejazd zamykany przez dróżnika. Kolejarz jest wcześniej telefonicznie informowany o nadjeżdżającym pociągu, dysponuje również rozkładem jazdy, według którego może zamykać szlabany.
? B ? przed przejazdem, w szynach są umieszczone czujniki. Gdy najeżdża na nie pociąg, szlabany są zamykane automatycznie. Jednocześnie przy przejeździe uruchamia się automatycznie sygnalizacja świetlna i dźwiękowa.
? C ? podobnie jak w przypadku kategorii B, w szynach są czujniki. Najeżdżający na nie pociąg uruchamia na przejeździe sygnalizator świetlny lub dźwiękowy.
? D ? tutaj o tym, czy sunie pociąg, kierowcę informuje tylko jego wzrok.

Tylko rozsądek
Wjazd na tory bezpośrednio przed rozpędzonym pojazdem szynowym często kończy się tragicznie. Pociąg potrzebuje do zatrzymania się odległości liczonej nie w setkach metrów, ale nawet kilku kilometrów.
? Kierowca przed wjechaniem na tory musi upewnić się, czy nie zbliża się pojazd szynowy ? kontynuuje naczelnik Kołodziejski. ? Powszechną praktyką jest przyśpieszanie w momencie zauważenia rozpoczęcia opuszczania zapór na przejeździe lub włączenia sygnału czerwonego, aby za wszelką cenę zdążyć przed pociągiem.
Trudno uznać za zachowanie szczególnej ostrożności zmniejszenie prędkości i pobieżne sprawdzenie najbliższego odcinka torów, zwłaszcza w trudnych warunkach atmosferycznych. Szczelnie pozamykane okna i grające głośno radio zmniejszają szanse na usłyszenie nadjeżdżającego pociągu, który zbliżając się do przejazdu używa sygnału dźwiękowego.

Czego nie wolno
Zasady bezpieczeństwa obowiązują kierowców zarówno na niestrzeżonych, jak i strzeżonych przejazdach. Kierującemu przepisy zabraniają:
? objeżdżania opuszczonych zapór lub półzapór oraz wjeżdżania na przejazd, jeżeli opuszczenie ich zostało rozpoczęte lub podnoszenie nie zostało jeszcze zakończone
? wjeżdżania na przejazd, jeżeli po drugiej stronie przejazdu nie ma miejsca do kontynuowania jazdy
? wyprzedzania na przejeździe kolejowym i bezpośrednio przed nim
? omijania pojazdu oczekującego na otwarcie ruchu przez przejazd, jeżeli wymagałoby to wjechania na część jezdni przeznaczoną dla przeciwnego kierunku ruchu.

Usuń grata!
Może się zdarzyć (odpukać!), że samochód odmówi posłuszeństwa na przejeździe. Wówczas kierowca jest zobowiązany niezwłocznie usunąć go z przejazdu, a jeżeli nie jest to możliwe, ostrzec kierującego pojazdem szynowym o niebezpieczeństwie.
Znajdujący się w pobliżu kierowcy powinni pomóc w tarapatach. Usuwaniem usterek należy się zająć dopiero w bezpiecznym miejscu.
Warto wspomnieć o przepisie mającym zapewnić odpowiednią widoczność na przejeździe. Obowiązuje zakaz zatrzymania pojazdu (nie wynikającego z warunków ruchu) w odległości mniejszej niż 10 metrów od przejazdu oraz zakaz postoju przed i za przejazdem po obu stronach drogi, od przejazdu do słupka wskaźnikowego z jedną kreską.

Dodatkowe znaki
Przed przejazdami możemy spotkać różne, biało-czerwone znaki pionowe.
? Słupek wskaźnikowy z trzema kreskami (G-1a) umieszczony jest pod znakami ostrzegawczymi przejazd z zaporami (A-9) lub przejazd bez zapór (A-10).
? Słupek wskaźnikowy z dwiema kreskami (G-1b) umieszcza się w dwóch trzecich odległości znaku A-9 lub A-10 od przejazdu.
? Słupek wskaźnikowy z jedną kreską (G-1c) ? w jednej trzeciej odległości znaku A-9 lub A-10 od przejazdu.
? Krzyż św. Andrzeja przed przejazdem jednotorowym (G-3) to skrzyżowanie dwóch ramion.
? Krzyż św. Andrzeja przed przejazdem wielotorowym (G-4): pod skrzyżowaniem dwóch ramion jeszcze jedno pojedyńcze.

Ku przestrodze
Tragiczne wypadki na przejazdach zdarzają się również w naszym regionie. Jesienią tego roku policja odnotowała dwa tego typu zdarzenia.
? Kierowca ciężarówki z naczepą zbyt szybko przejeżdżał przez niestrzeżony przejazd na trasie z Pisza do Rucianego Nidy. Na prostym odcinku drogi doprowadził do zjechania na przeciwny pas ruchu, na którym znajdował się samochód osobowy. Kierowca osobowego zginął na miejscu. Niestety, nie zawsze zdajemy sobie sprawę, iż jedną z wad przejazdów jest źle wyprofilowana i nierówna nawierzchnia.
? Kierowca Fiata 126 p zlekceważył sygnały świetlne i dźwiękowe oraz znak stop na niestrzeżonym przejeździe w Lubominie. W efekcie uderzył w bok przejeżdżającego autobusu szynowego. Kierowcę z połamanymi kończynami oraz poważnymi obrażeniami głowy i klatki piersiowej odwieziono do szpitala.

Jaki mandat
Taryfikator określa konkretne kwoty. Za objeżdżanie opuszczonych zapór lub półzapór oraz za wjeżdżanie na przejazd, jeśli opuszczanie ich zostało rozpoczęte lub podnoszenie nie zostało zakończone ? 300 złotych. Tyle samo za wyprzedzanie na przejazdach lub bezpośrednio przed nimi. Ponadto 6 punktów.

Urszula Jankiewicz
żródło gazetaolsztynska.pl

Kwidzyn

Trochę o kolejce kwidzyńskiej. Stosunkowo dokładnie już ją omawialiśmy tutaj, więc tylko przypomnę obecny stan wiedzy w telegraficznym skrócie. Wąskotorowa sieć o rozstawie toru 750 mm powstała na początku XX w. Pokrywała żyzny teren doliny Wisły na zachód od miasta. Wedle Scharfa całą sieć oddano do użytku jednego dnia: 28 września 1901 r. i były to linie:

1) Mareza - Kramrowo - (prom kolejowy na Wiśle "Landrat Brückner") - Gniew - Gronowo - Wielkie Walichnowy 30,0 km (Mareese - Kramershof - Mewe - Gross Grünhof - Gross Falkenau),
2) Mareza - Rusinowo 20,4 km (Mareese - Russenau),
3) Mareza - Kwidzyn 3,5 km (Mareese - Marienwerder),
4) Gronowo - Szprudowo 3,0 km (Gross Grünhof - Sprauden III) - tylko towary,
5) Kramrowo - Gurcz (Kramershof - Gutsch) 1,8 km - tylko towary.

Kolejka sięgała do granicy powiatu w Wielkich Walichnowach i do 1905 r. była jedynym połączeniem kolejowym miasteczka Gniew. Prom na Wiśle miał duże znaczenie:



Węglarki załadowane burakami cukrowymi. Wożono też w dużych ilościach węgiel do gazowni w Gniewie (w latach: 1901-1905).
Kolejkę szybko dopadła stagnacja. Po oddaniu mostu na Wiśle pod Opaleniem w 1909 r. prom na Wiśle w Gniewie stał się deficytowy. Koniec I wojny oznaczał podział kolejki. Po polskiej stronie znalazła się linia Gniew - Wielkie Walichnowy, którą częściowo rozebrano (od strony Gniewu) a resztę wydzierżawiono pobliskiej cukrowni Pelplin. Również w Polsce znalazł się fragment sieci na prawym brzegu Wisły: od przystani promu (Janowo) do Kramrowa. Pozostawiono go odłogiem(?). Po niemieckiej stronie nowej granicy, odcięty tor do Gurcza połączono z Pastwą łącznicą wzdłuż granicy. Gurcz (Gutsch, od 1938 r. Zandersfelde) miał zbyt duże załadunki buraków cukrowych by rezygnować z usług kolejki. Łącznicę otwarto 20 grudnia 1927 r. Tym razem do Gurcza jeździły również pociągi osobowe. Po wstrzymaniu ruchu pociągów do Smętowa przez most w Opaleniu w 1922 r. i likwidacji szczątkowego połączenia Kwidzyn - Nowy Dwór Kwidzyński (Marienwerder - Neuhöfen) w 1924 r. linia do Rusinowa (biegnąca też przez Nowy Dwór Kwidz.) odzyskała część znaczenia jak z czasów przed 1909 r. Układ linii rozchodzących się z "centralnej" Marezy do Gurcza, Rusinowa i Kwidzyna zachował się też po wojnie, aż do likwidacji sieci przez PKP w latach 80-ych. Odcinek Mareza - Kwidzyn posiadał ruch osobowy tylko przez pierwsze lata eksploatacji. Stąd na planach stacji Kwidzyn z lat 1909 i 1921 brak informacji o dworcu osobowym kolejki. Pociągi osobowe zlikwidowano prawdopodobnie ze względów bezpieczeństwa. Tor do Marezy biegł wzdłuż stromego stoku doliny Wisły i miał bardzo duże nachylenie (ponad 25 promili). Zaraz za stokiem, po zbiegnięciu, skręcał ostro na estakadę nad ulicą Drzymały i Starym Nogatem (do dziś bardzo malownicze miejsce - estakada istnieje). W razie kłopotów z hamulcami miejsce to groziło poważnym wypadkiem. Prawdopodobnie odbiór policyjny tego odcinka kolejki wypadł negatywnie i odpowiedni urząd zakazał ruchu osobowego. Co najmniej do 1903 r. ruch jednak prowadzono, co widać na poniższej pocztówce:



Pociąg na estakadzie jedzie do Kwidzyna i za chwilę zacznie mozolnie wspinać się na skarpę. Dworzec wąskotorowy w Kwidzynie siłą rzeczy służył jako pośrednik w transporcie towarów (czerwone linie):





Stacja styczna nie była rozbudowana. Sąsiedztwo zagród dla bydła sugeruje, że żywe zwierzęta były jednym z przeładowywanych towarów. Budynek nazywany magazynem towarowym mógł pełnić funkcje dworca. Również osobowego. Większość infrastruktury kolejki widać na poniższej panoramie:



Po lewej widać fragment szachulcowego (pruski mur) magazynu niezaznaczonego na planie. Widocznie powstał po 1925 r. Dominuje budynek dawnych koszar artylerii (czerwona cegła). Budynek kolejki też był z pruskiego muru. Miał wystającą iglicę (chyba jako ozdobę). Trudno określić co wiozą te wagony, ale wygląda na coś dużego i okrągłego.



Po prawej widać pomalowany na biało(?) prywatny magazyn nafty. Kierując się dalej panoramą niepostrzeżenie opuszczamy teren stacji wąskotorowej by ujrzeć cześć techniczną normalnej kolei:



Kwidzyńska parowozownia miała znaczenie tylko lokalne. Przez cały okres eksploatacji była Lokbahnhofem czyli stacją trakcyjną - parowozownią zwrotną dla maszyn nadrzędnej parowozowni głównej w Malborku.



7-stanowiskowy obiekt wyróżniał się obrotnicą. Jej średnica wynosiła aż 20 m. Dziś to niewiele, ale w 1921 r. obrotnice o tej średnicy były rzadkością. Wiele parowozowni głównych (np. Ełk, Węgorzewo być może nawet Olsztyn) miało dalej krążki tylko 16-metrowe. Jest to bardzo zastanawiające i wiąże się prawdopodobnie z przyszłą funkcją stacji - ale o tym później.
Nieznane są faktyczne serie parowozów tu stacjonujących lub obrządzanych. Można o nich wnioskować tylko pośrednio. Pewne wydają się maszyny towarowe serii 55 i 57 (PKP: Tp4, Tw1), osobowe 37 (Oi1), 38 (Ok1), w latach 40-ych prawdopodobnie pojawiły się loki serii 24 (Oi2) i 50 (Ty5). Wszystkie wymienione serie były na stanie parowozowni w Malborku. Hala szopy dotrwała do XXI w. by w końcu ustąpić marketowi Lidl:



Zaplecze szopy obejmowało spory zasiek węglowy, silos na lesz (mieszanina popiołu i drobinek węgla gromadząca się w kotle pod kominem, trzeba ją łopatą wybierać przez otwartą dymnicę parowozu), składy materiałów eksploatacyjnych, budynek pomocniczy odcinka drogowego:



Oryginalne zwieńczenie komina. Co ciekawe biura miejscowych odcinków drogowych (Bahnmeisterei I i II) mieściły się poza stacją w budynku przy obecnej ulicy Chopina (ta prostopadła do osi dworca). Po prawej piwnica - dawny składzik olei i smarów(?). Do dziś istnieją też resztki silosu na lesz:



Żelbetowe płyty między słupami z szyn. Tuż za tym silosem stała klasyczna nastawnia ze spadzistym dachem - nie po niej śladu. Jej blaszana następczyni tuż przy wiadukcie - góruje nad terenem. Na prawo od malucha była obrotnica. Jeszcze w latach 90-ych w okolicy szopy było znacznie więcej reliktów "kopciuchowej" przeszłości:



Układ torów tej części stacji niewiele różnił się od przedwojennego. 2 tory otaczają były zasiek i dochodzą do dołu po obrotnicy. Na jednym z nich stoi wagon - doczepa do drezyny drogowców. Widać go też na zdjęciu zimowym wyżej. Obrotnicę rozebrano sporo wcześniej niż samą halę i wjazd na stanowiska pod dachem stał się niemożliwy chyba dawno temu. No może jeden tor z bramą używano jako garaż drezyn. Na lewo od szopy stoi najbardziej nietypowy budynek stacji - wagonownia wagonów akumulatorowych AT (typu Wittfeld). Stosunkowo dokładnie opisałem losy tych wagonów w tym wątku, więc tu skupię się tylko na niektórych niuansach.
Wagony motorowe AT miały napęd elektryczny zasilany prądem stałym z akumulatorów kwasowych (kwasowe akku są też we współczesnych samochodach). Nominalnie, stację ładowania akumulatorów otwarto w Kwidzynie we wrześniu 1910 r. Ale na planie z 1909 r. już ona stoi (Maschinenhaus), podobnie jak północna hala wagonowni (Wagenschuppen):



Trudno dziś powiedzieć kiedy rozpoczęto planowy ruch wagonami AT. Ale po 1910 r. rozwijał sie on dynamicznie i rozbudowa zaplecza była niezbędna. Na planie z 1921 r. są już 2 hale przesunięte względem siebie. Po wojnie pierwszą (północną) halę poszerzono na 2 stanowiska na miejscu pudeł wagonów (literki "r"). Być może ta rozbudowa miała miejsce już po likwidacji trakcji akumulatorowej (ok. 1958 r.) i wagonownia do końca ruchu Wittfeldów posiadała tylko 2 hale. Obiekt istnieje do dziś (2008 r.), a nawet został ostatnio odnowiony. Wagony mierzyły poniżej 26 metrów i swobodnie mieściły się w halach o długości 31,5 m (południowa) i 40 m (północna).



Na planie zwraca uwagę duża "szopa na torf". Prawdopodobnie chodzi o sprasowane brykiety używane do ogrzewania wagonów. Pod siedzeniami były specjalne piecyki ładowane z zewnątrz tlącymi się brykietami:



Przy halach stała wspomniana stacja ładowania czyli "maszynownia" (wysoki budynek po prawej poniżej):



Wewnątrz znajdowały się przetwornice zasilane prądem zmiennym z sieci miejskiej i wytwarzające prąd stały do ładowania akku. Budynek jest stosunkowo wysoki ponieważ na górze posiadał zbiorniki wody destylowanej i kwasu siarkowego. Woda w ogniwach akku musiała być dość często uzupełniania. Co 70-80 tys. km skrzynie akumulatorów (w "nosach") musiały być czyszczone ze szlamu ołowiowego - oznaczało to wymianę kwasu.
Akumulatory wczesnych Wittfeldów (z lat 1910-1925) miały pojemność 368 amperogodzin (Ah) przy prądzie rozładowania 180 amperów. Dla porównania przeciętny akumulator samochodowy ma pojemność 40-50 Ah. Akumulator wagonu AT był więc tylko ok. 5x pojemniejszy, a energia w nim zgromadzona rozpędzała 45-tonowy wagon z maks. 106 pasażerami do prędkości 60 km/h i wystarczała na dystans 100 km z przystankami co 4-5 km. Dane dotyczą linii bez większych pochyłości. Przy jeździe na spadku wagon mógł jechać do prędk. około 65 km/h, co było łatwo osiągane ze względu na niskie opory toczenia. Jakby nie patrzeć był to bardzo oszczędny pojazd, na dodatek ładowany najtańszym prądem po taryfie nocnej (już u początków elektryczności w Prusach takowa istniała). Eksploatacja nie była jednak aż tak tania jakby mogło się wydawać. Zaplecze techniczne, utrzymywanie akumulatorów i ich regeneracja były dość kosztowne. Ogólny bilans w porównaniu do pociągów parowych był bezdyskusyjnie lepszy. Zasięg 100-130 km był największą wadą tego typu pojazdów. Mocno zawężał obiegi. W latach 1925-37 prawie wszystkie Wittfeldy otrzymały powiększone akumulatory dające zasięg 300 km. Mimo to, aż do 1944 r. można było spotkać w Kwidzynie przynajmniej 1 wagon niezmodernizowany o małym zasięgu. Być może tutejsze obiegi nie wymagały 300 km. Umiarkowane przyśpieszenie, prędkość maks. zaledwie 60 km/h, ciasnota i niski komfort wnętrza nie przeszkadzały tylko w ruchu lokalnym. Wygląd wagonowni od bram i z boku:




Baza kosmitów



Te blachy w oknach wyglądają na oryginalne, ale mogą być też powojennym wynalazkiem (jakby spawane). Kominki wentylacyjne odprowadzały gazy wydzielające się przy ładowaniu. Wagonownię utrwalono na jednym z nielicznych tuż powojennych zdjęć (wcześniej zamieścił je nowmir):



Niezła demolka. Ściana szczytowa hali po lewej w połowie nie istnieje. Gruz to szczątki wieży ciśnień prawdopodobnie wysadzonej przez Niemców w styczniu 1945 r. Zniszczenia hali mogły być skutkiem wysadzenia wieży. Wszystkie budynki mają konstrukcję szachulcową (Fachwerk, pruski mur). Uwaga na słupy przy maszynowni po prawej - to na nich biegło zasilanie przetwornic. Jak widać ta część stacji mocno ucierpiała z końcem wojny. Wagony AT w części ewakuowano przed nadchodzącym frontem. 2 z nich - AT 421/422 i AT 465/466 znalazły się w dalekim Güsten. Wagon AT 421/422 sfotografowano w 1951 r. w Aschersleben (ówczesne NRD):



Wagon ten w latach 1911-1920 stacjonował na zmianę w Bydgoszczy i Pile, po 1920 wszedł na stan PKP jako 90 037/90 038 i prawdopodobnie jeździł w okolicach Torunia i Tczewa. Po zdobyciu przez Niemców trafił w marcu 1940 r. do Kwidzyna i na zmianę stacjonował w Kwidzynie lub Prabutach aż do grudnia 1944 r. Po wojnie nie wrócił na PKP. Rozszabrowany, z przestrzelonymi(?) akumulatorami (plamy) był już tylko złomem. W nie lepszym stanie był też 465/466 stacjonujący od 1926 r. w Prabutach. Oba złomowano. Tyle o Wittfeldach i ich bazie.

Jeszcze o wieży ciśnień. Następczyni wież bliźniaczych była stosunkowo małym obiektem ze zbiornikiem o poj. 200 m3 (plan z 1909 r.). Na wyżej pokazanych 2 zdjęciach stacji widać jej fragmenty. Była to typowa wieża typu Intze (bardzo popularny typ wież po 1900 r.). Z dużym prawdopodobieństwem wyglądała jak póki co istniejący obiekt w Prabutach:




Po wojnie stacja nie mogła funkcjonować bez wieży, więc zbudowano prowizoryczną konstrukcję ze zbiornikiem na rusztowaniu z podkładów kolejowych. Prawdopodobnie zbudowali ją jeszcze rosyjscy saperzy. Ta konstrukcja spłonęła w latach 70-ych. Niestety brak jakichkolwiek zdjęć tego cuda. Być może przypominało wynalazek pruskich pionierów postawiony w 1915 r. w Wielbarku:



Na przeciwko szopy (a teraz Lidl'a) znajdował się inny ciekawy obiekt - miniaturowa obrotnica o średnicy 6,6 m:



Mały rozmiar oznacza, że służyła wyłącznie wagonom. Jej sens wynikał z oszczędności miejsca. Od obrotnicy biegły 2 tory bocznicowe do młyna i spichrza. Gdyby był tu rozjazd, tory bocznicowe musiałyby biec po bardzo ostrym łuku. Przypuszczalnie obrotnica miała drewnianą okładzinę i mechanizm do obracania np. wyciągarkę jak poniżej:



Wagony przeciągano końmi. Po I wojnie być może służył do tego pojazd mechaniczny. Zachowało się stare zdjęcie z wagonem stojącym w pobliżu obrotnicy:



Po obrotnicy i torach bocznicowych w bruku nie ma dziś śladu. Ulica mocno się zmieniła po zbudowaniu po wojnie nowego dojazdu do wiaduktu nad torami. Duży budynek młyna parowego, należący kiedyś do firmy Markus & Flatauer istnieje po dziś dzień i jest rzadkim przykładem udanego połączenia starej industrialnej architektury z nową funkcją. Młyn to teraz centrum handlowe:



Wielki komin kotłowni, do której węgiel przyjeżdżał po obrotnicy, służy chyba już tylko za maszt telefonii komórkowej.

O wiaduktach. Stacja jest bardzo w nie bogata. Kolej rozdziela miasto na prawie równe połówki - wiadukty je spajają. Wyróżnia się kratownicowy na ulicy... Mostowej:



Na południe od niego jest kładka dla pieszych. Widok z niej:



Południowa głowica stacji latem 1937 r. Po lewej ucieka tor kolejki do Marezy. Wagon stoi na nieużywanym torze do Smętowa. Po prawej, za wiaduktem majaczy południowa nastawnia. I po niej również nie ma śladu. Nie jest wykluczone, że obie nastawnie, tak jak wieża, padły ofiarą planowych zniszczeń z początku 1945 r. Równie ciekawa jest wspomniana kładka na przedłużeniu ul. Sportowej:



Jej filigranowa konstrukcja jest w większości oryginalna:




Okolica kładki ukrywa kolejną zagadkę z przeszłości stacji. Zanim zbudowano kładkę (ok. 1909-1911 r.) istniał tu jednak wiadukt drogowy:




Zdjęcie po prawej powstało przed 1902 r. Widać dramatyczną różnicę w szerokości równi stacyjnej. Tor do Grudziądza jest już przełożony. Szerokość wiaduktu wystarczała na 1-2 tory. Jeżeli mieściły się dwa, to możliwe że tor z Kisielic już istniał - ukryty za skarpą - jak na współczesnym zdjęciu. Nie widać jednak jego jasnej podsypki. Jeżeli na tym starym ujęciu istnieje tylko tor do Grudziądza, to wniosek jest jeden i to dramatyczny: kolej na Grudziądz przeniesiono przed zbudowaniem linii z Kisielic (1900 r.), a wtedy wiadukt kolejki z 1901 r. (przy cukrowni) nie miał sensu, bo kolejka nie miała się z czym krzyżować! Więc po co go zbudowano? Zagadka póki co nierozwiązana. Widoczna wieża nie ma nic wspólnego z koleją - to wieża wodociągów miejskich.
Widok z kładki w na południe ujawnia rozwidlenie:



Po lewej odbija dawna linia do Kisielic, na krótkim odcinku używana jako bocznica do papierni (bodajże największej w Polsce) International Paper (IP) Kwidzyn. Chyba tylko dzięki tej fabryce stacja i linia do Prabut żyją. Lasek w środku to dawny cmentarz jeńców rosyjskich z I wojny. Zmarli m.in. przy poszerzaniu nasypu pod II tor między Kwidzynem a Opaleniem. Stoi tam o dziwo kamień z tablicą i prawosławnym krzyżem. Łukowy wiadukt po lewej jest od dawna nieużywany i powoli dożywa swoich dni:



Zachowało sie klimatyczne zdjęcie z nim w tle:



Jeszcze miał barierkę. Obok dzieciaki zjeżdżają ze skarpy, a Ty2 przyśpiesza wydmuchując pióropusz pary.

Widok po prawej. Wiadukt jest świeżej daty. Góruje powojenny elewator. Niezwykła jest jego bocznica:



Tor bocznicy ostro wspina się na skarpę. Pochyłość jest chyba większa niż 20 promili (20 m wzniosu na kilometrze). Wciągnięcie większego składu musi tu być problemem. Niezwykłość potęguje fakt, że elewator stoi na terenie dawnej cukrowni. Kiedyś była to więc bocznica cukrowni zaznaczona na mapie z 1909 r. w I części posta. Parowozy ciągnące wahadła z burakami musiały mieć problem z tą górką. Na lewym skraju zdjęcia widać puste miejsce - "czekające" na II tor niedoszłej magistrali. Ale o niej i o mostach na Liwie napiszę w III części...