Patrzysz na wiadomości znalezione dla zapytania: Wyniki tomografii komputerowej głowy

de>pl medyczne

basalen Hircisterne - zbiorniki podstawy
to nie są komory mózgu


Czyli Pentagon der basalen Hirncisternen, to będzie pięciokąt zbiorników
podstawy? (podstawy mózgu? )

| Raumforderung
| wzrost ciśnienia śródczaszkowego?

wzrost (proces, zmiana, dynamizm) czy podwyższone ciśnienie śr.? (stan)


Jak pisałem wyżej jest to obraz tomografii komputerowej głowy (wykonanej
po urazie)
Ponieważ, jak sądzę, było to jednorazowe badanie, to raczej wskazuje na
stan w danym momencie, który mógłby  być wynikiem zmian powstałych w po
urazie.
Zdanie dokładnie brzmi:
Kein Hinweis fßr Blutung, Ischämie oer Raumforderung
czyli: brak oznak krwawienia Ischemii lub ....

na stroinie http://www.gesundheit.de/roche/
pod hasłem raumfordernder Prozess
jest opis: "durch Volumenzunahme Verdrängungserscheinungen bewirkender
Krankheitsprozess (z.B. Neoplasma) in einem fest umschlossenen
KÜrperraum (z.B. SchädelhÜhle)."
Czyli mniej więcej wiem, o co chodzi, tylko jak to się fachowo nazywa?

Aha i jeszcze jedno:
Co oznacza skrót NNH?
"NNH weisen keine traumatisch bedingten Läsionen auf."
NNH= NasennebenhĂśhle - zatoka przynowowa?

Pozdrawiam

Przemek

 » 

de>pl medyczne


| | Raumforderung
| wzrost ciśnienia śródczaszkowego?

| wzrost (proces, zmiana, dynamizm) czy podwyższone ciśnienie śr.? (stan)

Jak pisałem wyżej jest to obraz tomografii komputerowej głowy (wykonanej po urazie)
Ponieważ, jak sądzę, było to jednorazowe badanie, to raczej wskazuje na stan w danym momencie, który mógłby  być wynikiem zmian powstałych w po urazie.
Zdanie dokładnie brzmi:
Kein Hinweis fßr Blutung, Ischämie oer Raumforderung
czyli: brak oznak krwawienia Ischemii lub ....


Ja nie znam w ogóle niemieckiego, toteż niewiele omgę pomóc na podstawie
przykładów.
ischemia = niedokrwienie
Nie wiem, czy NMR pokazuje podwyższone ciśnienie śródczaszkowe. Może
chodzi o "masę patologiczną w obrębie czaszki" - bo taka masa właśnie
podwyższa c.ś.

Aha i jeszcze jedno:
Co oznacza skrót NNH?
"NNH weisen keine traumatisch bedingten Läsionen auf."
NNH= NasennebenhĂśhle - zatoka przynowowa?


są zatoki przynosowe

MG

Pozdrawiam

Przemek


--
We work the day shift, we work the night shift, we work the graveyard
shift.

de>pl medyczne

Jak pisałem wyżej jest to obraz tomografii komputerowej głowy (wykonanej
po urazie)
Ponieważ, jak sądzę, było to jednorazowe badanie, to raczej wskazuje na
stan w danym momencie, który mógłby  być wynikiem zmian powstałych w po
urazie.
Zdanie dokładnie brzmi:
Kein Hinweis fßr Blutung, Ischämie oer Raumforderung
czyli: brak oznak krwawienia Ischemii lub ....


Brak przesłanek w kierunku krwotoku, niedokrwienia lub...
medyczny Duden tak definiuje Raumforderung:
Raum|forderung:  Verdrängungserscheinung im KĂśrper durch Volumenzunahme von
Gewebe infolge einer Krankheit
nazw jednostek chorobowych radzę szukać przez klasyfikację ICD 10, procedur
medycznych (zabiegów) przez ICD 9 - to wiele ułatwia!
Raumforderung ma kod ICD H 47.1, wydaje mi się więc, że można to przetłumaczyć
tutaj jako "obrzęk zastoinowy" (jeżeli jeszcze porównać z definicją dudenowską)

Co oznacza skrót NNH?
"NNH weisen keine traumatisch bedingten Läsionen auf."
NNH= NasennebenhĂśhle - zatoka przynowowa?


jak już powiedziano - to liczba mnoga, skrót od NasennebenhĂśhlen

pozdrawiam serdecznie
Anna Tupaj

Stan Heikkiego po wypadku w gp spain

„Heikki został przewieziony helikopterem do Hospital General de Catalunya w Sant Cugat de Valles w celu przeprowadzenia dodatkowych badań. Spędzi tam noc. W każdym razie nie stwierdzono złamań, a badanie tomografii komputerowej wykonane w szpitalu potwierdziło brak obrażeń głowy. Zespół ma nadzieję, że uda mu się w pełni wydobrzeć w ciągu kilku kolejnych dni. Zależnie od wyników badań medycznych FIA, mamy nadzieję na start Heikkiego w Turcji”.

„Dokładna przyczyna lub przyczyny wypadku nie są jeszcze znane. Nasze dane wskazują na nagłą utratę ciśnienia w oponie krótko przed wypadkiem, ale jest za wcześnie aby zidentyfikować, co do tego doprowadziło. Można podejrzewać, że był to rezultat defektu felgi. Uderzenie było dosyć mocne, ale środki bezpieczeństwa biernego naszego samochodu, zaprojektowane zgodnie z przepisami bezpieczeństwa FIA, w zamierzony sposób ochroniły kierowcę. Jednocześnie chciałbym wyrazić uznanie dla ekipy medycznej FIA, której działania były szybkie i skuteczne. Lokalni hiszpańscy porządkowi również wykonali doskonałą robotę”.

Norbert Haug, szef Mercedes Motorsport: „Z uwagi na okoliczności, najważniejszą informacją jest dzisiaj to, że Heikki czuje się dobrze. Wszyscy chcielibyśmy podziękować ekipie medycznej za jej profesjonalne działania. Lewis był konkurencyjny i przejechał świetny wyścig z rewelacyjnym startem. Czołowa trójka pozostała blisko siebie z maksymalna różnicą wynoszącą osiem sekund. Teraz będziemy ciężko pracowali nad zrobieniem kroku naprzód”.

skopiowano z innej stronki

 » 

jak to jest z tym leczeniem

Renata trudno podejmować ważne decyzje bez aktualnych badań szczególnie obrazowych jak tomografia komputerowa. Mam nadzieję, że uda Wam się załatwić szybko terminy na badania, które zlecił Profesor. Jak możecie sami coś przyspieszyć nawet za to płacąc, jak nie da się szybciej, to też warto. Ważne żeby ten znajomy ordynator Profesora pomógł kuzynce zrobić szybko te badania. Jak możesz to napisz, jak dotychczas wyglądała sytuacja u Twojej kuzynki z rozpoznaniem choroby, leczeniem operacyjnym i chemioterapią, markerami CA125 i jak to wyglądało ostatnio, kiedy lekarz nie chciał kontynuować leczenia i w jakiej formie fizycznej jest kuzynka i jak z wynikami morfologii. Trzeba jeszcze spróbowac stanąć na głowie, że może można coś zrobić przynajmniej przedłużyć życie, które jest bezcenne. Pozdrawiam Ciebie i kuzynkę i powiedz jej, że jest tutaj takie forum, gdzie ludzie są w podobnej sytuacji, ale sie wspierają nawzajem. Nadzieja umiera zawsze ostatnia.

UPR

Weiderku, twierdzisz, że jak UPR będzie miał większość to ZUS zbankrutuje bo będzie dobrowolny. NIEPRAWDA!!! Tzn ZUS zbankrutuje i tu się zgadzam, ale nie dlatego że UPR do tego doprowadzi, ale zbankrutuje bo mało kto będzie chciał pchać do chorego systemu swoje pieniądze, które może ulokować gdzie indziej. Nawet najgorszy OFE jest o niebo lepszy od ZUS, pomimo wysokich prowizji OFE. Więc ZUS zbankrutuje bo jest po prostu do DUPY!!!

Co do służby zdrowia to podam przykład z mojego życia: jestem ubezpieczony (byłem wtedy uczniem liceum) i miałem wypadek. Było to 6 lat temu. W wyniku wypadku miałem uraz głowy i powinienem mieć tomografię komputerową. Oczywiście nie miałem bo należę do państwowej służby zdrowia i kolejki są duże. Tomografii nie doczekałem się do dziś. Ta sama państwowa służba zdrowia zaproponowała mi wykonanie tomografii "po godzinach" za jedyne 1000zł. To jak to możliwe, że będąc ubezpieczonym mam czekać ileśtam lat na tomografię bo są kolejki, a tymczasem płacąc 1000zł mogę mieć łeb prześwietlony na tym samym tomografie i przez tego samego lekarza, na co są kolejki kilka lat??????????????????? Gdyby służba zdrowia była prywatna, to by i szpitale same biły się ode mnie by u nich robić badania, bo inaczej by zbankrutowały a i tak nie płaciłbym, ten 1000zł wybuliłby ubezpieczyciel u którego byłbym ubezpieczony. Więc Weiderku nie bój się, że po wypadku byś nie miał opieki, bo byłoby zupełnie inaczej. Prywatne szpitale biłyby się o Ciebie, a koszty leczenia poniósłby Twój ubezpieczyciel a nie Ty.

Tak zaczyna się dobry dzień ...

Witam cieplutko wszystkie Elfiki

Sawuniu moje Ty serce dziękuję już jestem i piję kawusię, jem ciacha, slucham muzyczki. Och sam raj na ziemi.

Ja zapraszam wszystkie elfiki na malutką przekąskę przed obiadem i życzę wszystkim kochanym uczestnikom naszego forum bardzo miłego dnia.

Miło mnie jest z Wami, bo nasze forum jest naprawdę sympatyczne i bardzo miłe a przecież to Wy je tworzycie i wkładaćie tak wiele serca i czasu i pracy. Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna.

Elfiku limit na tym forum nigdy nie jest wyczerpany, mam małe problemy ze zdrowiem, robię wyniki, tomograf i inne komputerowe badania nic nie wykazują i jutro albo we czwartek idę prywatnie do profesora na wizytę, bo nie mogą znaleźć przyczyny inne łapiduchy, co jest przyczyną silnych bóli głowy, a ból jest wściekły, mdleję w czasie bólu prawie na oczy nie widzę i szum silny w uszach, i nawet jak nic nie jem zrywa. Jak choć trochę lepiej to jestem tylko praktycznie z Wami, choć przyznam jak będzie lepiej to jeszcze na jednym forum będę brala udział Ty mój wesołku domyślisz się gdzie. Elfiku nie pisałam o tym bo nie lubię się skarżyć, mało kłopotów, że serce na zawiasach, to jeszcze głowa - chyba starość, ale tym stwierdzeniem limitu ruszyłeś mnie i dlatego podaję przyczynę dlaczego mało piszę, ale przypomnij też czy na innym forum pisalam więcej, tu chyba rekord w postach pobiłam.

[color=darkblue]

Amarneńskie zagadki

Tak, niczego nie można być pewnym. Wkroczyliśmy w XXI wiek i erę tomografii komputerowej. Mogliśmy prześledzić jak upada teoria o morderstwie Tutanchamona, poprzez uderzenie tępym narzędziem w tył głowy... Więc wcale mnie nie dziwi, że wyniki badań z roku 2003 już są przestarzałe

Aton pojawiał się na horyzoncie rankiem i był obecny do zachodu... Cienie wydłużały się. Ziemię powoli ogarniały ciemności, słychać było wycie i szczekanie szakali na pustyni... W nocy zmysły się wyostrzają, ludzie ogólnie rzecz biorąc, boją się ciemności. Skłonna jestem napisać, że mieszkańcy Egiptu w nocy myśleli o starych, dobrych, opiekuńczych bóstwach i modlili się do nich i czcili je w zaciszu swych domostw.

Ludzie, a także sam król, myśleli o śmierci i przygotowywali się do niej. Gdyby było inaczej, czy Echnaton budowałby sobie okazały grobowiec? Czy zatem król miał zamiar po śmierci oddać się opiece Ozyrysowi, a swe szczątki doczesne Anubisowi?

limfocyty, mała tarczyca, guzek - proszę o pomoc

Dodam tylko, że miałam robiony czły szereg badań, kórych wynik był dobry. Do tej pory miałam robione: usg jamy brzusznej, gastroskopię, rtg klatki piersiowej, nawet tomograf komputerowy głowy, regularne raz w roku wizyty u ginekologa. Śmieję się, że tylko kolonoskopii sobie nie zrobiłam. Czuję się raczej dobrze, czasem tylko mam momenty nagłego osłabienia jakbym miała zemdleć, ale na szczęście to się nigdy nie zdarzyło. Te badania mnie uspokajają co do ewentualnych nowotworów. Oprócz tych rozrostowych krwi. Czy słusznie?

Problem diagnostyczny - bardzo proszę o pomoc

Wynik EEG i niektóre z opisanych objawów sugerują KONIECZNOŚĆ wykonania badania obrazowego głowy (tomografia komputerowa z kontrastem lub rezonans magnetyczny z kontrastem). Nie musi to dać rozwiązania wszystkich problemów, ale pozwoli spokojnie szukać innych przyczyn. Badanie takie można zrobić ambulatoryjnie.
Poza tym poziomy wapnia, fosforu i parathormonu, o których pisała Basia, też mogłyby coś wyjaśnić.
Pozdrawiam.

Badanie Rezonansu Magnetycznego Mózgowia.

Ja tez miałam parę razy rezonas magnetyczy głowy .tomografie komputerową ....EEG ...EMG...ale wszytkie te badania były robione po stwierdzeniu tocznia w wyniku dodakowych dolegliwości.....
Z tego co wiem ...przy SM..najpierw robi się badanie płynu rdzeniowo mózgowego.tzw. punkcje kregosłupa....a dopiero pózniej badanie komputerowe.....w badaniu tym wychodzi zanik mieliny otaczającej komórki.
zeby potwierdzic SM konieczne jest także wykonanie wielu badan innych .same MR jeszcze o niczym nie świadczy.....to za mało...
Monika

Czy to rak mózgu ?

WItam.
Może opiszę Wam co miala moja siostra. Tylko, żeby nie było schiz, bo macie podobne objawy.
Rok temu zaczęła ją strasznie boleć głowa, z jednej strony, której bol promieniował do szczęki. Była słaba, leniwa, nic jej sie nie chciało robic, najchetniej lezałaby.. Poszła do lekarza rodzinnego, ktory powiedział jej,ze to migrena i dał Ketonal. Nic nie pomogło..Nagle pojawiły się bóle oczu, zwłaszcza z jednej strony,az dostrzeglismy,ze siostrze powstaje tzw sybtelny zez zbieżny, wymiotowała..Poszła znowu do rodzinnego i ten wysłał ją do okulisty, tam zrobiono jej odpowiednie badania (nota bene nic nie płaciła) i od razu po wynikach skierowano ją na tomografię komputerową, gdzie okazało się,ze w prawej częsci umiejscowił sie wielkosci 50 mm guz mózgu:oponiak. W ciagu tygodnia zrobiono jej operację i okazało się, że udało jej się wyciąć cały guz naruszając tylko opony mózgowe. W tymczasie (to trwało 2,5 miesiąca)ja naczytałam sie kilka ksiązek o nowotworach mózgu i wiem jedno: nie lekceważcie oznak , kiedy czujecie nerwobóle.. Nie oznacza to,ze od razu macie guza mózgu i umieracie.. Ale zawsze macie chyba od czegos lekarzy rodzinnych. ICH OBOWIĄZKIEM jest skierowanie Was jezeli mają podstawy do sądzenia o przypadku guza na TOMOGRAFIE. Dzis wiemy,ze gdyby nie upór naszej rodziny to moja siostra umarłaby na GUZA MÓZGU a nie na MIGRENĘ.

Jesli macie pytania , jakies problemy mozecie pisac:
3401589

A dodam jeszcze,ze moja siostra ma obecnie 24 lata, zyje sobie bardzo dobrze, nie była robiona chemioterapia an radioterapia bo nie byly konieczne. Na wynikach półrocznych tomografii komputerowej opony mózgowe czyste bez zmian nowotworowych;)

Tomografia mózgu

Posiadam mózg!
To podstawowa zdobyta informacja po wykonaniu tomografii komputerowej w poznańskim szpitalu im. Franciszka Raszei.
Samo posiadanie to jednak mało - okazuje się, że centralny ludzki serwer funkcjonuje u mnie w stanie ogólnym nawet ponoć zdrowym.
Samo badanie trwa jakieś kilkanaście minut (razem z tzw. kontrastem), ma w sobie coś ze sciente fiction, człowiek jest wciągany do futurystycznej komory, głowa ściśnięta z obu stron poduszkowym imadłem (komfort raczej na poziomie tanich słuchawek Thomsona niż Philipsa hp 1000).
Ogólnie fajnie, wynik wyjątkowo szybko, po 20 minutach od badania.
Koszt całkowity 330zł, z czego 200zł po kilku tygodniach zwrócił mi prywatny ubezpieczyciel InterPolska.

Poniżej jedno ze zdjęć.

Przypadłości wieku dojrzewania czy skutek bycia wege???

Od pewnego czasu mam zawroty głowy. Nie mdleję, ale muszę zatrzymać się i na kilka sekund zamknąć oczy, bo wydaje mi się, że inaczej mogłabym upaść. Czy to spowodowane i moim wiekiem (15 lat) czy może jednak wegetarianizmem?? Moja mama w moim wieku także miała zawroty głowy (z tym, że one mdlała).



z tego by wynikalo, ze to raczej genetyczna sprawa (byl taki przypadek w mojej rodzinie). proponuje wizyte u neurologa. Moja mama miala takie objawy, okazalo sie, ze jest to wynik jakichs "nieprawidlowych fal mozgowych" - tego typu, co przy padaczce, tyle ze bez atakow. Mial je rowniez moj brat - w Twoim wieku. Okazalo sie (po tomografie komputerowym), ze ma to zwiazek z intensywnym okresem wzrostu ( brat jest miesozerny).
Moim sposobem na rodzicow (chociaz mialam prawie 20 lat i w sumie nie byl to juz ich interes ) byly wizyty u wszelkiego rodzaju lekarzy (razem z mama) - od internisty, przez ginekologa, dentyste, do psychiatry wlacznie ktorzy zgodnie twierdzili, ze wegetarianizm to nie choroba i do takowych nie prowadzi (zaden z nich nie byl wege). Kazdy kompetentny lekarz Ci to powie. A jezeli bedzie twierdzil inczej, to znaczy ze nie powinien wykonywac tego zawodu, bo jest kompletnym ignorantem Prze jakis czas robilam tez co pol roku badania krwi ( i przynosilam mamie wyniki), dopoki moj lekarz nie stwierdzil, ze to bez sensu, bo moglyby sie znalezc w ksiazce do medycyny z adnotacja: "wzorcowe".

PROSZĘ O POMOC!!!

witam! Od trzech lat następuje pogorszenie się wzroku. Powodem tego jest pękanie drobnych naczyń krwionośnych, które zalewają pole widzenia. Pęknięte naczynia były kilkukrotnie laserowane, mimo to nadal dochodzi do narastania nieprawidłowych naczyń i ich pękania. Każde pęknięcie powoduje zmniejszenie pola widzenia. Wyniki badań w kierunku: choroby reumatycznej, cukrzycy, miażdżycy, chorób odzwierzęcych są prawidłowe. Wykonany rezonans magnetyczny głowy jest prawidłowy. Tomograf komputerowy bez zmian.Ostatnio wykonane badanie krwi (D-Dimery) są podwyższone: norma 0,5 a ja mam 0,71. Jak do tej pory nikt nie potrafi postawić mi diagnozy i ustalić skutecznego leczenia, żebym zupełnie nie stracił wzroku. Proszę o pomoc- wskazania badań, które były by pomocne w rozpoznaniu choroby lub o kontakt z lekarzem, który podjął by się leczenia. Mam dopiero 47 lat. Pozdrawiam.

Ból głowy i oczu.POMOCY!

Hej wiem na swoim doswiadczeniu , i radze zrobic sobie tomografie komputerowa glowy albo rezonans magnetyczny , mialem takie same objawy bole glowy . bole oczu, tylko ze czesto wystepowaly umnie krwawienia z nosa na chwile dzisiejsza wyniki mam bardzo zle , dlatego radze przebadac sie jak najszybciej .

Gry a przemoc

łotświerzam .. bowiem wczoraj na Discovery Science wczoraj przed 22 lub po leciał fenomenalny film o grach i agresji. Próbowali udowodnić że gry nie wpływają na poziom agresywności człowieka. Nota bene eksperyment prowadził wieloletni gracz - miłośnik gier komputerowych -naukowiec oczywiście.
Wyniki w wielkim skrócie były takie że mózg gracza w brutalne gry - na tomografie wykazuje pobudzenie w rejonie odpowiedzialnym za agresywne zachowanie. nie wszyscy jednak zachowują się agresywnie po tych grach, bo lepiej sobie z tym napięciem radzą - są poprostu silnymi osobowościami.
JEdnak na niektóre osoby działa bardzo i powoduje to u nich agresje.
Podali "super" przykład 13 latka, który nigdy nie trzymając wszcześniej broni w ręku wszedł do szkoły oddał 8 strzałów z czego wszytkie celne bo śmiertelne - aż 5 w głowę - twarz i 3 w serce. Ciekawostą jest, że były to strzły wysoko punktowane w grze w którą namiętnie grał.
Inną sprawą jest ze nie miał przyjaciół, rodzice mu ja kupili i takie tam.
podaje wam jedynie przykład jak na słabe osobowości działają gry.
Oficjalnie bo naukowo, można, rzecz biorąc stwierdzić iz brutalne gry podwyższają poziom agresji i uczą jej.

huczenie w głowie jako objaw?

dziękuję za odpowiedź - w obydu przypadkach tj. twoim i mojej córci Poli czuję że coś sie dzieje w głowie - stawiałbym na niewydolny drenaż i tak sobie na chłopski rozum kombinuję :
- płyn mózgowo rdzeniowy produkuje się w głowie
- niewydolny układ drenażowo-zastawkowy nie jest w stanie usunąć całego płynu - ciśnienie wzrasta - pojawiają się objawy ( ból, wymioty...)
-przy jeszcze większym ciśnieniu płyn znajduje odprowadzenie ( albo przez naturalne drogi albo częśćiowo przez dren )
-objawy mijają
i tak w kółko...
wiem że to tylko moje kombinowanie, ale zastanawia mnie często prawidłowy obraz struktur mózgowych w badaniu w tomografii komputerowej - a takie cykliczne wzrosty ciśnienie w głowie mogłyby wyjaśniać prawidłowe wyniki TK

huczenie w głowie jako objaw?

dzięki za trzymanie kciuków!
Pola miała operację około godziny 14, podczas której wymieniono dren znajdujący się w główce i zastawkę...
Pola ma się dobrze. znaczy się - teraz już śpi oczywiście, ale jakieś 3 godziny po zabiegu zjadła 3 kanapki z szynką i wołała "mniam mniam"
za wszystko najprawdopodobniej odpowiedzialny był " paproch w zastawce" - zlepek krwi i włóknika, który momentami przaytykał całą kanalizację dając objawy jakie opisałem wyżej.
nie chciałbym pisać " a nie mówiłem" ale przytoczę fragment swojego wcześniejszego postu:

stawiałbym na niewydolny drenaż i tak sobie na chłopski rozum kombinuję :
- płyn mózgowo rdzeniowy produkuje się w głowie
- niewydolny układ drenażowo-zastawkowy nie jest w stanie usunąć całego płynu - ciśnienie wzrasta - pojawiają się objawy ( ból, wymioty...)
-przy jeszcze większym ciśnieniu płyn znajduje odprowadzenie ( albo przez naturalne drogi albo częśćiowo przez dren )
-objawy mijają
i tak w kółko...
wiem że to tylko moje kombinowanie, ale zastanawia mnie często prawidłowy obraz struktur mózgowych w badaniu w tomografii komputerowej - a takie cykliczne wzrosty ciśnienie w głowie mogłyby wyjaśniać prawidłowe wyniki TK



wiem, że piszę oczywiste rzeczy, ale naprawdę ufajcie swojemu przeczuciu, pomimo braku wykształcenia medycznego, często potrafimy diagnozować lepiej niż lekarze.
ahaa - no i jeszcze jedno - moim zdaniem ważna uwaga :
JAKIEKOLWIEK ODGŁOSY DOCHODZĄCE Z GŁÓWKI MOGĄ ŚWIADCZYĆ O DYSFUNKCJI UKŁADU DRENAŻOWEGO.

Wawa i okolice -laboratoria

Dziewczyny, czy w poszukiwaniu gruczolaka przysadki lepiej jest wykonać rezonans magnetyczny, czy tomografię komputerową? Które badanie daje bardziej wiarygodne wyniki?



rób rezonans
jeszcze na szaserów leżałam z dziewczyną która nieźle się nastresowała własnie po tomografii bo obraz wyszedl niejasny albo może lekarz opisujący byl niebardzo w temacie, potem też jej robili MRI i nic nie wyszło

rezonans może i droższy ale zawsze lepiej wydać kasę i mieć z głowy wiedzieć na pewno czy coś jest czy nie niż zastanawiać się po tomografii ...

Bandyci, gangsterzy, degeneraci, pijacy, złodzieje...

Zanim przejdę do opisania naszego meczu, ot taki art.:

Bijatyka po meczu w Kielcach!
Bijatyką zakończył się sobotni mecz piłkarski juniorów młodszych pomiędzy Orlętami Kielce a KSZO Ostrowiec Świętokrzyski.

Zespół z Ostrowca wygrał w Kielcach 2:1. - Gdy schodziliśmy z boiska, doszło do bijatyki. Zaczęło kilku piłkarzy Orląt, a dołączyła się do nich stojąca obok grupa kibiców - mówił nam tuż po zajściu jeden ze szkoleniowców KSZO. - Dwaj piłkarze trafili do szpitala .Jeden źle się czuje, prawdopodobnie będzie miał robioną tomografię komputerową głowy. Drugi ma uraz nosa i przecięty łuk brwiowy. Reszta zawodników w tej chwili jest przesłuchiwana na komisariacie policji - dodał szkoleniowiec KSZO.

Obydwaj piłkarze KSZO Junior Ostrowiec, którzy ucierpieli w wyniku bijatyki po sobotnim meczu juniorów młodszych, noc spędzili w jednym z kieleckich szpitali.

- Jeden ma podejrzenie wstrząśnienia mózgu, drugi miał zszywany łuk brwiowy - powiedział nam szkoleniowiec KSZO.

Policjanci zatrzymali pięć osób, uczestników bijatyki.

Z przedstawicielami Orląt na razie nie udało nam się skontaktować, mają wyłączone telefony komórkowe.


Komentarz zbędny, ale dodam jedynie, że to chyba już drugi czy trzeci taki przypadek.

GKS Jastrzębie 2-0 Arka Gdynia
Wynik cieszy jak cholera co do spraw stadionowych, to mimo szumnych zapowiedzi, Arki pojawia się ok. 70 osób (na moje oko, które nie jest zbyt wprawne, ale chyba nikogo z Gdyni tutaj nie uraczymy ). Wjazd na mecz mają za darmo (tak samo jak my będziemy mieli w przyszłej rundzie na Arkę). Wywieszają jedną, dużą flagę. Dopingu nie prowadzą zbyt regularnego, czasem tylko wpieprzają się a nasze elementy dopingu U nas w młynie liczba ciężka do oszacowania, ale ogólnie kupa dzieciarni i dziewczyn (śmialiśmy się, trochę przez łzy, że jest to tzw. perspektywiczny młyn). Doping jednak całkiem nieźle szedł. Jak wygrywaliśmy przyłączał się cały stadion do dopingu (5-6 tys.). Robimy też baloniadę w barwach Chemika i GieKSy z transparentami mówiącymi o 15 latach naszej zgody. Pozdrawiamy obie zgody. Pojawia się też sektoróka w asyście stroboskopów. Ogólnie mecz piłkarsko dobry, na trybunach średnio. Ogólnie zauważyłem, że prócz Katowic, to nikt nie podjął nawet próby poprowadzenia regularnego dopingu...

'Ostatnie prawdziwe derby w Polsce':
Zawiszy na tym meczu 60 osób. Dostają nieźle gazem (chyba więcej tylko hitlerowcy w Oświęcimiu zużyli). Ogólnie Widzew robi dziwne akcje, a jeszcze dziwniejsze zachowanie panów spod znaku PF.

Dzisiaj jeszcze wyruszyła od nas spora delegacja na mecz Chemika (nie będę się bawił w liczby, bo nie chcę strzelać, a i pewnie i tak nie będziemy w stanie dojść do tego, ilu nas tam było ).

Tyranozaur miał... pusto w głowie

Najnowsze badania przy użyciu tomografii komputerowej dowiodły, że tyranozaur i kilka innych gatunków dinozaurów miało w obrębie głowy dużo więcej pustej przestrzeni niż wcześniej sądzono - informują naukowcy na łamach "Anatomical Record".
Zdaniem badaczy dzięki tym pustym przestrzeniom zwierzętom łatwiej było oddychać, polować i komunikować się.

Lawrence Witmer i Ryan Ridgely z Ohio University wykonali tomografię czaszek czterech gatunków dinozaurów. Były to: Tyrannosaurus rex, Majungasaurus, Panoplosaurus i Euoplocephalus.

Dzięki tym pomiarom po raz pierwszy udało się precyzyjnie ustalić ciężar głów dinozaurów. Dla przykładu, głowa tyranozaura ważyła około 500 kg, tyle mniej więcej ciężar całej krowy. Dotąd naukowcy musieli się opierać wyłącznie na danych szacunkowych.



Gdyby nie puste przestrzenie głowa tyranozaura byłaby aż o 18 proc. cięższa - ocenia Witmer. Puste przestrzenie, zamiast kośćmi, były wypełnione na przykład mięśniami, przez co ścisk szczęk dinozaura był dużo silniejszy.

Wyniki badań pomogą również w zrozumieniu, w jaki sposób ptaki, prawdopodobnie wywodzące się z dinozaurów, osiągnęły zdolność latania. "Często potocznie sądzi się, że ptaki mają puste w środku kości, ponieważ najpierw zaczęły latać. Mogło być jednak na odwrót" - uważa Witmer.

"Ptaki mogły wykształcić puste kości z zupełnie innych powodów. Przez to miały lżejsze ciała, co z kolei sprawiło, że łatwiej im było wznieść się w powietrze" - dodaje badacz.

PAP

Praptak słyszał podobnie jak emu

Praptak miał podobnie zbudowane ucho wewnętrzne i podobnie słyszał, jak współczesne emu - dowodzą naukowcy na łamach pisma "Proceedings of the Royal Society B".

Żyjący 145 mln lat temu Archaeopteryx uważany jest za przodka ptaków. Miał rozmiary sroki, długi ogon i zęby kojarzące się z gadami, a nie ptakami.

Używając nowatorskich metod badawczych zespół paleontologów z Londynu, Monachium i Ohio wykazał, w jaki sposób długość ucha wewnętrznego u ptaków i gadów może mieć związek ze zdolnością słyszenia tych zwierząt, a nawet z pewnymi aspektami ich zachowania.

"Odkryliśmy, że u współczesnych gadów i ptaków długość przewodu słuchowego, zawierającego tkankę odbierającą bodźce, jest silnie związana z ich możliwościami słuchowymi" - wyjaśnia współautor badań, Paul Barret z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie.

Jak dodaje, dzięki wynikom tych badań można było postawić hipotezę o tym, jak słyszały wymarłe gady i ptaki. "Odkryliśmy, że Archaeopteryx słyszał w częstotliwości około 2000 Hz. Oznacza to, że miał podobny słuch do dzisiejszych emu, które mają najbardziej ograniczony zasięg częstotliwości spośród współczesnych ptaków" - wyjaśnia.



Dotąd badacze mogli oceniać słuch wymarłych zwierząt jedynie badając budowę czaszek i zachowane w nich odciski obszarów mózgu odpowiedzialnych za słuch. Tomografia komputerowa umożliwiła obecnej grupie badawczej dokładne zrekonstruowanie anatomii ucha wewnętrznego 59 gatunków wymarłych zwierząt, w tym żółwi, krokodyli, węży i ptaków. Naukowcy mogli prześwietlić skamieniałe znaleziska, zaglądając do ich wnętrza.

"Nasze wcześniejsze badania archeopteryksa dowodziły, że część ucha odpowiadająca za kontrolę równowagi była u niego taka sama, jak u dzisiejszych ptaków. Teraz dowiedzieliśmy się, że również podobnie słyszał" - tłumaczy Angela Milner z londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej.

"Delikatne ucho wewnętrzne, ponieważ jest ukryte głęboko w czaszce, dopiero od niedawna stało się przedmiotem badań dla tych, którzy próbują zrozumieć przeszłość. Dzięki tomografii komputerowej otrzymujemy wyraźny obraz tej struktury. Okazuje się, że jest to narząd, który całkiem sporo mówi o życiu wymarłych zwierząt" - opisuje Lawrence Witmer z Ohio University.

Jego wcześniejsze badania dowodziły, że znając budowę ucha wewnętrznego, wiemy, jak poruszały się oczy, jak była pozycja głowy czy jak dużą rolę odgrywał słuch u danego zwierzęcia. Teraz być może dowiemy się czegoś o życiu społecznym, odgłosach wydawanych przez zwierzęta czy środowisku życia.

PAP Nauka

^Wystrzalowe Mamy rocznik 1983 :)^ vol.III :)

hej
chyba nie bede w stanie przeczytac wszystkiego co napisalyscie.
Przepraszam ze mnie dlugo nie bylo ale nie mialam czasu a pozniej wyladowalysmy z Eliza w szpitalu.
Do szpitala trafilam z Eliza w nocy w srode 26 wrzesnia wszystko trwalo od niedzieli ale wczesniej lekarze leczyli ja i nic nie pomagalo. W koncu w nocy w srode sostala goraczki 39,9 i pojechalam z nia do przychodni calodobowej. Tam wzielam skierowanie do Prokon=cimia i dluga do szpitala. Lekarz ja osluchal temp jej spadla ale nie podobalo mu sie jej oko wiec nas zostawil na oddziale. Oko zaczelo coraz bardziej puchnac az w koncu nie mogla otworzyc tego oka. Zrobili jej badanie CRP i wyszlo 175!!!!(przy normie do 10) podejrzewali sepse ale nie chcieli mowic na szczescie posiew krwi wyszedl jalowy wiec to nie sepsa. Miedzy czasie postawili diagnoze ze na 100% ma ostre zapalenie zatok i kom. siotwych. Musialam sie zgodzic na znieczulenie ogolne do Tomografii komputerowej, pozniej badania u okulisty( musialam wyjsc bo nie moglam zniejsc jak jej badali dno oka) i u laryngologa. I znowu strach bo na antybiotyk nie szla. Wiec dostala jeden mocniejszy i dolozyli jej pozniej drugi. W sumie 2 mocne antybiotyki i steryd na zejscie opuchlizny nosa pomogly. 10 dni w szpitalu wiekszosc tego czasu to strach ale juz jest dobrze. Dalej jestem w strachu o Elize nie moze zachorowac bo jest oslabiona. Czekam na wyniki na odpornosc chociaz to jest do przewidzenia ze bedzie miec zerowa. A to pewnie wszystko przez przedszkole. Pierwszy raz nam tak chorowala. Chyba zrezygnuje z tego.
Mam nadzieje ze wasze dzieciaczki beda zdrowsze.
A najgorsze jest to ze czeste antybiotykoterapie tez sie przyczynily do tego. Jeden lekarz sie za glowe zlapal jak uslyszal ze w 1 roku zycia miala 12 antybiotykow w tym jeden zaraz po porodzie.
takie sa uroki macierzynstwa mam tylko nadzieje ze juz bedzie zdrowa

Śmierć kliniczna i towarzyszące jej przeżycia.

Moje przeżycie nie było aż tak dogłębne, to znaczy nie osiągnęło fazy spotkania z innymi istotami i zatrzymało się na błogim spokoju , przynajmniej to pamiętam.
Jakieś dwa lata temu w lipcu miałem poważny wypadek samochodowy , - czołowe zderzenie z drugim samochodem. Jak ustalono później z zapisów GPS moja prędkość w momencie zderzenia wynosiła 65km/h. Od samego początku sprawa ta bardzo dziwnie wyglądała. Po prostu po wypadku miałem wymazaną całkowicie pamięć dotycząca mniej więcej 20 minut z przed wypadku i pamięć samego wypadku. Nie udało mi się odzyskać tych wspomnień do dzisiaj.
Gdy odzyskałem przytomność siedziałem na ziemi obok samochodu , nie wiem czy wysiadłem sam czy zostałem z niego wyciągnięty. W ogóle nie odczuwałem swojego ciała, cały czas odczuwałem spokój i błogi stan jaki opisałeś Przemo. Jednocześnie nie rozumiałem w ogóle sytuacji w jakiej się znalazłem Nie wiedziałem też gdzie jestem ani skąd się wziąłem. Dopiero jak zapytałem gdzie jestem , ktoś zza moich pleców podał mi nazwę miejsca. Później już w karetce ciągle znajdowałem się w stanie pełnej błogości , nic nie było ważne, nie odczuwałem żadnego bólu, sprawy ziemskie nie miały dla mnie żadnego znaczenia , tak jakbym pozostawił je gdzieś daleko poza sobą, nie odczuwałem żadnego strachu przed śmiercią, przez moment taka myśl powstała w mojej głowie, że jeżeli tak się umiera to proszę bardzo , nie mam nic przeciwko temu. Po tej myśli odpłynąłem w pełny błogostan. Powtarzało się to wielokrotnie co najmniej z 5 razy. Podróż karetką trwała dość długo bo do pokonania miała ona jak oceniam około 40 km w tym około 15 przez zatłoczone miasto jakim jest Wrocław. Do pełnej czyli normalnej świadomości doszedłem dopiero w momencie gdy przywieziono mnie na szpitalną izbę przyjęć. Tego samego dnia przy wieczornym obchodzie zażądałem usunięcia mi założonego cewnika , a na drugi dzień na własne żądanie wyszedłem ze szpitala. Wyniki łącznie z tomografią komputerową i wszelkimi możliwymi prześwietleniami pokazały , że nie mam żadnych wewnętrznych uszkodzeń mechanicznych. Próbowano jeszcze mnie zatrzymywać koniecznością dodatkowych badań, ale nie zgodziłem się .
Jak widać , nie dochodziłem do fazy spotkań z innymi bytami istotami, a przynajmniej nie pamiętam tego, nie mniej I fazę (błogostanu) zaliczyłem i pamiętam doskonale jak dobrze się wtedy czułem, jak nie chciałem porzucać tego stanu. Coś najwyraźniej z wielkim uporem odsyłało mnie z powrotem do ciała i to kilkakrotnie.

Witajcie -jestem Montana

Powiedziałem jej, żeby zeszła na parter i sama napisała co u niej, bo internet mają tam wielostanowiskowy, ogólnodostępny i za fri. No to chyba jutro sama napisze.



Tak Marcinie, wlasnie teraz pisze sama do Was. Przede wszystkim na poczatku ogromne buziaki i podziekowania za te wszystkie kciukasy i te super mile smsy od Wa. Poprostu was za to uwielbiam. Latwiej mi przez to wszystko przejsc jak wiem ile osob trzyma za mnie kciuki i sie modli.
Marcinie miales racje jestem w tej samej izolatce co Ty. Najpierw byla 2 dniowa kwarantanna czy nie przywleklam jakis bakterii ze soba. Ale wszystkie wyniki wyszly ok i mogli przestac chodzic wokol mnie ubrani jak z z filmu Epidemia :) Po dwoch dniach zaczely sie badania. I teraz Wam napisze co bylo pokolei, u nas w POlsce bym musiala spedzic w szpitalu chyba z pol roku zeby to wszystko zrobic a ty raz dw i pare dni wystarczy na wszystko. Poza tym ta opieka i troska o pacjenta wprost nieporiwnywalna do naszej. Tu pacjent jest na pierwszym miejscu doslownie i w przenosni. Wszystko jest tak robione by czul sie wprost komfortowo. Co chwila pielegniarki, salowe lekarze przychodza i pytaja sie czy wszystko ok i co jeszcze moga zrobic dla pacjenta by czul sie ok. Wystarczy maly grymas na twarzy by juz przychodzili z pomoca. Z tego co sie dowiedzialam St. Antonius jest najlepszym szpitalem w calej Holandii wygrali wszelkie rankingi. To o czyms swiadczy.
To badania ktore przeszlam :
- badanie zyl szyjnych dopllerem
- EEG+CCT to jest to co mial Marcin, czyli zakladaja taka siatke na glowe i sprawdzaja przyeplywy fal mozgowych , oczywiscie mi tez wydrapali takie lyse punkciki jak Marcinowi :)
- Przeswietlenia klatki glowy i szczeki
- spirometria i punkcja arterii to drugie mialam 1 raz w zyciu i ne nalezy do najprzyjemniejszych, kuja igla i sprawdzaja napowietrzenie zyl
- echo serca

to bylo w srode, w czwartek zas mialam konsultacje pulmunologiczne, laryngologiczne i rozmowe z dietetyczka, ustawila mi djete zebym przytyla . Daja mi nawet nutra drinki i slodycze do pojadania miedzy posilkami, wszystko to w ramach diety :)
na koniec byla tomografia komputerowa calej aorty i TCD czyli sorawdzanie dupllerem przeplywow nerwowych do glowy czy cos takiego, to tez mialam 1 raz w zyciu robione.
Dzis jestem juz po badaniach plucek to sie u nich nazywa longperfusje. Cos w rodzaju polaczenia przeswietlenia z tomografia komputerowa. Klejna nowosc dla mnie. Za chwile znikam na konsultacje dentystyczna i ginekologiczna :) ehhh wszystko musza sprawdzic. Na dzis tez mial byc arteriograf ale niestety cos sie stalo i przelozyli go na poniedzialek. MImo to mam nadzieje ze dzis juz mi cos powiedza czy zostaje czy nie, a jak nie to bede dopiero wiedziec w poniedzialek. Wtedy dam wam znac co i jak :)

Ok zbliza sie 15 .00 znikam na kolejne badania jak cos wiecorkiem sie jeszcze odezwe. Buziale dla Wszystkich. Monti

L I S T O P A D O W K I 2004

HEJ
Dzięki Dziewczyny za miłe słowa. Przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, że cieszą mnie takie podróże. Myślałam, że jestem skoszona i powinnam cieszyć się zaciszem domowego ogniska:) W Andaluzji jest bosko... Andalzuja to ponoć z marokańskiego skrawek raju czy coś w tym stylu. I.. zgadza się. Nawet o mały włos pracy tam nie dostałam. Oczywiście w chemii ciężkiej:):) Lubię tę pracę.:)
Olena
Jak szkolenie. Byłaś na 17-stce. Ja jestem auditorem z 9002 (jakość), 14001(środowisko), 18001 (BHP) no i muszę zrobić jeszcze 17025, ale jakoś nie mam czasu. Teraz mam przeprowadzić audit jako auditor wiodący na Bieli Tytanowej i przesuwam termin jak mogę. Nie mam kurczę czasu. A Ty byłaś się szkolić na auditora czy tak ogólnie?
Lena
Aż takie probelmy macie z dostaniem przedszkola? To co robią rodzice zawodowo aktywni??? To jakiś horror!
Jade
Napisz jak tam usg. Coś mi ta nazwa mówi - singular.
Te brzozy to pioruństwo. No i trawy:( Ech. Moje dzieci też prychają. A ja mam cały czas brak powietrza, bo też mnie coś uczula./ Wiesz.. najgorzej, ze ja nie jestem na pyłki uczulona, ale jak zjem to na co jestem, to zaczynam też reagować na pyłki i już kicham a oczy swędzą jakby mi je ktoś piórkiem łaskotał.

Dziewczyny. Mam problem. Jakiś czas temu pojawił mi się pokarm w piersiach. Dzisiaj zrobiłam prolaktynę w obciążeniu. Okazało się, ze źle mi wyszły wyniki. Jakoś tak zamiast po obciążeniu powiększyć się 3 razy mi się powiększyły 40 razy. Mam teraz iść do endokrynologa, bo nie chciałam brać bromergonu. TO ponoć może świadczyć o guzie przysadki mózgowej, ale niekoniecznie. A tak wogóle to skandal bno ja jako chora muszę płacić, za wszystkie badania krwi i poziomy hormonów a ta prolaktyna kosztowała mnie 58 zł. No i teraz chcą robić tomograf komputerowy głowy. Boję się, ze za to też każą płacić, a to ponoć kosztuje 500 zł. Spotkałyście się z tą prolaktyną? I co z odpłatnością za tomograf?
W czwartek idę z Oliwką do ortopedy na badanie długości nóżek no i jutro... brrr spotkanie z promotorką. Trzymajcie kciuki.
Pozdrawiam Was gorąco.
Ania

rak płuc

Dziękuję, też do takich myśli doszłam. Dzisiaj jednak wpadłam trochę w panikę. Mama ciągle się uskarża na ten ból migdałka, gardła czy krtani jak ja to określam. W końcu udało mi się ja namówić do lekarza rodzinnego i byłam z nią. Niestety....sama nie wiem jak napisać nie jest to zapalenie gardła ani powiększone migdały a lekarz też nie bardzo widzi, żeby z zaziębienia bolało ją ucho. No i teraz zaczełam sobie , może niepotrzebnie ale knuć teorię, że może niestety ja mam rację, że tak jak myślałam jest to od gruczoła dokrewnego, albo zaatakowało jej gardło. Może nie chcą jej powiedzieć prawdy. Może ten rak co naciekał opłucną zaczyna iść w kierunku krtani? Sama nie wiem, onkolog na wszystkie jej użalanie się na zaziębienie. Po badaniu przed chemią mówił, że nie widzi zaziębienia i żeby iść w takim wypadku do lekarza rodzinnego. Dzisiaj ten też powiedział, że nie ma żadnego stanu wskazującego na zaziębienie i niechętnie - bo się Mama upierała, że ją boli wysłał do laryngologa. Pani doktor dała jej jakieś lekarstwo do wdychania i to ma trochę pomóc. Powiedziała, żeby się nie przejmować bo ona nic z tej strony groźnego nie widzi. W zasadzie to widzę, że ani onkolog, ani lekarz nie widzą problemu. Pisałam, ze ze wzgledu na uskarżanie się Mamy na ból głowy jest w końcu skierowana na tomografię komputerową głowy na 18 grudnia. Obawiam się, ze są to działania pozorne aby uspokoić pacjenta. Mama zaczyna trochę kaszleć i chrząka. Billyb jeśli możesz napisz mi czy można jej jakoś pomóc i czy upierać się, czy lepiej nie z tym laryngologiem. A może to następny etap? Wolę wiedzieć prawdę!
Wyniki z przedostaniej chemii były takie:19/11/2007III-1cykl KGCBDA500mg+Gem1600mgd1 Premedykacja Dexaven, Metoclopramid Zalecenia Tramal 3x1
HGB10,8 RBC3,68 HTC30,8 WBC8,2 PLT254
Glukoza115 Kreatyn.66 Alat34 FA96 Bilirub0,4 Na 140,6 K4,21 Ca 106,9
nie mam jeszcze tych wyników przez które nie mogła dostac chemii.

1

Witam Bibiana i dziekuje za zainteresoawanie!Moja historia zaczela sie latem w 2001r.Bylam wtedy na urlopie w gorach(mam lek wysokosci)i wtedy wlasnie pierwszy raz potknelo mi sie serducho.Bylam przerazona bo nie wiedzialam co sie dzieje?!Po powrocie do domu czulam sie coraz gorzej(zawroty i dziwne bole glowy,bole klatki piersiowej,czestoskurcze-jeden za drugim,drzenie rak,zaburzenia widzenia).Stasznie sie balam,ze umre.Zaczelam miec trudnosci w normalnym funkcjonowaniu.Balam sie wychodzic z domu,wszedzie jezdzil ze mna moj maz.Niemal codziennie ladowalam w przyzakladowym ambulatorium.W koncu wybralam sie do lekarza.Bylam przebadana pod kazdym wzgledem(usg tarczycy,echo serca,okulista,tomografia komputerowa glowy)wszystko bez zastrzezen.Moja Pani doktor stwierdzila,ze mam nerwice i dala mi skierowanie do neurologa.Neurolog przepisala mi leki(nie pamietam nazw bo bylo ich naprawde duzo).Nie bylo lepiej, bylo coraz gorzej,a ja poglebialam sie w przekonaniu,ze niedlugo umre.Poprostu koszmar!Przestalam brac leki bo dowiedzialam sie,ze wpedzam sie w kanal.Zylam w ciaglym leku.Zaczelam chodzic do panstwowego psychiatry.Po 5 wizytach stwierdzilam,ze to mi nic nie daje i zrezygnowalam.Duzo czytalam o nerwicy,tluwaczylam sobie bez przerwy"Magda, nic Ci nie jest, wyniki masz wzorcowe" i tak na okraglo.No i jakos sie pozbieralam, ale nie do konca.Do tej pory mam dziwne bole z tym,ze teraz wiem ze to nerwica.Na szczescie ustaly napady leku.Ogolnie jest duzo,duzo lepiej nauczylam sie z tym zyc jednak miewam zle dni.To jest tak,jak nic mi nie dolega to psychicznie czuje sie swietnie,ale jak potknie mi sie serce to zaczynam miec czarne mysli np.a jak sie potknie i juz sie nie podniesie?Kiedys lekarz powiedzial mi,ze to sie dzieje odwrotnie:najpierw sie martwie i stad te niemiarowe bicia serca,takie bledne kolo.Czytajac o nerwicy dowiedzialam sie,ze tacy ludzie jak my zyja krocej bo ciagly stres oslabia nasz uklad odpornosciowy i szybciej popadamy w choroby.Boje sie tego bardzo!!!!! U mnie te potkniecia serca pojawiaja sie z rozna czestotliwoscia.Przez 3-4 tygodnie nic,a potem 2-4 dni mnie lapie do 5 razy dziennie po 3-4 sekundy.Dzisiaj mialam ze 3.Zauwazylam,ze zawsze wtedy musze isc szybko skorzystac z toalety. W pracy mam znajoma,ktora tez ma nerwice i od 2 tygodni chodzi do psychiatry.Bardzo sobie chwali,do tego stopnia,ze nie moze sie doczekac kolejnej wizyty.Podobno dziala na nia jak balsam!Stwierdzilam,ze tez sie wybiore za jakies 2 tygodnie.Moze w koncu ta Pani przemowi do mojego rozumu??? Babiana,napisz co u Ciebie,jak sie czujesz i jak sie u Ciebie to wszystko zaczelo?Pozdrawiam serdecznie i czekam na odpowiedz!NIE DAJMY SIE!!!

OSTATNIE WAKACYJNE TEMPERATURKI!!

Przestańcie straszyć tą prolaktyną z obciążeniem... Wielu lekarzy jej nie zapisuje bo to wynik takiego badania jednorazowo nie jest do końca miarodajny. Pozatym nie robi sie go samodzielnie tylko z estradiolem który jest wyznacznikiem tej metody. Zresztą do poczytania.

*
Estrogeny podnoszą poziom prolaktyny.

Badanie prolaktyny ma swoje ograniczenia. Istnieją bowiem trzy rodzaje cząsteczek prolaktyny różniące się ciężarem. Jedynie ta najlżejsza (ale za to stanowiąca ok. 80 % ogółu) jest czynna biologicznie. Z tego powodu zaburzenie proporcji pomiędzy różnymi rodzajami prolaktyny może dać fałszywie zaniżony lub zawyżony wynik.

Hiperprolaktynemia ma charakter czynnościowy lub organiczny (gruczolak). Teoretycznie do odróżnienia tych przypadków może służyć test z metoklopramidem. W teście tym bada się poziom prolaktyny, potem podaje się doustnie 100 mg metoklopramidu i ponownie ocenia stężenie prolaktyny. W warunkach prawidłowych po 60 minutach obserwuje się mniej niż pięciokrotne zwiększenie stężenia prolaktyny. Znaczenie tego testu w praktyce jest jednak niewielkie (nie ma dowodów na jego wartość kliniczną). W przypadku podejrzenia o obecność gruczolaka badaniem rozstrzygającym jest tomografia komputerowa lub rezonans magnetyczny.

Należy jednak podkreślić, że stwierdzenie gruczolaka najczęściej nie wiąże się ze zmianą sposobu leczenia, bowiem bardzo rzadko interweniuje się chirurgicznie. W związku z tym, że rezonans i tomografia są kosztownymi badaniami to można z nich zrezygnować jeśli

* poziom prolaktyny jest niższy niż 50 ng/ml (niektórzy za wartość graniczną przyjmują 100 ng/ml) oraz
* nie ma podejrzanych objawów (niewyjaśnione bóle głowy, zaburzenia widzenia) i
* stężenie prolaktyny normalizuje się do prawidłowych i względnie stałych wartości po zastosowaniu leczenia farmakologicznego.
* za "forum ginekologiczne"

Matty+, masz bardzo dobre wyniki hormonalne. Nie w tym trzeba upatrywać przyczyny. Na pewno Twój M też był badany. Może potrzeba po prostu czasu.

a za plamienia odpowiada głównie progesteron...ale masz dobry bo wykluczam wszelakie infekcje wewnętrzne... idź do lekarza.... pogadaj z nim. Na pewno będzie dobrze.

Przedświąteczne pogaduchy o maluszkach do 6mca :)

Widzę, że maluchy nam rosną!!! Coraz więcej mam ucieka na inny wateczek. No ja tu jeszcze posiedze dobry miesiąc.

Ja wczoraj miałam paskundy dzień.............nic dziwnegi 13!!!!
Rano okazało się, ze Amelcia mocno podziebiona:-(. Była z tatusiem u lekarza, ten oczywiscie zalecił antybiotyk, no ale ja nie podałam jej, nie chce jej tak na maxa faszerowac ta trucizna.Mam wykupiony jakby wystąpiła goraczka, ale goraczki nie ma to odpuściłam.
Potem przylazły do ans do firmy kobitki z Sanepidu, oczywiscie musiały sie troszkę poczepiać, ale powiedziałam im kilka słów i sie uspokoiły.

Na koniec dnia byłam z Mateuszkiem u chirurga dziecięcego, wizyta wczesniej umówiona ze względu na jego odkształconą główkę. Pisałam o tym wczesniej, wszystkie radziłyście mi aby układac go na inną strone, przełozyc łózeczko, my oczywiscie to wszystko robiliśmy, ale głowa i tak odkształcona, nie było i nadal nie ma poprawy. No i lekarz stwierdził, ze głowa wyglada nieciekawe, na pewno nie powstało to w wyniku preferowania leżenia na jedenj stronie, ponieważ w budowei czaszki jest zbyt wyraźna asymetria, z tyłu na potylicy. Obadał małego , kreczu szyjnego nie ma. Zlecił zrobienie tomografii komputerowe aby sprawdzic co jest przyczyna tego odkształcenia, prawdopodobnie zbyt szybkie zarastanie jednego ze szwów czaszki. Jesli tak bedzie to potrzebna będzie operacja neurochirurgiczna:-((. Nie chcę o tym jak na razie myslec. Teraz najwazniejsze jest zrobienie tej tomografii która wiele wyjaśni.

A wiec tak to u nas jest. Smutno mi, ale musze byc teraz spokojna i opanowana dla moich maluszków, one tego potrzebują.

Mateuszek jest wesolutkim, super rozwijającym sie maluszkiem.

Pozdrawiam was cieplutko i przepraszam, zę nie odnisę sie do postów, ale czytam co tam u was słychac i staram sie byc na bieżąco.

Moc serdecznosci.

neurolog czy szarlatran :)

Długo wpatrywałam sie w to co napisałaś.Czytałam kilka razy i powiem ci szczerze,że zaryzykowałabym.Może dlatego,że moi synowie są naprawdę niezdiagnozowani a lekarz stwierdził,że nie bedziemy nic kombinować bo przecież trzeba coś wpisać w historie choroby to napiszmy MPD.Analizując Twoją i moją sytuację dochodzę do wniosku,że jest tu duże podobieństwo tylko odwrócone.Myślę ,że rozumiesz co chcę powiedzieć ? Mi powiedziano od razu,że niewiadomo o co chodzi a ciebie być może zbywali nie chcąc naruszyć swojego autorytetu.A może kolejni lekarze bazowali na opinii poprzedniego?Jak do tej pory mimo,że moi chłopcy są nie zdiagnozowani cały proces leczenia i rehabilitacji odbywa sie jak przy MPD.W ten sposób nie zaszkodzimy a możemy jedynie pomóc-chociaż dalej nic nie wiemy.Jak bardzo bym chciała by kiedyś jeszcze jakiś lekarz rozniecił we mnie choć słabe światełko nadziei.

Badania są od tego by je przeprowadzać i czerpać z wyników.
Moi chłopcy mają padaczkę i zawsze mam obawy co będzie po kolejnej narkozie(choć ostatnio młodszy (12lat) mnie zaskoczył- tomografię komputerową przeszedł bez narkozy).
Twoja córcia faktycznie była w ciężkim stanie z tego co piszesz ale może w tym wszystkim jest jednak coś na co zwrócił uwagę ten lekarz.
Rozumiem Cię,że masz obawy ale (to moje zdanie)lepiej się przekonać niż potem pluć sobie w brodę i mieć wyrzuty sumienia.Im dziecko jest młodsze tym więcej można zdziałać.Warto zaryzykować ,żeby choć może na kilka lat poprawić stan zdrowia dziecka.My też walczyliśmy od najmłodszych lat o starszego syna i na dodatek każde badanie musialam wyciągać na siłę a nieraz podstępem.Podstępem uzyskałam skierowanie na rehabilitacje młodszego syna bo nikt nie wpadł na taki pomysł mimo,że był wcześniakiem i był wiotki na pierwszy, mój rzut oka-lekarze tego nie widzieli-bo po co?
Starszego syna doprowadziliśmy do samodzielności a teraz trzeba go karmić i przewijać ale cieszę sie,że choć przez kilkanaście lat cieszył się dzieciństwem jak inne dzieci.
Przemyśl to jeszcze 100 razy.I pewnie jeszcze parę głosów tu usłyszysz.
Chcesz czy nie, decyzja należy do ciebie a to jest tylko moje skromne zdanie ja przeprowadziłabym badanie nawet w narkozie.Gdybym mogła ,,przekopałabym,,cały organizm od stóp do głów.
Pozdrawiam i życzę dużo siły.
karmel66

Inne

Mam nerwowe tiki!

"Macie świetny blog. Strasznie mi się podoba.
Więc tak. Mam na imię Ania i mam 12 lat. Od pewnego czasu rodzice zaobserwowali u mnie tak zwane tiki nerwowe czyli takie :kiwanie:głową. Mogłybyście o tym coś napisać? Strasznie się boję co to jest.Byłam już dwa razy u Neurologa i miałam badanie EEG i pani powiedziała że mam strasznie złe wyniki. Czy coś ze mną nie tak? Pomóżcie. ~Anka

Aniu.
Moim zdaniem, powinnaś szczerze porozmawiać z rodzicami i spytać ich o swoje zdrowie.
Tik to krótkotrwały, stereotypowy, mimowolny ruch określonej części ciała (np. mruganie powieką, marszczenie czoła, zaciskanie pięści). Powstaje najczęściej na tle psychicznym, zwykle u dzieci.

Badania diagnostyczne.
Aby postawić diagnozę, lekarz musi zdobyć dokładne informacje na temat mimowolnych ruchów. Zazwyczaj pyta o ich charakter, początek, częstotliwość występowania oraz czynniki nasilające (np. stres). Kiedy już zgromadzi potrzebne informacje zleca przeprowadzenia badań-konsultację neurologiczną, tomografię komputerową, badanie rezonansu magnetycznego mózgu czy też elektroencefalografię (EEG).

Leczenie.
Decyzja o rozpoczęciu leczenia zależy od rodzaju nasilenia tików, ich przyczyny oraz stopnia, w jakim utrudniają normalne funkcjonowanie chorego. Łagodne tiki u dzieci zwykle ustępują i nie wymagają leczenia.Chorym z tikami prostymi, które nasila lęk, poddaje się niekiedy przez krótki okres leki uspokajające, np. benzodiazepiny, takie jak diazepam. Poleca się również psychoterapię, która może pomóc rozwiązać problem leżący u podstawy choroby. W leczeniu zespołu Gillesa de la Tourette'a pomaga Haloperidol,jest skuteczny w 80%. Niestety po odstawieniu leku objawy powracają.Poza tym ma on poważne skutki uboczne: senność, obniżenie sprawności intelektualnej, objawy przypominające chorobę Parkinsona.Bezpieczniejszym lekiem niż haloperidol jest klonidyna. Ten lek stosuje się w leczeniu nadciśnienia tętniczego,hamuje on przewodzenie pewnych impulsów nerwowych. Według badań pomaga on w 40%-70%. Chorzy, którym nie pomogły wcześniej wymienione leki mogą próbować leczyć pimozydem, którego działanie polega na hamowaniu receptorów dopaminergicznych w mózgu. Skutki uboczne tego leku są podobne do obserwowanych podczas leczenia haloperidolem.
Tiki i inne ruchy mimowolne występują w chorobie Huntingtona, dystonii, chorobie Parkinsona i niektórych chorobach nerwowo-mięśniowych.

Więcej o zespole Tourette'a znajdziesz na tej stronie >>kliknij<<

(źródło:http://pl.wikipedia.org/wiki/Tik )

Anque.

Przykład

Tomografy pracują w systemie zapisu DICOM zaś skanery CAD/CAM

Coś za coś - inne przeznaczenie urządzeń - inne możliwości.

Zadaniem pierwszych jest diagnostyka, drugich wzornictwo przemysłowe i grafika komputerowa (możliwy jest także zapis barwy), oczywiście ma to swoje konsekwencje.

Model tych pierwszych budowany jest w oparciu o przekroje - drugich o pomiar optyczny powierzchni obiektu (wynikiem jest chmura punktów).

Trzeba sobie zadać pytanie, po co chce się mieć taką dokumentację i do czego ma ona nam w przyszłości posłużyć.

Chmura ma tą zaletę, że pozwala na większe możliwości opracowania metrycznego (selekcji punktów - logicznego wiązania i automatyzacji pomiarów) - ale przyznam, to być może tylko kwestia mojego podejścia, posiada także powszechnie akceptowalny format zapisu (najprostszy z możliwych - txt).

Model otrzymany ze skanera jest bardziej multimedialny - stanowi bazę do większej ilości zastosowań - to jest obecnie zaleta tego systemu.
Dlatego moim zdaniem taki model jest wartościowszy od tego otrzymanego dzięki TK.

Wadą jest proces pomiarowy, który nawet po zastosowania automatyzacji w postaci sterowanego numerycznie stolika obrotowego wymaga czyszczenia z szumów, błędów np. wybić, refleksów a także domierzania powierzchni i ich dokładania, co oczywiście ma przełożenie na pracochłonność opracowania pomiaru. To nie tak, że bzyk i jest model.

Inną sprawą jest powszechność usługi. Tomografia jest powszechna, idziesz do prywatnej kliniki i z miejsca ją wykonujesz - klientem jest pacjent - który dla własnego dobra musi ją wykonać, tym samym, nie ma problemów z klientem, czy robisz TK żywej głowy, czy z pudełka, dla technika praca taka sama. U mnie klientem jest wzornictwo i grafika, a to trudny i jednak obecnie nadal dość rzadki klient.

Czaszka to też, nie łatwy pomiarowo obiekt jednak cena wykonania obiektów prostszych jest taka sama jak dla TK.

Tyle kosztuje skan np. korpusu manekina odzieżowego ok. 500zł.
Nie można mówić, zatem o powszechności dokumentacji antropometrycznej czy dok. zabytków, ale też nie można mówić, że to jakieś koszty zaporowe, tłumaczące nie stosowania tego rodzaju dokumentacji, czy też cyfrowej inwentaryzacji - dla obiektów "szczególnej wagi". A jak ktoś mówi, że nie ma pieniędzy na spektakularne badania - to mam radę. Niech się za te badania nie bierze, zwłaszcza gdy chodzi o niezagrożone niczym stanowisko archeologiczne.

A tak na marginesie, przystawki dla dziennikarzy wielokrotnie przekroczyły wartość usługi.

mieszana choroba tkanki łącznej

Jak to chorobą popromienną???

To jakieś nieporozumienie. Może mieli na myśli podobieństwo niektórych objawów chorób tkanki łącznej i choroby popromiennej (np. ostre popromienne zapalenie skóry - rumień, odczyn pęcherzowy, owrzodzenie, przewlekłe popromienne zapalenie skóry - suchość i ścieńczenie skóry, rozszerzenie naczyń, przebarwienia;
uszkodzenie komórek krwiotwórczych i limfatycznych - limfopenia, granulocytopenia, niedokrwistość, zaburzenia odporności, itp., itd.).

Nie można chorób autoimmunologicznych nazywać chorobami popromiennymi, co prawda nie rozpoznano dotychczas roli i wagi poszczególnych czynników środowiskowych na aktywację choroby, dlatego pewnie nie można jednoznacznie wykluczyć promieniowania jonizującego jako jednego z nich, ale zdecydowanie nie są to choroby popromienne!

Zresztą zachorowania np. na tocznia znane są od wieków, to nie są choroby nowe i nieznane w przeszłości. Po prostu nie było kiedyś odpowiednich metod diagnostycznych by je rozpoznawać i nazywać lecz nękają one ludzkość od dawna. Rozpowszechnia się wiedza o nich, ale nie znaczy to że występują częściej.

A Czarnobyl to osobna historia.... a właściwie HISTERIA.
Polecam do poczytania artykuł pt.

Czarnobyl – największy blef XX wieku.

Fakty naukowe mówią same za siebie, mimo to nie udaje się przekonać ludzi że Czarnobyl nie jest przyczyną wszystkich nieszczęść.
Ale naprawdę warto zapoznać się z raportem UNSCEAR – (Komitet Naukowy Narodów Zjednoczonych ds. Skutków Promieniowania Atomowego), na zachętę jedno ciekawe zestawienie:

Jakie dawki promieniowania otrzymujemy:
• zdjęcie rentgenowskie płuc: około 0,82 mSv
• wypalenie dziennie dwóch paczek papierosów produkcji krajowej: 0,47 mSv/rocznie (dawka na płuca)
tomografia komputerowa głowy: 2,6 mSv
• średnia roczna dawka (na całe ciało), jaką otrzymuje niepalący Polak: 3,3 mSv
• dawka, jaką w ciągu całego życia otrzymają Polacy (na całe ciało) w
wyniku wybuchu czarnobylskiego: 0,9 mSv

Zwiększenie ilości hormonów ze względu na wiek...

Tego na forum nie znalazłam, a jestem bardzo ciekawa. Nawet na swoim przykładzie opiszę daną sytuację...

W zeszłym tygodniu miałam robioną tomografię komputerową. Ze względu na to, że to badanie wykorzystuje promieniowanie, które może (a nawet jest wiadome) zaszkodzić płodowi, rejestratorka kazała mi podpisać oświadczenie, że nie jestem w ciąży. Stosuję tabletki, więc niby powinnam podpisać bez wahania, ale jednak cofnęłam się, skoczyłam do apteki i zrobiłam test (wynik negatywny). Podpisałam świstek i miałam zrobione TK. Niedługo będę miała wykonywany rezonans magnetyczny. Ta sama sytuacja, co przy tomografii komputerowej - nie mogę być w ciąży. Przed badaniem znów zrobię test. Na wszelki wypadek, bo przecież nie mam obowiązku wiedzieć, że jestem w ciąży, prawda? Czasem o tym się kobieta orientuje dopiero w drugim miesiącu, czasem w trzecim, a ja wolę mieć pewność przed badaniem, że nie zaszkodzę dziecku, które (ewentualnie) było by w moim brzuchu. Cóż, wszyscy powiedzieli, że dobrze i odpowiedzialnie zrobiłam, ale to nie ma większego znaczenia. Teraz do sedna sprawy...

Szczerze mówiąc, nie przyszłoby mi do głowy, że mogę być w ciąży przy regularnym i prawidłowym zażywaniu tabletek antykoncepcyjnych, gdyby nie... pewien artykuł w jakimś starym czasopiśmie dla kobiet (czytanym ostatnio u fryzjera). Otóż był tam list kobiety, która pisała, że tabletki przestają jej trzymać "okres" i plami różnie, w różnych dniach i z różną częstotliwością. P. dr odpisała jej, że tak może być, i że powinna poprosić swojego ginekologa o zmianę pigułek na mocniejsze. W porządku, rozumiem. A jak to się ma do zabezpieczenia przed ciążą? Czy jeżeli zaczęłam brać Novynette (tabletki z bardzo małą ilością hormonów) w wieku 17 lat, to czy istnieje potrzeba zmienienia ich za jakiś czas na mocniejsze, bo mój organizm się rozwija; bo jestem starsza; bo długo je przyjmuję i mogą już być za słabe dla mnie? Niby nie wydaje mi się to prawdopodobne, ale są na forum osoby, którym ufam na tyle, że liczę głęboko na ich odpowiedź. Na pewno zapytam o to ginekologa, ale spotkam się z nim dopiero za 3 miesiące, a jestem bardzo, bardzo ciekawa. Nie powiem, że się przestraszyłam możliwości ciąży, ale mimo wszystko... Z góry Wam dziękuję za odpowiedź i przepraszam za długość posta.

1

"Pragnę podzielić się z Państwem jednym z moich doświadczeń zastosowania soku z noni. Lekarz z zaawansowaną chorobą nowotworową jelita grubego - guz wielkości głowy noworodka z przerzutami do wątroby i płuc, po leczeniu operacyjnym, a także chemioterapii. Kolejne cykle chemioterapii nie zatrzymały rozwoju choroby nowotworowej. Oprócz udokumentowanych wyników badań USG, tomografii komputerowej (CT) - wzrastała ilość przerzutów do wątroby i płuc, z dnia na dzień pogarszał się ogólny stan pacjenta. Organizm wycieńczała hektyczna gorączka (skala temp. od 35 do 40 stop. C).
Po konsultacji w grudniu 2002r. obok dotychczas stosowanej przez onkologów chemioterapii, zalecono sok z noni w dawce: 3 x 30ml, Super Co Q10 Plus w dawce 100mg na dobę, C 1000 w dawce 2 x 2 tabl., Mega Protect 4 Life: 2 x 1 tabl., AC Zymes: 3 x 2 kaps. oraz dietę zgodną z grupą krwi A.
Po włączeniu soku z noni, zaobserwowano lepszą tolerancję chemioterapii: ustąpiły wymioty, nudności, powrócił normalny apetyt, zaczęły odrastać włosy. Po 2 tygodniach, na zewnątrz jamy brzusznej samoistnie wydostała się ogromna ilość ropy (ok. 3 litry) - pacjent obudził się rano w "jeziorze" ropy. Od tego momentu ustąpiła gorączka, a stan ogólny pacjenta zaczął się wyraźnie poprawiać. Kolejne badania CT i USG w marcu 2003r., wykazały ustąpienie ognisk przerzutowych z wątroby i płuc do całkowitej remisji.
Obecnie stan zdrowia Pana Doktora jest zadowalający, powrócił do normalnej masy ciała, ma prawidłowe wartości morfologii krwi. Planuje powrót do pracy zawodowej i ma zamiar zainteresować się preparatami naturalnymi. Wyznał w rozmowie ze mną, że do czasu swoich doświadczeń z Polinesian Noni był sceptyczny i uznawał wyłącznie skuteczność preparatów farmakologicznych."
CaliNETinfo, czerwiec 2003 - "Moje doświadczenia z Polinesian Noni" - dr nauk med. Danuta Broniarczyk - Pawłowska

proszę o poradę

Witam,
proszę wysłuchajcie mojej historii nerkowej.
Pragnę mieć dziecko a nie wiem czy w takiej sytuacji to ma sens...czy jest ktoś wśród was -kobieta, która urodziła mając taki stopień niewydolności,chciałabym porozmawiać..

Mam 28 lat rok temu wykryto u mnie niewydolność nerek, nie miałam biopsji,stwierdzono przewlekłe kłębuszkowe zapalenie nerek, którego nabawiłam się jak miałam 10 lat i nie było przez tyle lat leczone...aż zaczęło dawać objawy teraz:zmęczenie, bóle głowy,pobolewanie w odcinku lędźwiowym; dodatkowo ma przewlekłe zapalanie tarczycy Hasimoto ;TSH - 4,30, nie stwierdzono nadciśnienia,ale jest podwyższone i ciągle jest mi gorąco, dodatkowo kilka torbieli na nerkach.
Wyniki od roku utrzymują się na podobnym poziomie,podam maksymalne wartości:
- GFR 31 (1,73 ml/min) - kreatynian 2 (mg/dl) mocznik- 64(mg/dl), kwas moczowy 6,4 (mg/dl), , ANA 1 i ANA 2- nie wykryto białko w moczu-śladowe ilości,brak bakterii. Pozatym wykonałam wszelkie możliwe badania oprócz biopsji, tj. wszelkie rodzaje usg (tętnic nerkowych też-nic nie wykryto), scyntygrafia, tomografia komputerowa jamy brzusznej,, kapilaroskopia (widoczne troche pętle typu Reynauda, itd..siusiam co 2 godziny, wypijam ok 2 litrów.
Biorę tylko witaminę D oraz EUTYROX na tarczyce. Poza tym lekarz na razie nie zastosował żadnego leczenia,bo jak twierdzi wyniki stoją w miejscu, biopsji też nie zaleca póki co.
To tyle w skrócie
Pragnę mieć dziecko ale podchodzę do sprawy również racjonalnie.
Czy jest wśród Was kobieta, która była w podobnej sytuacji i zdecydowała się na macierzyństwo?
Jeśli ktoś z Was zechce się podzielić doświadczeniami będę wdzięczna, za każde słowo i te dobre i te złe

Z jakich chorób wyleczyła Was dieta optymalna?

Użytkownik "Pawel (Paleo)" <ppaleo@interia.pl> napisał w wiadomości
news:biut87$1h62$1@civ.pl...

"Krystyna*Opty*" napisał(a):

masz na to dokumentacje medyczna ? twierdzisz ze np ustapila Ci miazdzyca
na
jakiej podstawie?

objawowo czy mialas np koronografie przed i na DO?



Fakt - sekcji jeszcze u mnie nie wykonano... ;>
A to jest najpewniejsze badanie na miażdżycę, zwłaszcza naczyń mózgowych.
A koronarografię robi się w przypadku nieskutecznego leczenia
farmakologicznego choroby wieńcowej. Moje serce jest OK.
Już kiedyś tu na grupie się mocno tłumaczyłam z moich chorób, ale niestety -
wszystko przepadło wraz z poprzednim serwerem (Swadlerna) - taka jest "uroda
stodoły" ((
i właśnie (żeby łatwo było, za pomocą google, odnaleźć stare posty szeroko
dostępne w usenecie) - zależało mi na zabieganiu o utworzenie grupy
dyskusyjnej pl.misc.dieta.optymalna /pl.misc.dieta.kwasniewskiego - bo ile
razy można powtarzać niedowiarkom i tłumaczyć się z własnych chorób?
No ale niestety, nadal tu siedzimy, i jesteśmy zmuszeni ponownie tracić
czas na pisanie tego samego.
Jest na to mnóstwo listów-dowodów do Kwaśniewskiego, że miażdżyca ustępuje
na DO i ja to potwierdzam. Moja miażdżyca dotyczyła naczyń mózgowych (miałam
silne zawroty głowy i problemy z widzeniem). Miażdżycę naczyń mózgowych
trudno zdiagnozować, w każdym razie lekarze którzy mnie leczyli, badań w tym
kierunku nie zrobili. Poza tym podawanie kontrastu do naczyń mózgowych nie
jest obojętnym bodźcem dla organizmu, niesie z sobą spore zagrożenia i
dlatego wykonuje się je w sytuacjach tylko koniecznych.
Zresztą o tym z pewnością miałby więcej do powiedzenia Bruford, niż ja,
gdyby zechciał nam o tym opowiedzieć...

Miałam też ucisk na tętnicę kręgową w kręgach szyjnych spowodowany
dyskopatią i zwapnieniem (badanie - tomograf komputerowy). Operacja
usunięcia dysku C5-C6 spoodowała nagłą poprawę widzenia (nawet wzrok
odzyskał widzenie większego nasycenia barw i jaskrawości) i ustąpienie
zawrotów głowy. Niestety, po zagojeniu miejsca operacji, gdy z pozycji
poziomej przeszłam do pionowej, czyli zaczęłam większość dnia spędzać w
pionie - stopniowo w ciągu trzech tygodni zawroty głowy powróciły. Wtedy dla
mnie to było jak wyrok. Profesor Haftek w Konstancinie skierował mnie na
ponowne badanie rezonasu magnetycznego - rozłożył ręce i powiedział, że
operacja nie wykazuje żadnego ucisku na tętnicę i że już nic więcej się nie
da zrobić...
O miażdżycy pomyślałam dopiero na końcu, po lekturze publikacji
Kwaśniewskiego, na zasadzie wykluczenia innych ustaleń w toku wykonanych
wcześniej badań i diagnoz medycznych, objawów, a w końcu - po zastosowaniu
DO i ustąpieniu silnych zawrotów głowy i odzyskaniem prawidłowego widzenia
(ruchomych obrazów)- a na ten sukces czekałam aż 1,5 roku stosowania DO.
Na końcu tego czekania doczytałam się U Kwasniewskiego o leczniczych dawkach
alkoholu...
Efekt był piorunujący! Przez 3 tygodnie każdej nocy silnie narastał
w głowie szum i nie pozwalał spać, często musiałam się podnosić, żeby szum
ten (wraz z odpływem krwi z głowy) nieco ustąpił, rzucałam się w czasie snu,
aż raz nawet spadłam z wersalki... ))
Po trzech tygodniach - jak ręką odjął! Zawroty szlag trafił! I tak jest do
dziś. Wg mnie był to objaw stałego niedotlenienia/niedożywienia mózgu i z
pewnością był spowodowany miażdżycą naczyń mózgowych.
Czyli najpierw udało mi się jej pozbyć, i na tej podstawie dojść do wniosku,
że to była miażdżyca.
Dowodów na to nie mam. Lekarze postarali się, żebym ich nie miała... ;>
Ale mnie już one do niczego nie są potrzebne.

nie to ze sie czepiam ale ludzie rozne rzeczy w internecie pisza a jak
masz
na to dowody to zyskasz nowe rzesze zwolennikow DO bo Twoje uzdrowienie
wydaje sie byc modelowe
a i przeciwnikom zamkniesz usta



Wtedy nawet miażdżycy nikt z lekarzy u mnie nie brał pod uwagę. Gdy leżałam
na neurologii, nawet nie zrobiono mi badania cholesterolu we krwi, nie
mówiąc już o frakcjach...
Ust niedowiarkom nie zamkną żadne dowody typu wyniki badań, dzisiaj
kwestionuje się już wszystko. Nawet to, czy Kwaśniewski w ogóle jest
lekarzem, to co tu mówić o jakichś tam papierkach z czjąś diagnozą... (?)

--
Krystyna*Opty* [DO] od 06.1998 r.

Mądrości trzeba zawsze szukać w sobie,
nie zawierzać ślepo autorytetom. Wojciech Eichelberger

..

Ogień w zatoce

Prawie połowa osób chorych na zapalenie zatok nie wie o tym. Leczą się na wiele innych przypadłości lub cierpią latami!

Magda zawsze bardzo dbała o swoje zdrowie. Dlatego była zdziwiona, gdy którejś nocy obudził ją dokuczliwy ból szczęki. Jak to? Przecież niedawno była u dentysty, który jedynie pogratulował jej zdrowych zębów. Gdy rano trafiła do niego ponownie, potwierdził, że wszystko jest w najlepszym porządku. Skąd w takim razie te koszmarne dolegliwości? W dodatku wkrótce do bólu szczęki dołączyła się wysoka gorączka i... katar.
U Joanny ból głowy zaczął się kilka miesięcy temu. Była przekonana, że to migrena. Pojawiała się co jakiś czas i trwała parę godzin lub parę dni. Neurolog, do którego wreszcie poszła, stwierdził, że jedyne, co może dla niej zrobić, to wypisać receptę na leki przeciwmigrenowe. Ale kobieta była stale zmęczona, źle spała, postanowiła poszukać zatem pomocy u innego lekarza. Ten od razu skierował ją do laryngologa. Wkrótce trafiła tam również Magda. Okazało się, że obie kobiety mają problemy... z zatokami.

Skąd ten ból?
Zatoki, to tak naprawdę wypełnione powietrzem przestrzenie w kościach twarzy. Ułożone są symetrycznie po obu stronach nosa i w zależności od położenia nazywane szczękowymi (nad górnymi zębami), sitowymi (u nasady nosa) lub czołowymi (nad łukami brwiowymi). Zatoki są nam potrzebne, bo nawilżają i oczyszczają powietrze, które wdychamy. Z nosem łączą się wąskimi ujściami. Niestety zdarza się tak, że w czasie kataru ujścia te zostają zablokowane, z powodu obrzęku błony śluzowej nosa. Wtedy w zatokach rozwijają się bakterie, które mogą spowodować w nich stan zapalny.

Czekając na pomoc
Ostre zapalenie zatok zaczyna się zwykle tak jak u Magdy – silnym bólem z towarzyszącą mu podwyższoną temperaturą. W zależności od tego, która zatoka jest zajęta przez infekcję, ból może pojawić się w okolicy szczęki, pomiędzy oczami lub w okolicy czoła. Gdy zapalenie zatok nie jest leczone, przechodzi w stan przewlekły, tak jak w przypadku Joanny. Wówczas wystarczy lekkie przeziębienie lub zwykłe przechłodzenie, by zatoki ponownie dały o sobie znać. Wtedy właśnie pojawiają się bóle głowy, nasilające się przy jej pochyleniu, a także uczucie osłabienia, zmęczenia i senności (to skutek niedotlenienia organizmu). Takie objawy powinny skłonić do jak najszybszego kontaktu z lekarzem laryngologiem i wykonania szczegółowych badań.

Diagnoza potwierdzona
Wstępną diagnozę można zweryfikować za pomocą jednego z kilku podstawowych badań. Na wszystkie wymagane jest skierowanie od lekarza.

- Zdjęcie rentgenowskie. To chyba najszybsza metoda. Wynik badania można mieć już po kilku minutach. Zwykle trzeba jednak poczekać na jego opis lub pójść z kliszą do swojego laryngologa.

- Tomografia komputerowa. Bardzo precyzyjny sposób diagnostyki, szczególnie przydatny przy ocenie zmian w obrębie kostnych ścian zatok.

- Jądrowy rezonans magnetyczny. Pozwala na dokładne obrazowanie tkanek miękkich, jest mniej przydatne do stwierdzenia zmian w układzie kostnym.

- Termowizja. Polega na ocenie różnic temperatury między tkanką zdrową, a zmienioną chorobowo (procesy zapalne powodują podwyższenie temperatury okolic, których dotyczą). W badaniu termowizyjnym możliwe jest uwidocznienie obecności i rozległości stanu zapalnego w obrębie zatok.

- Endoskopia jam nosa. Wprowadza się wąską rurkę (endoskop) do nosa i ogląda zatoki na ekranie monitora). Badanie pozwala na dokładną ocenę stanu zatok oraz drożności ich ujść do nosa.

Jak ugasić ogień?
Jeśli lekarz po wykonaniu jednego z opisanych wyżej badań stwierdzi ostry stan zapalny zatok, prawdopodobnie zaleci przyjmowanie środków przeciwzapalnych (np. z ibuprofenem) wraz z lekami obkurczającymi błony śluzowe nosa i zatok (najczęściej preparaty z pseudofedryną). To pozwala na szybkie zmniejszenie bólu i udrożnienie ujść zatok, co jest podstawowym warunkiem ich wyleczenia. Tylko czasem, kiedy dojdzie już do rozwoju bakterii, konieczne jest zastosowanie antybiotyków, które bierze się około 7–10 dni.
W przypadku przewlekłego zapalenia zatok przed antybiotykami nic już nas nie uchroni. W dodatku trzeba je brać bardzo długo nawet do 3 tygodni. Oprócz tego stosuje się zabiegi fizykoterapii (np. jontoforezę lub inhalacje ultradźwiękowe). Niestety, jeśli stan zapalny trwa już bardzo długo, te wszystkie metody leczenia mogą okazać się niezbyt skuteczne. Wówczas pozostaje zabieg chirurgiczny, który zwykle radykalnie poprawia stan chorego. Trzeba jednak pamietać o tym, że gdy zatoki raz zachorują, zawsze trzeba już bardziej je chronić.

Źródło: Vita

Historia Barbary

Witam wszystkich serdecznie!
Mam na imię Barbara i niedawno skończyłam 60 lat.
Od prawie roku poszukiwałam jakichkolwiek informacji na temat raka jajnika,aż przez przypadek trafiłam na to forum z czego się ogromnie cieszę.To forum jest jak światełko w ciemnym tunelu.Chorym kobietom i ich bliskim którzy mają tyle siły i zrozumienia problemu aby dawac wsparcie, pomoże wytrwac w tej trudnej i długotrwałej walce o jutro.
Mam za sobą prawie rok walki z rakiem jajnika i w tej chwili już jakąś wiedzę zdobytą po części z rozmaitych artykułów, a po części z własnego doświadczenia.Wiem jak trudny jest początek kiedy diagnoza poraża i w głowie kłębią się myśli ,,dlaczego ja?co dalej?czy to już koniec życia?" i tak jak w moim przypadku ,,przecież w mojej rodzinie nikt nie chorował na raka, więc skąd to u mnie?"Wiem też jak trudno jest znaleźc odpowiedzi na te pytania.

A oto moja historia:
Osiemnastego grudnia 2006 roku obudziłam sie z silnym bólem brzucha co zmusiło mnie do pójścia do lekarza pierwszego kontaktu.Dostałam natychmiast skierowanie na chirurgię do szpitala.Przepłukano mi solidnie cały układ pokarmowy,wykonano rtg klatki piersiowej i brzucha,które nic nie wykazały.Wykonano też gastroskopię i kolonoskopię-wyniki bez zmian.USG jamy brzusznej wykazało obecnośc płynu w jamie otrzewnowej.Badanie tomografem komputerowym poza obecnością płynu niczego nie wykryło.Dopiero marker Ca 125 dał wynik 1193.Odesłano mnie do domu z zaleceniem powrotu drugiego stycznia 2007r.na oddział ginekologiczny.Po czterech dniach pobytu i trzykrotnie wykonywanym badaniu usg dostałam skierowanie do Kliniki Ginekologii Onkologicznej w Krakowie.W połowie lutego odbyła się pierwsza operacja tzw. zwiadowcza.Po otwarciu brzucha okazało się,że prawda jest inna niż wykazywały wyniki badań.Na jajnikach nie były widoczne zmiany, natomiast rak był na jelitach,na otrzewnej i w sieci.Lekarze mieli wątpliwości,czy w ogóle początek wyszedł z jajników.Badanie histopatologiczne pobranych w trakcie operacji próbek miało dac odpowiedź.Niestety nie dało.Dodam,że wypompowali ze mnie w trakcie operacji około 12-tu litrów wody.Na operację szłam jak do porodu bliźniaków,a potem na salę ogólną wracała ,,laska".Została wdrożona chemia carboplatyna + endoxan.Po czterech kursach pomimo transfuzji nie byłam w stanie przyjąc następnej dawki ze względu na parametry krwi.Lekarze podjęli decyzję o wykonaniu ponownej operacji.Dwudziestego czerwca 2007 r.wylądowałam na sali operacyjnej. Po wybudzeniu usłyszałam,że powycinali co tylko było możliwe, a więc macicę z przydatkami,jajniki,siec i wyrostek robaczkowy, w ogóle to około 90 %.Zostało trochę raka na jelitach i otrzewnej.Byłam szczęśliwa jak dziecko które dostało wyśniony prezent.Kiedy przyszedł wynik z histopatologii byłam ogromnie zdumiona.Rak był w każdym z usuniętych organów,nawet w wyrostku robaczkowym.Wniosek-chemia sobie a rak sobie.Nastąpiła natychmiastowa zmiana chemioterapii na cisplatynę +taxol, no i płukanki.Jak się można czuc po takiej chemii chyba już na tym forum przeczytaliście.Ja wracałam do życia po każdej dawce po dwóch tygodniach.Trzy tygodnie temu udało mi się zaliczyc ostatnią szóstą chemię.Dziesiątego grudnia pojadę na tomografię komputerową.Jej wynik będzie chwilą prawdy.Dalej będą badania kontrolne, albo kolejna jakaś chemia a równie dobrze kolejna operacja.
Bez względu jednak na to co mnie czeka wiem jedno- jest to walka i to ostra do końca.Nie wolno się poddac.Każdy przeżyty dzień to kolejne małe zwycięstwo.
Gorąco wszystkich pozdrawiam,a szczególnie Roberta i jego żonę Gosię.Robert, to co robisz z tak ogromnym zaangażowaniem i znajomością tematu bardzo podnosi na duchu.[/list]

bolerioza

Witam, jestem kobietą 46 letnią, mieszkam w Radomiu. Od razu na wstępie chcę przeprosić, że się rozpisze ale chcę dokładnie opisać swoją sytuację zdrowotna. Zacznę od początku.....

Od dziecka byłam osoba dość chorowitą bardzo często chorowalam na angine i zapalenie płuc.ale nie o tym chce pisac.
Zdarzylo to się około 6 lat temu bylam w lesie na jagodach .na drugi dzien koło poludnia zobaczylam że mam kleszcza umiejscowionego w lewym pośladku zanim wybrałam się do lekarza aby mi go usunał ,niestety ten kleszcz się urwał a było to już kolo wieczora.Pojechałam na pogotowie gdzie pielęgniarka igłą wydłubała mi go i kazała robić kąpiele wodą z mydłem. Nie wiem czy mialam miejsce zaczerwienione czy nie bo nie ogladałam.Po dwuch dniach zaczęła nagle pobolewać mnie prawa reka w nadgarstku ale jakos wytrzymałam ten dzien.Ale niestety nastepnego dnia już nie moglam z bólu nawet paluszkiem ruszyc w tej ręce. Poszłam do lekarza wiadomo jaka jest procedura najpierw rodzinny skierowanie a potem do ortopedy.Lekarz obejrzał reke nic nie powiedzial włozył mi ręke w gips i podał jakiś antybiotyk nie powiem jaki bo nie pamiętam .Po 2 tygodniach poszłam na kontrole bo ręka mniej już bolała wiec lekarz zdjął gips i leczenie się na tym zakończyło.
Rok temu w listopadzie zaczeła mnie strasznie głowa boleć w jednym miejscu to znaczy po prawej stronie około 5 cm nad uchem ból był niesamowity, z tego miejsca rozchodził się po całej głowie jakby korzenie drzewa brałam po 7 ketonali 100mg dziennie i to nie wiele pomagało.Chgodziłam od lekarza do lekarza żeby pomógł ale niestety kończyło się to tylko na kolejnych badaniach miałam zbadac dno oka czy może to nie od tego .badanie okazalo się prawidłowe. Potem zrobiłam tomografie komputerowa która również nic nie wykazała no i przeswietlenie kregoslupa szyjnego również okazało się ze jest wszystko ok. Ból ustapił sam z siebie około lutego.
Pod koniec kwietnia nagle dostałam strasznego bólu żołądka gdzie trafiłam doszpitala tam zrobili mi wszystkie badania nie będę przepisywac wyników bo lekarz stwierdził ze wszystkie sa prawidłowe i puścił mnie do domu ze skierowaniem do gastrologa no i przepisał mi tabletki o nazwie ortanol jeśli nie pomogą to ma się zgłosić do specjalisty.Na szczeście leki pomogły więc się nie wybrałam.
Dokladnie zaczeło się to 24czerwca 2008 r wróciłam z pracy o godzinie 24 i położyłam się spac rano wstałam i lewy łokiec troszke był spuchniety i bolał pomyslałam ze pewnie w nocy cos mnie ugryzło dlatego pewnie przejdzie. Pojechałam do pracy ale niestety tam nie mogłam nic już wziąść do reki
Łokieć był już tak bardzo spuchnięty jak bania (pracuje w magazynie części samochodowych jako magazynier pakujemy części na wysyłke jest to bardzo cieżka praca).Kierownik zawiózł mnie do lekarza gdzie lekarz sciągnął mi 2x 2cm wody z łokcia i przepisał kapsułki do łykania Dalacin . Było to około godziny 18. O 22 jak wracałam do domu miałam goraczke ponad 38 stopni było mi strasznie zimno i nie mogłam wytrzymac z bólu i pojechałam na pogotowie gdzie sciagneli mi jeszcze 2 cm wody.Po dwoch dniach miałam wizyte u ortopedy gdzie sciagał mi wode i przy nastepnych wizytach co 3 dni tez. 7 lipca sciagnął mi ostatni raz wode i wszczyknął mi 1 ampułke Diprofos w łokieć. Po tym Leczeniu 8 lipca powróciłam do pracy ale niestety po 3 dniach zrobiło mi się zapalenie sciegien przy nadgarstku a łokieć również nadal bolał( może nie będę tak szczegółowo opisywac dalszego leczenia) miałam jeszcze pozniej 9 blokad w łokieć gdzie jedna z nich uszkodziła mi najprawdopodobnie nerw łokciowy, (mam nerw łokciowy usidlony w przegrodzie i ueszkodzony)chodziłam na rehabilitacje w sierpniu które nic nie pomogły.
Jeszcze pozniej we wrzesniu miałam nastepna rehabilitacje po której było jeszcze gorzej bo reka zaczynała jeszcze bardziej bolec niż na poczatku.
Nastepna rehabilitacje miałam w pazdzierniku gdzie podczas rozmowy z rehabilitantem on zasugerował mi zrobic badania na bolerioze. No i zrobiłam i niestety wynik wyszedł dodatni.
Zgłosiłam się do przychodni zakaźnej w Radomiu gdzie od 22 października zaczęli mnie leczyc Doxycylina 2x1 tabl.(0,1g) do 20 listopada.(badanie Bolerioza IgG (+)dodatni BoleriozaIgM(+/-)watpliwe)metoda Elisa z 21X)teraz mam miesiac przerwy w leczeniu ale niestety reka nadal mnie boli mogę powiedziec ze teraz od jakiegos czasu obie i niestety zaczynaja bolec mnie również nogi od bioder w dół kolana i stawy skokowe.
Teraz poddałam się pierwszemu szczepieniu przeciw żółtaczce i po drugim w styczniu chcę się poddać operacji na uwolnienie nerwu łokciowego z przegrody, żebym reką mogła wreszcie troche ruszac bo niestety trwa to od czerwca wskutek czego następuje zanik mięśni.
Jeszcze chciałabym dodać, że w marcu kończy mi sie zasiłek rehabilitacyjny i chciałabym wrócic do pracy.
Może pan podpowiedziałby mi co mam dalej zrobić jak sie leczyc,gdzie się udać, żeby to leczenie było skuteczne.
Z góry dziękuje za odpowiedź i przepraszam, że tak bardzo sie rozpisałam.

1

Padaczka - mity a rzeczywistość

Przez stulecia wokół padaczki unosiła się aura mitów, uprzedzeń i niejasności, które dopiero z czasem udało się przezwyciężyć. Powoli zanikają panujące przez wieki opinie dyskryminujące dotkniętych tym schorzeniem, którzy mogą i powinni aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym i rodzinnym.

Na padaczkę chorowało wiele znanych osób, m.in. George Byron, Fiodor Dostojewski, Aleksander Macedoński, Ludwig van Beethoven, Juliusz Cezar czy Napoleon. Statystyki pokazują, że jest to obecnie jedna z najczęściej występujących chorób neurologicznych. Na świecie przypadłością tą dotkniętych jest ok. 50 mln ludzi bez względu na wiek, płeć czy rasę. W Polsce na padaczkę choruje ok. 400 tys. osób, to jest 1 proc. społeczeństwa. Epilepsja jest wynikiem nieprawidłowej czynności mózgu i, wbrew potocznym opiniom, nie ma nic wspólnego z chorobą psychiczną. Napady padaczkowe powstają w wyniku wyładowań bioelektrycznych, podobnych do tych, które pojawiają się, kiedy w układzie elektrycznym dojdzie do spięcia. Padaczka może być spowodowana m.in. urazem czaszkowo-mózgowym lub nowotworem mózgu. Dlatego każdy pacjent, u którego występują napady drgawkowe, często z utratą przytomności, mimowolnym oddaniem moczu a czasami z przygryzieniem języka, powinien być poddany badaniom tomografii komputerowej lub rezonansem magnetycznym, które potwierdzą bądź wykluczą rozpoznanie nowotworu ośrodkowego układu nerwowego, np. wolno rosnącego guza mózgu. Napady padaczkowe występują w każdym wieku. Jednak 75 proc. epizodów pojawia się u dzieci przed 14. rokiem życia. Napady mogą być częściowe, powstające w określonym obszarze mózgu i tam też wygasające, oraz uogólnione, rozprzestrzeniające się na obie półkule i pień mózgu, manifestujące się utratą przytomności. Zdarza się, że napad padaczkowy, który sam w sobie nie stanowi zagrożenia, mimo podawanych leków przedłuża się i trwa nawet kilkadziesiąt minut, a chory nie odzyskuje przytomności. W takim przypadku mamy do czynienia z zagrożeniem życia. Wtedy pacjent wymaga leczenia szpitalnego pod intensywnym nadzorem neurologicznym. Bardzo ważny w rozpoznaniu rodzaju padaczki i wdrożeniu odpowiedniego leczenia jest wywiad od osób, które są świadkami zdarzenia. Dodatkowym badaniem podczas rozpoznawania padaczki jest analiza zapisu fal mózgowych - badanie elektroencefalograficzne (EEG). Najnowszą metodą różnicowania napadów padaczkowych od innych jest telewideometria. Istotny jest także dobór odpowiedniego leku i jego regularne przyjmowanie. Poza leczeniem farmakologicznym ważne jest również zrozumienie istoty choroby przez samego pacjenta, pozbawione uprzedzeń zachowanie najbliższego otoczenia i pełna akceptacja społeczeństwa. Podczas napadu chorego należy ułożyć na boku, co pozwala uniknąć zachłyśnięcia, podłożyć pod głowę coś miękkiego, a następnie poluzować uciskające części garderoby. Ważne, by nie wkładać choremu do ust żadnych przedmiotów. Po napadzie zaś należy pacjenta ułożyć w spokojnym i wygodnym miejscu, gdzie będzie mógł dojść do siebie.
Mariusz Kamieniecki

/kolejny raz o raku prostaty.....

Witam,

tak - tylko tyle jest napisane... nic więcej.
Ja na necie wyczytałam, że to oznacza tylko komórki rakowe... to jakaś paranoja...

Dziękuję i pozdrawiam
Marta



mrakad: "cellulae carcinomatosae" znaczy po łacinie "komórki rakowe" - ani mniej, ani więcej.

marta 1305: jeśli to co podajesz, to są naprawdę wszystkie wyniki biopsji, to te wyniki są nieprofesjonalne, niekompletne i o przeraźliwie niskiej jakości. Brakuje elementarnych danych. Wyniki z biopsji powinny zawierać przynajmniej liczbę pobranych rdzeni, liczbę rdzeni w ktorych znaleziono komórki nowotworowe, i ocenę histopatologiczną komorek nowotworowych w skali Gleasona od 2 do 10 (x+y). Często zawierają także wstępną ocenę zaawansowania nowotworu od T1 do T4.

[W skali Gleasona (x+y), x to dominująca struktura utkania nowotworowego oceniana od 1 do 5, natomiast y to mniejszościowa struktura utkania nowotworowego od 1 do 5]. Nie ma i nie może być sensownej diagnozy nowotworu prostaty w oderwaniu od oceny tkanki nowotworowej w skali Gleasona.

Wychodzi na to, że ocena rdzeni tkankowych pobranych podczas biopsji od twojego taty albo byla robiona przez niewykwalifikowany personel (technik zamiast lekarza-patologa?), albo została spektakularnie spieprzona. Jedno i drugie potencjalnie kwalifikuje się do prokuratury, a ośrodkowi gdzie robiono biopsję i oceniano wycinki nie należy ufać. W tych warunkach diagnoza jest niepewna, a biopsja prawdopodobnie będzie musiala być powtórzona. Chyba że pracownia patologii zachowala preparaty mikroskopowe (co się gdzieniegdzie robi) i będzie mógł je gdzieś indziej ocenić kompetentny lekarz patolog.

Diagnostyka musi być zrobiona jak najszybciej. PSA=48,6 to bardzo wysoki poziom tego wskaźnika, który jednoznacznie wskazuje, że dzieje się coś dużego i niebezpiecznego, tyle że na razie nie określono konkretnie co.

W sprawie zapisania twojemu ojcu leku hormonalnego bez żadnej innej diagnostyki i z niepełnym wynikiem biopsji: - Jeżeli tak naprawdę było, to należy natychmiast zmienić lekarza.

Nie ma i nie moźe być mowy o wyborze właściwego sposobu leczenia raka prostaty bez określenia przedtem stopnia zaawansowania, rozległości i charakterystyki histopatologicznej nowotworu, oraz stwierdzenia obecności lub nieobecności przerzutów, których z definicji zawsze szuka się u pacjentów z PSA ponad 20, a często u pacjentów z PSA ponad 10. Lekarz, który zaniechał skierowania na dalszą diagnostykę mając świadomość, że pacjent ma poziom PSA podchodzący pod 50, byłby w wielu krajach kandydatem do kryminału.

Jeżeli to jest kompletny i wierny opis kontaktu twojego taty z urologiem, to sytuacja jest niebezpieczna i nie można jej tak zostawić. PSA (Prostate Specific Antigen), to marker biochemiczny unikalny dla komórek prostaty. Jądro nie ma z tym nic wspólnego. Poziom alarmowy PSA dla tej grupy wiekowej wynosi 4 nanogramy na mililitr krwi.

Zrobisz jak sama uważasz, ale ja myślę, że powinnaś natychmiast, bez zwłoki, przełamując wszelkie opory wlasne i ojca, zawieźć go do Centrum Onkologii lub do kliniki onkologicznej renomowanego szpitala w dużym ośrodku (Warszawa, Kraków, Bydgoszcz, Wrocław, Poznań - być może jeszcze jakieś). Tam te poronione wyniki biopsji musi zobaczyć onkolog z prawdziwego zdarzenia. Jak zobaczy, to zacznie sobie wyrywać wlosy z glowy i zarządzi pełna diagnostykę. Potrzebna bedzie zapewne powtórna biopsja (lub kompetentna ocena zachowanych preparatów z pierwszej biopsji), plus ultrasonogram prostaty, tomografia komputerowa jamy brzusznej i miednicy, scyntygrafia calego kośćca, być może rownież MRI (rezonans magnetyczny). jamy brzusznej i miednicy. Dopiero potem bedzie wiadomo, co się da na obecnym etapie z nowotworem twojego taty zrobić. W grę wchodzi chirurgia, radioterapia, hormonoterapia oraz różne kombinacje niektórych lub wszystkich tych elementów, z tym że na chirurgię moźe być już za późno. Nie znam się na polskiej służbie zdrowia, ale wydaje mi się, że na onkologię można się w Polsce zglosić bez skierowania.

W dyskusjach o raku prostaty na innym forum ("Nowotwory - damy radę" na forach Gazety Wyborczej, wątek "Prostata australijska") piszący tam lekarz, onkolog-radioterapeuta z Krakowa, pisze, że plagą jego pracy są urologowie, którzy latami trzymają chorych na raka prostaty na lekach hormonalnych, bez konsultacji onkologicznej. Po paru latach rak wychodzi spod kontroli hormonalnej, i sytuacja pacjenta błyskawicznie robi sie tragiczna.

1

Witam wszystkich. moje zle samopoczucie zaczelo sie od jakies 5 miesiecy gdy spotkalem sie z kolega i naduzylem wtedy alkoholu. na poczatku myslalem ze to zwykle zatrucie bulgotanie w zoladku, straszny bol głowy, biegunka, stany lekowe. udalem sie z tym do lekarza internisty ktory przepisal mi biseptol i jakis tam antybiotyk powiedzial ze to nie od zatrucia tylko jakis wirus. po tych lekach poczulem sie jeszcze gorzej odstawilem je. potem pojawialo sie brzeczenie w uszach, stany lekowe, straszliwe zmeczenie, bole glowy. w miedzy czasie mialem robione wyniki ogolne na krew i mocz oraz badanie na borelioze IgG i IgM, wszystko ok. objawy dalej wystepuja tylko ze falowo przez pewnien okres czasu czuje sie wmiare dobrze a potem strasznie zle i tak na zmiane. w miedzyczasie trafilem do neurologa mialem tomografie komputerowa glowy ok. od neurologa trafilem do laryngologa. glowa mnie boli glownie z prawej strony glowy przy skroni laryngolog zbadala mnie i stwierdzila ze to zapalenie zatok. dostalem antybiotyk bol uszu i brzeczenie przeszlo. pojawil sie zas bole stawow najwieksze w kolanach i ich strzelanie. Najgorszym objawem jakim mam sa ataki leku i ciagle zmeczenie, niekiedy jakies napady mysli, manie, dreszcze no ogolnie wiele objawow ktore sa tu wypisywane. czytalem wiele stron i w kazdej chorobie wyczytalem jakies objawy ktore sam posiadam. im wiecej czytam tym coraz gorzej bo zyje w niepewnosci czy jestem na cos chory czy to nerwica. jestem rozdarty poniewaz dowiedzialem sie ze badanie na borelioze nie daje 100% pewnosci ze nie jest sie chorym. nikt z was nie napisal chyba ze bola go stawy. dodam ze internista przepisal mi zebym bral glukozamine, magnez i w ogole wiele witaminek, ze to niby niedobory. ale biore i nic ;( wiec nie wiem czy to moze jakies zakazenie bakteria (np. borelioza) lub moze tarczyca(przy tarczycy podobno moga bolec stawy i pojawiaj sie rozne lęki). Z drugiej strony mysle nad tym czy to nie nerwica lub gleboka depresja. okolo rok temu zaczely sie problemy w moim zyciu najpierw rozstanie z dziewczyna z ktora bylem bardzo dlugo, potem z 2 tygodnie po tym wypadek samochodowy z mojej winy(obecnie wstrzymano mi prawo jazdy), sprawa w sadzie, potem matura (jednym slowem full stresu). bardzo to przezylem bylem przygnebiony smutny. ale w porownaniu z tym co jest teraz to masakra. dodam ze kleszcza tez mialem jakies poltora roku temu ale praktycznie dopiero sie we mnie wdrazal jak go zobaczylem to tylko lekko skore przycisnalem i oddpadl potem przetarlem to miejsce spirytusem. pojawil sie rumien ktory znikl po 2 tygodniach. kiedys mialem tez gronkowca ale zostal wyleczony.
jezeli znalazlby sie ktos kto mogl by mi poradzic co mam robic bylbym bardzo wdzieczny ;) zastanawiam sie nad tym czy nie wybrac sie do psychiatry bo nic mnie w zyciu nie cieszy. moja pasja byl sport, obecnie nie mam sily zeby cokolwiek uprawiac. ciagle zmeczenie, sennosc bole w karku, strzelanie w szyi i kosciach, lęki i manie. obecnie studiuje ale jest mi strasznie ciezko pogorszyla mi sie koncentracja i pamiec. mam problemy z szukaniem slow, rownowaga, brak pewnosci. dodam ze najgorsze samopoczucie odczuwam z rana nie dam rady wstac zeby zaczac nowy dzien, znacznie lepiej czuje sie poznym wieczorem po 20. zawsze bylem wrazliwy i wszstko przezywalem. co o tym sadzicie? pozdrawiam i zycze wszystkim milego wieczorku i zdrowia:)

jesienno-zimowe pogaduchy prolaktynek

Sol-cia - Moze to Ci pomoze:

Prolaktyna jest hormonem przysadki. Jej podwyższone stężenie obniża poziom gonadotropin (zwłaszcza LH), zaburza mechanizm owulacji i prowadzi do niewydolności fazy lutealnej. Jej poziom jest względnie stały w cyklu miesiączkowym, lecz ulega zmianom w dobowym i jest wyższy nocą w porze snu. Stężenie prolaktyny podnosi się podczas stresu, w czasie urazu, po posiłku oraz w ciąży. W celu uzyskania jak najbardziej rzetelnych wyników prolaktynę należy oznaczać na czczo lub przynajmniej 3 godziny po posiłku i po kilkuminutowym odpoczynku.

Prolaktyna nazywa się także hormonem stresu tzn. poziom jej wzrasta w stresujących sytuacjach w dłuższym czasie wysoki jej poziom uszkadza pik LH, hamuje owulację, uniemożliwia zajście w ciążę.

NORMY

hormon norma co oznacza wynik

PRL 3-15 ng/ml wynik idealny

15-20 ng/ml wynik dobry
(leczenie tylko w wąsko wybranych przypadkach)

20-25 ng/ml łagodna hiperprolaktynemia

> 25 ng/ml hiperprolaktynemia

Przelicznik: 1 ng/ml = 20 mIU/l

Uwagi:
1. Hiperprolaktynemia jest czasem związana z niedoczynnością tarczycy. Przed leczeniem warto tą przyczynę wykluczyć.

2. Leczenie łagodnej hiperprolaktynemii daje dobre wyniki przy leczeniu zaburzeń fazy lutealnej lub jeśli towarzyszy jej PCOS.

3. Nadmiar prolaktyny może utrudniać pęknięcie pęcherzyka.

4. W cyklach bezowulacyjnych można rozważyć dołączenie do leków indukujących owulację leków obniżających stężenie prolaktyny nawet u osób z prawidłowymi wynikami. W wybranych przypadkach takie postępowanie poprawia skuteczność terapii (tzn. ułatwia zajście w ciążę).

5. Estrogeny oraz środki antykoncepcyjne podnoszą poziom prolaktyny.

6. Badanie prolaktyny ma swoje ograniczenia. Istnieją bowiem trzy rodzaje cząsteczek prolaktyny różniące się ciężarem. Jedynie ta najlżejsza (ale za to stanowiąca ok. 80 % ogółu) jest czynna biologicznie. Z tego powodu zaburzenie proporcji pomiędzy różnymi rodzajami prolaktyny może dać fałszywie zaniżony lub zawyżony wynik.
Hiperprolaktynemia ma charakter czynnościowy lub organiczny (gruczolak). Teoretycznie do odróżnienia tych przypadków może służyć test z metoklopramidem. W teście tym bada się poziom prolaktyny, potem podaje się doustnie 100 mg metoklopramidu i ponownie ocenia stężenie prolaktyny. W warunkach prawidłowych po 60 minutach obserwuje się mniej niż pięciokrotne zwiększenie stężenia prolaktyny. Znaczenie tego testu w praktyce jest jednak niewielkie (nie ma dowodów na jego wartość kliniczną). W przypadku podejrzenia o obecność gruczolaka badaniem rozstrzygającym jest tomografia komputerowa lub rezonans magnetyczny.
Należy jednak podkreślić, że stwierdzenie gruczolaka najczęściej nie wiąże się ze zmianą sposobu leczenia, bowiem bardzo rzadko interweniuje się chirurgicznie. W związku z tym, że rezonans i tomografia są kosztownymi badaniami to można z nich zrezygnować jeśli

1. poziom prolaktyny jest niższy niż 50 ng/ml (niektórzy za wartość graniczną przyjmują 100 ng/ml) oraz

2. nie ma podejrzanych objawów (niewyjaśnione bóle głowy, zaburzenia widzenia) i
stężenie prolaktyny normalizuje się do prawidłowych i względnie stałych wartości po zastosowaniu leczenia farmakologicznego.

Mam nadzieje, ze troche pomoglam

Czerwiec - Czy moze przyniesie szczescie?:) - powodzenia;)

Gugzi!

Twoje cykle sa w normie!
Dopoki cykle sa w miare regularne, to nie problemu. Nawet dlugi cykl a regularny niejest jeszcze powodem do obaw.
Mowiac dlugie cykle mam na mysli cykle w granicach 35-40 dni.

Ja mialam badana prolaktyne, ale ja mialam cykle po 100 i 115 dni.
Hiperprolaktynemia objawa sie takze wyciekami z piersi wydzieliny o zabarwieniu bialawym, cos jak mleko.

Prolaktyna

Prolaktyna jest hormonem przysadki. Jej podwyższone stężenie obniża poziom gonadotropin (zwłaszcza LH), zaburza mechanizm owulacji i prowadzi do niewydolności fazy lutealnej. Jej poziom jest względnie stały w cyklu miesiączkowym, lecz ulega zmianom w dobowym i jest wyższy nocą w porze snu. Stężenie prolaktyny podnosi się podczas stresu, w czasie urazu, po posiłku oraz w ciąży. W celu uzyskania jak najbardziej rzetelnych wyników prolaktynę należy oznaczać na czczo lub przynajmniej 3 godziny po posiłku i po kilkuminutowym odpoczynku.


1. Hiperprolaktynemia jest czasem związana z niedoczynnością tarczycy. Przed leczeniem warto tą przyczynę wykluczyć.

2. Leczenie łagodnej hiperprolaktynemii daje dobre wyniki przy leczeniu zaburzeń fazy lutealnej lub jeśli towarzyszy jej PCOS.

3. Nadmiar prolaktyny może utrudniać pęknięcie pęcherzyka.

4. W cyklach bezowulacyjnych można rozważyć dołączenie do leków indukujących owulację leków obniżających stężenie prolaktyny nawet u osób z prawidłowymi wynikami. W wybranych przypadkach takie postępowanie poprawia skuteczność terapii (tzn. ułatwia zajście w ciążę).

5. Estrogeny oraz środki antykoncepcyjne podnoszą poziom prolaktyny.

6. Badanie prolaktyny ma swoje ograniczenia. Istnieją bowiem trzy rodzaje cząsteczek prolaktyny różniące się ciężarem. Jedynie ta najlżejsza (ale za to stanowiąca ok. 80 % ogółu) jest czynna biologicznie. Z tego powodu zaburzenie proporcji pomiędzy różnymi rodzajami prolaktyny może dać fałszywie zaniżony lub zawyżony wynik.

Hiperprolaktynemia ma charakter czynnościowy lub organiczny (gruczolak). Teoretycznie do odróżnienia tych przypadków może służyć test z metoklopramidem. W teście tym bada się poziom prolaktyny, potem podaje się doustnie 100 mg metoklopramidu i ponownie ocenia stężenie prolaktyny. W warunkach prawidłowych po 60 minutach obserwuje się mniej niż pięciokrotne zwiększenie stężenia prolaktyny. Znaczenie tego testu w praktyce jest jednak niewielkie (nie ma dowodów na jego wartość kliniczną). W przypadku podejrzenia o obecność gruczolaka badaniem rozstrzygającym jest tomografia komputerowa lub rezonans magnetyczny.

Należy jednak podkreślić, że stwierdzenie gruczolaka najczęściej nie wiąże się ze zmianą sposobu leczenia, bowiem bardzo rzadko interweniuje się chirurgicznie. W związku z tym, że rezonans i tomografia są kosztownymi badaniami to można z nich zrezygnować jeśli

poziom prolaktyny jest niższy niż 50 ng/ml (niektórzy za wartość graniczną przyjmują 100 ng/ml) oraz
nie ma podejrzanych objawów (niewyjaśnione bóle głowy, zaburzenia widzenia) i
stężenie prolaktyny normalizuje się do prawidłowych i względnie stałych wartości po zastosowaniu leczenia farmakologicznego.

Skoki Narciarskie

Nie oglądałam skoków wczoraj w Zakopanym, ale wiem co sie stalo Mazoch miał wypadek:( Szlyszalam ze jest spiaczce, i lekarze jutro beda go próbowali obudzic, mam dla was info z onetu, o obudzeniu skoczka nie pisze:
Czeski skoczek Jan Mazoch doznał wieloogniskowych stłuczeń mózgu - takie są najnowsze wyniki badań tomografem komputerowym. Według lekarzy krakowskiej kliniki, jeżeli jego stan się nie pogorszy, to niewykluczone, że zostanie on wybudzony ze śpiączki.
Decyzja w tej sprawie zapadnie jednak najwcześniej jutro.

Czeski zawodnik od wczoraj jest nieprzytomny. Jest utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej. W takich przypadkach to standardowa procedura. Wczoraj, podczas zawodów na zakopiańskiej Wielkiej Krokwi, zaliczanych do Pucharu Świata, Mazoch stracił kontrolę nad lotem, spadł z dużej wysokości i dwa razy uderzył głową o twardy zeskok. Po tym tragicznym wypadku zawody zostały przerwane.

Ooo, znalazlam o spiaczce:
Czeski skoczek narciarski Jan Mazoch, który uległ wypadkowi w sobotnim konkursie Pucharu Świata w Zakopanem, nadal nie odzyskał przytomności. Lekarze szpitala uniwersyteckiego w Krakowie utrzymują go w stanie sztucznej śpiączki.
Czeski skoczek narciarski Jan Mazoch, który uległ wypadkowi w sobotnim konkursie Pucharu Świata w Zakopanem, nadal nie odzyskał przytomności, ale stan jego zdrowia się nie pogarsza. Lekarze szpitala uniwersyteckiego w Krakowie utrzymują go w sztucznej śpiączce.

"Pacjent jest po drugiej tomografii komupterowej. Nie wykazała ona żadnych zmian, które by świadczyły o pogarszającym się stanie jego zdrowia. Jeśli nie nastąpią żadne zmiany, to w poniedziałek lekarze podejmą decyzję o jego wybudzaniu" - powiedziała po godz. 13. rzeczniczka prasowa szpitala Anna Niedźwiedzka.Niedźwiedzka skomentowała też pogłoski o prawdopodobnym przewiezieniu Mazocha do szpitala w Czechach. "Jesteśmy w stałym kontakcie z czeskimi lekarzami, ale decyzji o transporcie nie ma".

Jakie konsekwencje spowoduje wypadek, będzie można orzec dopiero po przebudzeniu Mazocha i po przeprowadzeniu badań neurologicznych. Rzeczniczka potwierdziła przed południem, że czeski skoczek ma uraz mózgowo-czaszkowy.

W nocy zawodnik trafił ze szpitala w Zakopanem do kliniki neurotraumatologii szpitala uniwersyteckiego w Krakowie - po tym, jak uległ poważnemu wypadkowi podczas zawodów Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi.

Wiadomo, że u zawodnika nie stwierdzono poważniejszych obrażeń zewnętrznych, górne i dolne kończyny są całe. Na skutek uderzenia o podłoże zawodnik doznał obrzęku twarzy i otarć ciała.

Jan Mazoch uległ wypadkowi w drugiej serii konkursu Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem na Wielkiej Krokwi. Tuż po wyjściu z progu spadł pionowo na zeskok, kilkakrotnie odbijając się od niego i stracił przytomność.
************
To jest tak samo, te dwa o Mazochu... Biedny Mazoch... Ale gratuluje piątego miejsca wczorajszym konkursie Małyszowi, i gratulacje temu nowemu 17-letniemu skoczkowi ze wygrywa... Młodym wieku zawsze wygrywa:) Uh lala napisalam dlugi post.. Narazie;*

Antykoncepcja raz jeszcze

Prolaktyna - rozhuśtany hormon 108
Skomentuj

Prolaktyna to hormon, którego rola w organizmie kobiety jest bardzo istotna, często sprawia nam wiele problemów.

Masz nieregularne miesiączki, nie możesz zajść w ciążę? Zbadaj poziom prolaktyny. Zbyt duże stężenie tego hormonu we krwi może świadczyć o poważnych chorobach i bywa niebezpieczne.

Prolaktyna to hormon wydzielany przez przysadkę mózgową. Sprawia on, że w trakcie dojrzewania kobietom rosną piersi, a gdy kobieta spodziewa się dziecka, odpowiedni jego poziom podtrzymuje pracę ciałka żółtego, ażeby mogło ono nadal produkować progesteron – istotny dla utrzymania ciąży.

Hormon ten stymuluje rozwój gruczołów mlecznych i tworzenie się mleka. Gdy przysadka wytwarza go za mało, kobieta może mieć problemy z karmieniem. Zazwyczaj jednak, gdy kobieta często i długo karmi piersią, w jej organizmie utrzymuje się wysokie stężenie prolaktyny, co z kolei uniemożliwia prawidłowe dojrzewanie pęcherzyków jajnikowych i owulację, dzięki czemu prolaktyna może pełnić funkcję „naturalnego środka antykoncepcyjnego”.

Uwaga: Nadmiar prolaktyny nie daje 100% zabezpieczenia przed następną ciążą!

Nadmiar prolaktyny powoduje zaburzenia cyklu miesiączkowego. Miesiączki mogą się wówczas pojawiać się częściej niż co 25 dni, albo rzadziej niż co 33. Oprócz tego mogą być bardzo skąpe, lub w ogóle mogą zaniknąć. Zdarza się też, że cykle są bezowulacyjne – co jest często przyczyną niemożności zajścia w ciążę. Wśród innych skutków nadmiaru prolaktyny wyróżnia się: obniżenie popędu seksualnego, a czasem także bóle głowy czy zaburzenia widzenia, gdy odpowiedzialny za stężenie prolaktyny jest gruczolak przysadki mózgowej. W przypadku problemów z niedoczynnością tarczycy (co jest też powodem zaburzeń stężenia prolaktyny), kobiety tyją bez powodu. Niestety może się zdarzyć tak, że piersi stają się nabrzmiałe i bardzo wrażliwe na dotyk, a u kobiety mimo braku ciąży, pojawia się mleczny wyciek z sutka.

Przypadłość tę, często określa się mianem hiperprolaktynemii. Jeśli pojawią się u nas kłopoty z miesiączką, należy zgłosić się do ginekologa – endokrynologa, który najpierw zleci badanie poziomu prolaktyny we krwi. Badanie najlepiej robić rano, między godziną 8 a 12, po przespanej nocy i na czczo. Dzień wcześniej nie należy współżyć, jeść obfitej kolacji, ani zbytnio się wysilać (ćwiczyć). Test polega na zbadaniu poziomu prolaktyny, następnie podaniu doustnie 100 mg metoklopramidu i ponowną ocenę stężenia prolaktyny. Jeśli nie ma żadnych nieprawidłowości, po 60 minutach stężenie prolaktyny powinno zwiększyć się mniej niż pięciokrotnie.

Jeśli hormonu będzie za dużo, zaleca się wykonanie badania hormonów tarczycy – jeśli wyniki nie wskazują na niedoczynność gruczołu, czasem powtarza się badanie poziomu prolaktyny. Może się jednak okazać, że przyczyną hiperprolaktynemii jest gruczolak przysadki mózgowej – wówczas konieczne jest wykonanie tomografii komputerowej bądź rezonansu magnetycznego.

W przypadku gruczolaka przysadki mózgowej, leczenie jest nieco bardziej skomplikowane. Guz powstaje z tkanki gruczołowej i ma zdolność wydzielania hormonów. Im większy jest guz, tym więcej hormonów może on wydzielać. Większość z nich to nowotwory łagodne. Jeśli zostaną wykryte, gdy są małe, często wystarczy podawanie leków, a znikną po kilku miesiącach terapii. Jeśli guz okaże się duży i nie znika po farmakoterapii, konieczna jest interwencja chirurgiczna. W przypadku wyleczenia, konieczna jest stała kontrola endokrynologiczna i badanie poziomu prolaktyny.

Często problemy z zajściem w ciążę, wynikają właśnie z nadmiaru prolaktyny i wspomnianych wyżej bezowulacyjnych cykli miesiączkowych. Dlatego warto wykonać test i w razie wysokiego stężenia hormonu, przyjmować odpowiednie leki, które pozwolą wyregulować ilość prolaktyny i ułatwią zajście w ciążę.

Karolina Małgorzata Górska

No niestety,hormony rządza nami

Hej ho

No cóż czas najwyższy na małą relację. Kupę czasu nie odzywałem się, bo po prostu uznałem, że lepiej będzie to spisać w jednym poście. W pierwszym poście tematu możecie przeczytać co mnie bardzo niepokoiło - zamglone widzenie, koła tęczowe, częste suche oko. Nie do końca ufałem mojemu stałemu okuliście i... wybrałem się do innego. Stwierdził to samo... następny podobnie.

Neurolog(w dodatku czekałem na wizytę i głupie skierowanie 3 miesiące) skierował mnie na badanie tomografii komputerowej w Katowicach. Podejrzewał padaczkę (?) co baaardzo mnie zaskoczyło. Fajne badanie w miłej atmosferze, nie spodziewałem się, że pracownicy publicznej służby zdrowia mogą być tacy mili dla pacjenta. Wyniki badania były jednoznaczne - nic. W głowie mam wszystko "na miejscu". Neurolog zrezygnowany rozłożył ręce i skierował mnie z powrotem do okulisty, a ten zaś wysłał mnie do Kliniki Okulistyki Dorosłych w Katowicach.

Zadzwoniłem żeby umówić się na wizytę... no cóż kolejne trzy miesiące oczekiwania. W końcu nadszedł ten dzień! Kanapki, Przegląd Sportowy, wyborcza i w drogę! Pierwsze wrażenia po przybyciu? Nie wyjdę stąd przed godziną dwudziestą. Na miejscu wszystkie miejsca parkingowe pod szpitalem były zajęte, a przyjechałem około siódmej rano, więc pozostał płatny W rejestracji stałem blisko godzinę (z 60 ludzi było przede mną). Lamentowanie starszych pań, jakie to czasy nastały doprowadzały mnie do myśli samobójczych, a kiedy zeszły na politykę, to musiałem włączyć sobie jakąś mp3 i czymś zająć uszy. Po tych męczarniach wyznaczono mi pokój, w którym (po godzinie stania w kolejce) zrobiono mi pomiar ciśnienia śródgałkowego (wszystko w normie) i ogólny wywiad na temat dolegliwości. Kolejnym zadaniem było badanie pola widzenia... następne 1,5h oczekiwania w kolejce i jak na złość te same babcie, co w rejestracji. Czas na Przegląd i odłączenie się od świata. Wreszcie moja kolej! Badanie jak to się mawia "malina" żadnych zmian - powrót do pokoju, z którego mnie skierowali. Przede mną w kolejce około 50-60 osób. Po godzinie zastoju, w ciągu której notabene lekarz przyjął tylko dwóch pacjentów, a pielęgniarka oznajmiła, że drugi z lekarzy dziś będzie nieobecny, miałem zrezygnować i wracać do domu. Przełamałem się i... zostałem. Mijały kolejne godziny... jeden pacjent na dwadzieścia minut to była norma. Jednakże nagle pojawiła się iskierka nadziei... połowa pacjentów wraz ze mną zostaje przeniesiona do innego lekarza. Mijała już czternasta, więc możecie sobie tylko wyobrazić w jakich nastrojach byli wszyscy oczekujący. Ostatecznie zostałem przyjęty przez lekarza przed siedemnastą. Zrobił standardowe badania i wypisał skierowanie na kolejną wizytę, bo wszystkie pracownie badań pracowały do piętnastej. Następne trzy miesiące czekania. Zostałem skierowany na Multifocal ERG - fajna nazwa, prawda? W internecie niewiele jest informacji w naszym ojczystym języku na temat tego badania. Tak w skrócie wygląda dzień w Klinice Okulistyki Dorosłych w Katowicach.

Teraz już skupie się na moich oczach. Badanie Multifocal ERG sprawdza poprawność "funkcjonowania" siatkówki (może jest bardziej fachowe określenie, ale zapomniałem jakie) Lekarz podłącza pacjenta do różnych "przyssawek" w okolicach oczu, zakłada specjalne soczewki. Po tym wszystkim spoglądasz w ekran, który wygląda jak niekształtna szachownica (Spójrzcie dokładnie tak jak na tym gifie). To badanie również nic nie wykazało, ale po wyjściu z gabinetu miałem niezłego kręciołka w głowie

Po trzech miesiącach miałem przyjechać na tomografię komputerową oka. Też niesamowite badanie, które niestety nic nie wykazało.

Zapytałem okulisty, który analizował wyniki badań czy moje dolegliwości (zamglenie widzenia, rozszczepienia światła) może mieć coś wspólnego ze zmętniałym ciałem szklistych. Absolutnie wykluczyła taką opcję, ale też innej przyczyny moich dolegliwości nie potrafiła znaleźć. Kazała brać witaminy, mierzyć ciśnienie itd itd... Ich wiedza na temat naszego schorzenia jest praktycznie zerowa.

Poddałem się i zrezygnowałem z świadczenia usług Kliniki Okulistyki Dorosłych. Uznałem, że jakoś przeżyje z mętami, a jeżeli stan się pogorszy to skorzystam z zabiegu witrektomii w Czechach.

Pozdrawiam wszystkich mętowiczów.